Szósty Zmysł (Shyamalan, 1999)
Z wiadomych względów każdy seans inny niż pierwszy traci na mocy 80% pierdyknięcia jakie serwował, ale to nadal świetny film, dobrze napisany i wyreżyserowany. Gdyby nie kosmiczna gaża Bruca, byłby to także jeden z najlepszych niskobudżetowych filmów. Osment jest nie do pobicia: jego styl gry, kopiowany potem wiele razy, doskonale pasował do Cole'a, Willis w tamtym czasie zaserwował wspaniałą odmianę od swojego emploi, a mało znana Toni Collette doskonale uzupełniła pierwszy plan. Szjamalanaman zasługuje na oklaski, ponieważ twist utrzymał świetnie w ryzach, a każdą zapowiedź grozy wprowadził w iście pięknym stylu (czerwień!). I choć The Sixth Sense jest pierwszym jego filmem takiego formatu, to mógłby chociaż raz wrócić do tej formy i nakręcić cokolwiek tej klasy, bo o czymś takim jak Unbreakable to nawet nie ma co marzyć.
Z wiadomych względów każdy seans inny niż pierwszy traci na mocy 80% pierdyknięcia jakie serwował, ale to nadal świetny film, dobrze napisany i wyreżyserowany. Gdyby nie kosmiczna gaża Bruca, byłby to także jeden z najlepszych niskobudżetowych filmów. Osment jest nie do pobicia: jego styl gry, kopiowany potem wiele razy, doskonale pasował do Cole'a, Willis w tamtym czasie zaserwował wspaniałą odmianę od swojego emploi, a mało znana Toni Collette doskonale uzupełniła pierwszy plan. Szjamalanaman zasługuje na oklaski, ponieważ twist utrzymał świetnie w ryzach, a każdą zapowiedź grozy wprowadził w iście pięknym stylu (czerwień!). I choć The Sixth Sense jest pierwszym jego filmem takiego formatu, to mógłby chociaż raz wrócić do tej formy i nakręcić cokolwiek tej klasy, bo o czymś takim jak Unbreakable to nawet nie ma co marzyć.
loading podpis...
15-05-2016, 08:50





