Niekoniecznie. Spójrz na MCU i jakie jest różnorodne.
Wbrew pozorom z Godzilli można było coś podobnego wycisnąć i nie ograniczać się do rozwałki miasta. Kilka filmów z Godzilla nie podążało tym schematem. Jeden dział się na wyspie z terrorystami i klimatem przypominal Jamesa Bonda, inny, gdyby wywalić z niego potwory, to byłby filmem sensacyjnym, gdzie policjant ochrania polityka przez wynajętymi zbirami. W innym Godzilla był traktowany jako miejska legenda. Inny, odrzucony, scenariusz zakładał, iż Godzilla będzie walczyć z machinami dowodzonymi przez jakiś Skynet. Hej, w pierwszym filmie jedynym potworem był Godzilla. I sytuacja się powtórzyła w "Godzilli" (1984) i prawdopodobnie w tym tegorocznym Japońcu. Czyli nie takie jednostajne (a na ile udane, to nie powiem, bo jako fan będę nieobiektywny).
W pierwszym japońskim filmie Godzilla jest wspominany jako lokalny bóg lub coś na kształt potwora z Loch Ness. I w sumie... czemu nie przenieść akcji do feudalnej Japonii? I Godzilla byłby traktowany jako zesłanie przez bogów, wplątać do tych bitew z Mongołami, gdzie spierdzielali z powodu tajfunu. Ja bym chciał obejrzeć coś takiego! I odmienne od tego co przyzwyczaiły dotychczasowe filmy.
Gdybym ja robił Godzillę, to jego stosunek ludzi do niego byłby jak niegdyś do wilka. Najpierw strach i przerażenie, potem docenienie i późniejszy stosunek w zależności od osoby i akceptacja jako elementu przyrody. W pierwszym filmie - Godzilla straszna siła (nie cholerny Jezus Zbawiciel Natury), próby zabicia szkodnika, potem przybywa inny gorszy potwor, łubudu, Godzilla "ratuje" ludzkość, potem traktowanie jak elementu przyrody i różne zachowania - jeden się fascynuje, inny liczy na dochód turystyczny, bo jego wioskę nawiedził Godzilla, rybacy wielorybów nie lubią go, bo np. pustoszy im morza, jakieś świry z PETA chcą maksymalnej ochrony, itp.
I osobiście chciałbym, by Godzilla nie był tylko jeden. No bo jak przetrwał do naszych czasów? Nie brał pigułek regeneracyjnych przecie. W mojej wersji Godzilla byłby nowoodkrytym zwierzęciem, którego byłoby więcej. I może w którymś filmie, byłyby dwie Godzille w tym samym momencie? Tego jeszcze nie było.
Ale to wszystko musiałby robić naprawdę ktoś ogarnięty. I to od nowa. Bo Edwards? Sorry, ale spaprał sprawę i niech teraz mi z którychś obrońców powie, dlaczego jego brak w postaci reżyserii to wielka strata. I sam scenariusz także jest do kitu już na samych podstawach, a to dalsze uniwersum to będzie dla mnie porażka.
Wbrew pozorom z Godzilli można było coś podobnego wycisnąć i nie ograniczać się do rozwałki miasta. Kilka filmów z Godzilla nie podążało tym schematem. Jeden dział się na wyspie z terrorystami i klimatem przypominal Jamesa Bonda, inny, gdyby wywalić z niego potwory, to byłby filmem sensacyjnym, gdzie policjant ochrania polityka przez wynajętymi zbirami. W innym Godzilla był traktowany jako miejska legenda. Inny, odrzucony, scenariusz zakładał, iż Godzilla będzie walczyć z machinami dowodzonymi przez jakiś Skynet. Hej, w pierwszym filmie jedynym potworem był Godzilla. I sytuacja się powtórzyła w "Godzilli" (1984) i prawdopodobnie w tym tegorocznym Japońcu. Czyli nie takie jednostajne (a na ile udane, to nie powiem, bo jako fan będę nieobiektywny).
W pierwszym japońskim filmie Godzilla jest wspominany jako lokalny bóg lub coś na kształt potwora z Loch Ness. I w sumie... czemu nie przenieść akcji do feudalnej Japonii? I Godzilla byłby traktowany jako zesłanie przez bogów, wplątać do tych bitew z Mongołami, gdzie spierdzielali z powodu tajfunu. Ja bym chciał obejrzeć coś takiego! I odmienne od tego co przyzwyczaiły dotychczasowe filmy.
Gdybym ja robił Godzillę, to jego stosunek ludzi do niego byłby jak niegdyś do wilka. Najpierw strach i przerażenie, potem docenienie i późniejszy stosunek w zależności od osoby i akceptacja jako elementu przyrody. W pierwszym filmie - Godzilla straszna siła (nie cholerny Jezus Zbawiciel Natury), próby zabicia szkodnika, potem przybywa inny gorszy potwor, łubudu, Godzilla "ratuje" ludzkość, potem traktowanie jak elementu przyrody i różne zachowania - jeden się fascynuje, inny liczy na dochód turystyczny, bo jego wioskę nawiedził Godzilla, rybacy wielorybów nie lubią go, bo np. pustoszy im morza, jakieś świry z PETA chcą maksymalnej ochrony, itp.
I osobiście chciałbym, by Godzilla nie był tylko jeden. No bo jak przetrwał do naszych czasów? Nie brał pigułek regeneracyjnych przecie. W mojej wersji Godzilla byłby nowoodkrytym zwierzęciem, którego byłoby więcej. I może w którymś filmie, byłyby dwie Godzille w tym samym momencie? Tego jeszcze nie było.
Ale to wszystko musiałby robić naprawdę ktoś ogarnięty. I to od nowa. Bo Edwards? Sorry, ale spaprał sprawę i niech teraz mi z którychś obrońców powie, dlaczego jego brak w postaci reżyserii to wielka strata. I sam scenariusz także jest do kitu już na samych podstawach, a to dalsze uniwersum to będzie dla mnie porażka.
15-05-2016, 20:51 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-05-2016, 20:54 przez OGPUEE.)





