Ode mnie 6/10. Nie zawiodłem się, bo opiniach spodziewałem się gniota, a dostałem durnowaty i dziurawy akcyjniak, ale z kilkoma zaletami i niezłą obsadą.
Głównym problemem tego filmu jest to, co przez twórców było sprzedawane jako zaleta. Czyli jak to obsada się bardzo polubila i jak dobra jest interakcja między postaciami. INTERAKCJI NIE MA. Nie ma relacji. Twórca scenariusza nie umiał zrobić ich nawet w minimalnym stopniu. Scena ze zwiastuna z polewaniem kieliszków i zabawnymi komentarzami postaci została WYCIĘTA Z FILMU. WTF...
Przyjaźń miedzy postaciami jest falszywa, wymuszona i nielogiczna. Chemia szczątkowa i tylko z charyzmy aktorów bo scenariuszowo zero.
Postaci jest zbyt wiele i ich przedstawienie zakrawa o kpine. Japonska zabojczyni - dwa zdania Ricka Flaga: że jest mistrzynią walki kataną i ma na imię Katana, plus potem że jej miecz pochłania dusze i ma w sobie duszę jej męża. So cheesy przy takim przedstawieniu.
Podobnie niezły Jai Courtney jako rzezimieszek Kapitan Bumerang, ktory rzuca bumerangami i ma maskotke rozowego jednorozca. Bez sensu. Oczywiscie bedac zwyklym czlowiekiem z bumerangami jest lepszym wojownikiem niz najlepszy komandos USA walczacy nowoczesnymi karabinami maszynowymi.
Druga najwieksza wada, ktora znioslbym gdyby nie było tej pierwszej, to ANTAGONISTKA. Przy niej Apokalips był doskonalym zloczynca. Nawet pieprzony Apokalips.
I glownym problemem nie jest modelka słabo grająca postać. Tam jest wiecej CGI niz aktorstwa, dialogi mieszcza sie w kilkunastu slowach, wiec Cara Delevigne tylko troszkę zawiodła. Ta postać to NAJGLUPSZY czarny charakter w historii kina. Wiedzma istniejaca dluzej niz ludzkosc, umiejaca sie teleportowac, stawac niematerialna i niewidzialna, majaca psionike, telekineze, umiejaca wychodzic z luster i rzucajaca dowolne zaklecia... w 5 minut wyczarowujaca armie generycznych stworow i bron majaca zniszczyc ziemie... najpierw patrzy biernie jak S Squad zabija jej brata, potem mając wszystkie moce świata WALCZY Z NIMI NA PIĘŚCI (!!!) a wreszcie pozwalająca Harley Queen zblizyc sie do jej serca BEDACEGO JEJ JEDYNA SLABOSCIA. To jest obraza dla inteligencji widza. Ta postac nie ma prawa byc jednoczesnie tak przepotezna i tak przeglupia. Co za bubel
Poza tym film poucinany, momentami kiczowaty, zbyt wzniosły i przypominajacy teledysk MTV. Piosenki mi nie przeszkadzały choć było ich może trochę za dużo.
Najfajniejsza postać zostaje zabita tuż po tym jak bez powodu nazywa S Squad rodziną i kompletnie z czapy zmienia się w jakiegoś ognistego stworka.
Z plusów: ten teledyskowy montaz bywa fajny. Cameo Gacka i Flasha choć krotkie jak pstrykniecie palcow to wzbogaca przedstawiony swiat i cieszy - Batfleck ftw.
Podobal mi sie romans jokera z Harley, choć jest niewiarygodnie poucinany. Jared Leto na plus, wydaje się przeaktorzony i za malo rozwinięty, ale ciekaw bylbym go zobaczyć na pierwszym planie. Will Smith gral Willa Smitha ale byl fajny, margot robbie poprawna i sympatyczna (wielkiego aktorstwa z jej strony nie uswiadczylem), Viola Davis z bezbarwnej roli wyciagnela sporo charyzmy. Nie liczac DEBILNEJ końcówki oglądało się ok.
Aha. No i foszki S Squad na zolnierza byly smieszne, Ci zli byli zbyt malo zli, malo wiarygodni. A o El Diablo chetnie zobaczylbym osobny film, moglby byc spokojnie przeciwnikiem Batmana. I oby jednak okazalo sie ze przezyl.
Głównym problemem tego filmu jest to, co przez twórców było sprzedawane jako zaleta. Czyli jak to obsada się bardzo polubila i jak dobra jest interakcja między postaciami. INTERAKCJI NIE MA. Nie ma relacji. Twórca scenariusza nie umiał zrobić ich nawet w minimalnym stopniu. Scena ze zwiastuna z polewaniem kieliszków i zabawnymi komentarzami postaci została WYCIĘTA Z FILMU. WTF...
Przyjaźń miedzy postaciami jest falszywa, wymuszona i nielogiczna. Chemia szczątkowa i tylko z charyzmy aktorów bo scenariuszowo zero.
Postaci jest zbyt wiele i ich przedstawienie zakrawa o kpine. Japonska zabojczyni - dwa zdania Ricka Flaga: że jest mistrzynią walki kataną i ma na imię Katana, plus potem że jej miecz pochłania dusze i ma w sobie duszę jej męża. So cheesy przy takim przedstawieniu.
Podobnie niezły Jai Courtney jako rzezimieszek Kapitan Bumerang, ktory rzuca bumerangami i ma maskotke rozowego jednorozca. Bez sensu. Oczywiscie bedac zwyklym czlowiekiem z bumerangami jest lepszym wojownikiem niz najlepszy komandos USA walczacy nowoczesnymi karabinami maszynowymi.
Druga najwieksza wada, ktora znioslbym gdyby nie było tej pierwszej, to ANTAGONISTKA. Przy niej Apokalips był doskonalym zloczynca. Nawet pieprzony Apokalips.
I glownym problemem nie jest modelka słabo grająca postać. Tam jest wiecej CGI niz aktorstwa, dialogi mieszcza sie w kilkunastu slowach, wiec Cara Delevigne tylko troszkę zawiodła. Ta postać to NAJGLUPSZY czarny charakter w historii kina. Wiedzma istniejaca dluzej niz ludzkosc, umiejaca sie teleportowac, stawac niematerialna i niewidzialna, majaca psionike, telekineze, umiejaca wychodzic z luster i rzucajaca dowolne zaklecia... w 5 minut wyczarowujaca armie generycznych stworow i bron majaca zniszczyc ziemie... najpierw patrzy biernie jak S Squad zabija jej brata, potem mając wszystkie moce świata WALCZY Z NIMI NA PIĘŚCI (!!!) a wreszcie pozwalająca Harley Queen zblizyc sie do jej serca BEDACEGO JEJ JEDYNA SLABOSCIA. To jest obraza dla inteligencji widza. Ta postac nie ma prawa byc jednoczesnie tak przepotezna i tak przeglupia. Co za bubel
Poza tym film poucinany, momentami kiczowaty, zbyt wzniosły i przypominajacy teledysk MTV. Piosenki mi nie przeszkadzały choć było ich może trochę za dużo.
Najfajniejsza postać zostaje zabita tuż po tym jak bez powodu nazywa S Squad rodziną i kompletnie z czapy zmienia się w jakiegoś ognistego stworka.
Z plusów: ten teledyskowy montaz bywa fajny. Cameo Gacka i Flasha choć krotkie jak pstrykniecie palcow to wzbogaca przedstawiony swiat i cieszy - Batfleck ftw.
Podobal mi sie romans jokera z Harley, choć jest niewiarygodnie poucinany. Jared Leto na plus, wydaje się przeaktorzony i za malo rozwinięty, ale ciekaw bylbym go zobaczyć na pierwszym planie. Will Smith gral Willa Smitha ale byl fajny, margot robbie poprawna i sympatyczna (wielkiego aktorstwa z jej strony nie uswiadczylem), Viola Davis z bezbarwnej roli wyciagnela sporo charyzmy. Nie liczac DEBILNEJ końcówki oglądało się ok.
Aha. No i foszki S Squad na zolnierza byly smieszne, Ci zli byli zbyt malo zli, malo wiarygodni. A o El Diablo chetnie zobaczylbym osobny film, moglby byc spokojnie przeciwnikiem Batmana. I oby jednak okazalo sie ze przezyl.
07-08-2016, 23:39





