Sięgnąłem po sagę, żeby lepiej orientować się w grze. Ta ma świetnie napisane side questy i liczyłem na coś równie pomysłowego, ale praktycznie natychmiast przypomniałem sobie, dlaczego tak nie lubię Sapkowskiego.
1. Jego świat to totalny clusterfuck, który nie trzyma się kupy
Mamy, dajmy na to, Temerię - która w pierwszym tomie jest, ale trudno powiedzieć coś więcej, bo Sapek lubi zarzucam miionem nazw własnych, nie wyjaśniając żadnej z nich. Anyway, z Temerii pochodzi Triss Merigold (imię i nazwisko pochodenia łacińskiego / brytyjskiego), Foltest (korzenie słowiańskie), Kalkstein (żydowskie), Shani (afrykańskie?) czy Alzur (celtyckie? Germańskie?). Przecież to jest pierdolnik nie do ogarnięcia; tu nie ma żadnej spójności, trudno się zorientować kto z kim, skąd i gdzie. Do Nilfgaardu rdzennie należą Rowan (typowo brytyjska nazwa), Nazair (z wydźwięku arabskie klimaty), czy kraina geograficzna Mag Turga (to już zupełne fantasy którego nie sposób przypisać). NO CO DO KURWY? To tak jakby hobbici w Shire żyli w sąsiadujących Bag End i Gel'khuzam.
Nawet chciałem już tłumaczyć sobie, że może to jakieś zaprzeszłe sprawy; kraina przeszła pod panowanie tego czy owego królestwa i stąd to wymieszanie kulturowe, ale to jest urwa bez sensu, bo nie byłem na wycieczce w Breslau, tylko we Wrocławiu.
2. Przedstawienie tego świata to jeszcze większy clusterfuck - jakby facetowi po prostu się nie chciało
To bardzo pięknie że Sapek poświęca aż trzy strony na opisanie tego, jak to Triss jedzie sobie przez pola i lasy, jakie kamienie znajdują się pod kopytami konia, jakie rośliny występują w dolinie - tylko że wolałbym, żeby zamiast tego rozwinął choćby JEDNYM zdaniem nazwy, które od niechcenia rzucił wcześniej. Yennefer sugeruje Jaskrowi, żeby jechał do Dupowała z Pierdolatu - czemu tam? Kto to jest? Jakie ma nastawienie do innych frakcji? A właściwie to gdzie oni znajdują się teraz? Czy Dupował jest daleko, czy blisko? Czytam i czytam i nie mogę sobie wyobrazić położenia żadnego z bohaterów; nie wiem w jakiej są okolicy ani co z nią sąsiaduje, co dzieli ich od wrogów, a to jest WAŻNE już teraz, bo przecież o tym urwa mać mówią bohaterowie!
W ogóle opisy w tej książce ssą na maksa. No dobra, nie ssą - po prostu ich nie ma. Czasem są trzy strony opisywania warunków przyrodniczych w pozbawionej znaczenia dolinie, ale już np. jak Jaskier siedzi w karczmie, to siedzi w karczmie ichuj. O ile nie mam nic przeciwko takiemu podejściu w powieściach rozgrywających się w miarę współcześnie, bo jestem sobie w stanie wyobrazić np. zapuszczony bar w ciemnej alejce, to całkowicie fantastyczny świat wymagałby jednak nieco bardziej opisowego podejścia. Tym bardziej, że pozwoliłoby ono pokazać różnicę między regionami geograficznymi, i jeśli Jaskier akurat siedziałby w drewniane karczmie z pieczołowicie zdobionymi gobelinami z kwiatowym motywem, a Geralt w kamiennej, zdobionej malunkami bezpośrednio na ścianach, to wiedziałbym, że nie są o rzut beretem od siebie. No ale po co.
3. Sapek pisze jak licealistka
Opis emocji u tego gościa przypopmina mi opowiadania, jakie czytywałem w czasach świetności e-zinów, czyli jakieś 15 lat temu. "Oddech... Świst... Coś błysnęło... Strach, strach wielki jak potwór z czarnymi ślepiami... Co to będzie, co to będzie...". Przechujowe, no ale to może rzecz gustu.:)
Wniosek:
- Wiedźmin dawniej był popularny tylko dlatego, że na polskim poletku nikt niczego podobnego wcześniej nie zrobił
- teraz jest popularny tylko dzięki grze, a książki to średniej klasy papier toaletowy
1. Jego świat to totalny clusterfuck, który nie trzyma się kupy
Mamy, dajmy na to, Temerię - która w pierwszym tomie jest, ale trudno powiedzieć coś więcej, bo Sapek lubi zarzucam miionem nazw własnych, nie wyjaśniając żadnej z nich. Anyway, z Temerii pochodzi Triss Merigold (imię i nazwisko pochodenia łacińskiego / brytyjskiego), Foltest (korzenie słowiańskie), Kalkstein (żydowskie), Shani (afrykańskie?) czy Alzur (celtyckie? Germańskie?). Przecież to jest pierdolnik nie do ogarnięcia; tu nie ma żadnej spójności, trudno się zorientować kto z kim, skąd i gdzie. Do Nilfgaardu rdzennie należą Rowan (typowo brytyjska nazwa), Nazair (z wydźwięku arabskie klimaty), czy kraina geograficzna Mag Turga (to już zupełne fantasy którego nie sposób przypisać). NO CO DO KURWY? To tak jakby hobbici w Shire żyli w sąsiadujących Bag End i Gel'khuzam.
Nawet chciałem już tłumaczyć sobie, że może to jakieś zaprzeszłe sprawy; kraina przeszła pod panowanie tego czy owego królestwa i stąd to wymieszanie kulturowe, ale to jest urwa bez sensu, bo nie byłem na wycieczce w Breslau, tylko we Wrocławiu.
2. Przedstawienie tego świata to jeszcze większy clusterfuck - jakby facetowi po prostu się nie chciało
To bardzo pięknie że Sapek poświęca aż trzy strony na opisanie tego, jak to Triss jedzie sobie przez pola i lasy, jakie kamienie znajdują się pod kopytami konia, jakie rośliny występują w dolinie - tylko że wolałbym, żeby zamiast tego rozwinął choćby JEDNYM zdaniem nazwy, które od niechcenia rzucił wcześniej. Yennefer sugeruje Jaskrowi, żeby jechał do Dupowała z Pierdolatu - czemu tam? Kto to jest? Jakie ma nastawienie do innych frakcji? A właściwie to gdzie oni znajdują się teraz? Czy Dupował jest daleko, czy blisko? Czytam i czytam i nie mogę sobie wyobrazić położenia żadnego z bohaterów; nie wiem w jakiej są okolicy ani co z nią sąsiaduje, co dzieli ich od wrogów, a to jest WAŻNE już teraz, bo przecież o tym urwa mać mówią bohaterowie!
W ogóle opisy w tej książce ssą na maksa. No dobra, nie ssą - po prostu ich nie ma. Czasem są trzy strony opisywania warunków przyrodniczych w pozbawionej znaczenia dolinie, ale już np. jak Jaskier siedzi w karczmie, to siedzi w karczmie ichuj. O ile nie mam nic przeciwko takiemu podejściu w powieściach rozgrywających się w miarę współcześnie, bo jestem sobie w stanie wyobrazić np. zapuszczony bar w ciemnej alejce, to całkowicie fantastyczny świat wymagałby jednak nieco bardziej opisowego podejścia. Tym bardziej, że pozwoliłoby ono pokazać różnicę między regionami geograficznymi, i jeśli Jaskier akurat siedziałby w drewniane karczmie z pieczołowicie zdobionymi gobelinami z kwiatowym motywem, a Geralt w kamiennej, zdobionej malunkami bezpośrednio na ścianach, to wiedziałbym, że nie są o rzut beretem od siebie. No ale po co.
3. Sapek pisze jak licealistka
Opis emocji u tego gościa przypopmina mi opowiadania, jakie czytywałem w czasach świetności e-zinów, czyli jakieś 15 lat temu. "Oddech... Świst... Coś błysnęło... Strach, strach wielki jak potwór z czarnymi ślepiami... Co to będzie, co to będzie...". Przechujowe, no ale to może rzecz gustu.:)
Wniosek:
- Wiedźmin dawniej był popularny tylko dlatego, że na polskim poletku nikt niczego podobnego wcześniej nie zrobił
- teraz jest popularny tylko dzięki grze, a książki to średniej klasy papier toaletowy
26-06-2016, 14:32






