Głupia sprawa - lubię Godzillę, ale nie lubię praktycznie żadnego filmu o Godzilli. Bez sensu, wiem.
Te japońskie to, choć oglądałem za dziecka, teraz wieją tandetą. I doceniam, że mają ciekawy katalog potworów. A z odpowiednio jajcarskim nastawieniem da się to nawet oglądać, ale szału nie ma, no niestety.
Co nie zmienia faktu, że Japończycy przynajmniej zamysł mają dobry - wpuścić potwory do miasta i pozwolić im robić demolkę. Niestety nie wygląda to porywająco, bo oni nie dysponują hollywódzkim budżetem. Dlatego pozostało liczyć na Amerykanów.
Niestety Amerykańce w ogóle nie wiedzą, co zrobić z Godzillą. I tak w wersji z 1998 Gojira - czym byłem niezmiernie zasmucony - nie robi w mieście demolki (zamiast niego to sami ludzie rozwalają se miasto). W dodatku pojawia się prawie tylko, jak jest ciemno i jeszcze w deszczu :(
A najgorsze, że film pod tytułem "Godzilla" powinien być, kurczę blade, o Godzilli, a zamiast tego koncentruje się na przerysowanych postaciach ludzkich i ich wątku miłosnym rodem z taniej komedii romantycznej. A ten wątek małych Godzilli - co to ma być? Sporą część scen akcji zamiast porządną, dużą Godzillą, wypełniono raptorami z "Jurassic Park", bo były wtedy akurat jeszcze na czasie. No ludzie, macie Gojirę, a wolicie nam zaserwować w filmie coś takiego?
W filmie z 2014 natomiast Gojira - czym byłem niezmiernie zasmucony - nie robi w mieście demolki (a nawet, jak robi, to nieszczególnie tam cokolwiek widać). Pojawia się prawie tylko, jak jest ciemno :(
A najgorsze, że film pod tytułem "Godzilla" powinien być, kurczę blade, o Godzilli, a zamiast tego koncentruje się na MUTO, drewnianych postaciach ludzkich i ich wątku rodzinnym i militarnym, z jakąś tam bombą.
W recenzjach wszystkich ostrzegali, że film oszczędnie dawkuje potwory, ale za to w finale jest wreszcie spektakularne starcie. No to przez cały czas w kinie siedziałem grzecznie i nie marudziłem, nawet przy słynnej już scenie na lotnisku (choć był to środkowy palec Garetha Edwardsa, wymierzony w stronę widza, przyjąłem to z kamienną twarzą). Ale kiedy przyszedł ten niby spektakularny finał i okazało się, że dalej mało widać tych potworów, bo ciemno i pełno pyłu, z którego tylko raz na jakiś czas wyłoni się jakaś łapa czy ogon - moja cierpliwość się skończyła.
Nie chcę wyjść na tępego popcornożercę, co to nie umie docenić wysublimowanego artystycznego kina, ale czy mógłby ktoś w tym USA wreszcie, do licha ciężkiego, nakręcić z łaski swojej film o Godzilli, który koncentruje się na Godzilli i w którym potwory napieprzają się w świetle dnia, rozwalając przy tym miasto i to tak, że wszystko widać? Tylko o tyle proszę. I z góry dziękuję.
I tak, no cóż, najlepszym amerykańskim filmem o Godzilli pozostaje "Pacific Rim", tylko że tam nie ma Godzilli. Są za to naparzanki z wielkimi potworami, rozwalającymi przy tym miasto i choć to wszystko też w nocy - na co narzekałem po premierze - to przynajmniej wszystko widać, bo miasto jest bajecznie rozświetlone. A nawet pierwsza połowa, kiedy film koncentruje się bardziej na ludziach, jest dobra, bo te postacie są po prostu sympatyczne (może oprócz tych dwóch wnerwiających naukowców).
Te japońskie to, choć oglądałem za dziecka, teraz wieją tandetą. I doceniam, że mają ciekawy katalog potworów. A z odpowiednio jajcarskim nastawieniem da się to nawet oglądać, ale szału nie ma, no niestety.
Co nie zmienia faktu, że Japończycy przynajmniej zamysł mają dobry - wpuścić potwory do miasta i pozwolić im robić demolkę. Niestety nie wygląda to porywająco, bo oni nie dysponują hollywódzkim budżetem. Dlatego pozostało liczyć na Amerykanów.
Niestety Amerykańce w ogóle nie wiedzą, co zrobić z Godzillą. I tak w wersji z 1998 Gojira - czym byłem niezmiernie zasmucony - nie robi w mieście demolki (zamiast niego to sami ludzie rozwalają se miasto). W dodatku pojawia się prawie tylko, jak jest ciemno i jeszcze w deszczu :(
A najgorsze, że film pod tytułem "Godzilla" powinien być, kurczę blade, o Godzilli, a zamiast tego koncentruje się na przerysowanych postaciach ludzkich i ich wątku miłosnym rodem z taniej komedii romantycznej. A ten wątek małych Godzilli - co to ma być? Sporą część scen akcji zamiast porządną, dużą Godzillą, wypełniono raptorami z "Jurassic Park", bo były wtedy akurat jeszcze na czasie. No ludzie, macie Gojirę, a wolicie nam zaserwować w filmie coś takiego?
W filmie z 2014 natomiast Gojira - czym byłem niezmiernie zasmucony - nie robi w mieście demolki (a nawet, jak robi, to nieszczególnie tam cokolwiek widać). Pojawia się prawie tylko, jak jest ciemno :(
A najgorsze, że film pod tytułem "Godzilla" powinien być, kurczę blade, o Godzilli, a zamiast tego koncentruje się na MUTO, drewnianych postaciach ludzkich i ich wątku rodzinnym i militarnym, z jakąś tam bombą.
W recenzjach wszystkich ostrzegali, że film oszczędnie dawkuje potwory, ale za to w finale jest wreszcie spektakularne starcie. No to przez cały czas w kinie siedziałem grzecznie i nie marudziłem, nawet przy słynnej już scenie na lotnisku (choć był to środkowy palec Garetha Edwardsa, wymierzony w stronę widza, przyjąłem to z kamienną twarzą). Ale kiedy przyszedł ten niby spektakularny finał i okazało się, że dalej mało widać tych potworów, bo ciemno i pełno pyłu, z którego tylko raz na jakiś czas wyłoni się jakaś łapa czy ogon - moja cierpliwość się skończyła.
Nie chcę wyjść na tępego popcornożercę, co to nie umie docenić wysublimowanego artystycznego kina, ale czy mógłby ktoś w tym USA wreszcie, do licha ciężkiego, nakręcić z łaski swojej film o Godzilli, który koncentruje się na Godzilli i w którym potwory napieprzają się w świetle dnia, rozwalając przy tym miasto i to tak, że wszystko widać? Tylko o tyle proszę. I z góry dziękuję.
I tak, no cóż, najlepszym amerykańskim filmem o Godzilli pozostaje "Pacific Rim", tylko że tam nie ma Godzilli. Są za to naparzanki z wielkimi potworami, rozwalającymi przy tym miasto i choć to wszystko też w nocy - na co narzekałem po premierze - to przynajmniej wszystko widać, bo miasto jest bajecznie rozświetlone. A nawet pierwsza połowa, kiedy film koncentruje się bardziej na ludziach, jest dobra, bo te postacie są po prostu sympatyczne (może oprócz tych dwóch wnerwiających naukowców).
18-04-2016, 09:13





