Chuja mi pokazaliście. Pokazaliście zajebistego Jackie Chana i tyle. Pisząc widowiskowość miałem na myśli nie tylko kung-fu, ale też klimatyczne zdjęcia, strzelaniny [i nie pieprzyć tu o Ghost in the Shell, bo oglądając Matrixa miałem gęsią skórkę na rękach, a później naczytałem się, że to już było w GITS, oglądnąłem GITS i co? i gówno, miernota. Jak na film animowany to dobre, ale w Matrixie to jest milion pięćset sto dziewięćset razy lepiej zrobione]. Ogólnie Matrix pozbierał to co najlepsze w kung-fu, dobrych filmowych strzelaninach, dodał bullet-time, linki, zwolnione tempo, wysublimowane ujęcia i wyszedł trzymający się kupy akcyjniak s-f. Dla mnie bomba. Nieczęsto zdarza się, żeby z takiego koktajlu wyszło coś dobrego, a Wachowskim się udało. W dupie mam dziury czy nielogiczności- nie ma filmów całkowicie logicznych, ja się nad tym nie zastanawiam i wchodzę w konwencję; zawsze są jakieś potknięcia, a Matrix to kino rozrywkowe i nikt nie czytał scenariusza 1000000000000000000000000000000000000 razy żeby znaleźć dziury, bo przypadkiem jacyś maniacy z jakiegoś forum na końcu świata znajdą że tutaj i tutaj jest taka głupota. Prowadzicie polemikę z oderwanymi od świata rzeczywsitego burakami, co uważają Matrixa za reedycję Bibli, wydaną w formie dla pryszczatych nastolatków, rozkładają fabułe na czynniki pierwsze, żeby odkryć prawdę o świecie, sensie życia i w ogóle. Damn, ludzie to jest film i ma nas bawić, a wy się spinacie jak przy hronicznym zatwardzeniu.
Opanuj słownictwo, ślicznie proszę.
Opanuj słownictwo, ślicznie proszę.
23-09-2007, 21:54






