Ostatnio zacząłem pracować w kinie. I doznałem dosyć (nie)ciekawej obserwacji.
Otóż jak wpuszczałem ludzi na seans "Wołynia", to lwia część osób przyszła z popcornem.
Z popcornem. Na film o rzezi wołyńskiej, której daleko do zjazdu "My Little Pony". I to jeszcze film reżysera, który słynie z dość ciężkiego i dosadnego przekazu.
Seans się skończył, wypuszczam ludzi z seansu. I jak się domyśliłem, ludzie wyrzucali do śmieci popcorn - niezjedzony do końca, niekiedy nawet nie rozpoczęty. Wokół szepty "ten film to masakra! Myślałam, iż będzie mniej drastyczny!"
I żeby to był jednostkowy przypadek. Niestety nie. Wypuszczam inny seans "Wołynia" i znowu. Do kosza lądują niedojedzone, niekiedy pełne opakowania z popcornem.
Narodzie kochany, co z wami?
Otóż jak wpuszczałem ludzi na seans "Wołynia", to lwia część osób przyszła z popcornem.
Z popcornem. Na film o rzezi wołyńskiej, której daleko do zjazdu "My Little Pony". I to jeszcze film reżysera, który słynie z dość ciężkiego i dosadnego przekazu.
Seans się skończył, wypuszczam ludzi z seansu. I jak się domyśliłem, ludzie wyrzucali do śmieci popcorn - niezjedzony do końca, niekiedy nawet nie rozpoczęty. Wokół szepty "ten film to masakra! Myślałam, iż będzie mniej drastyczny!"
I żeby to był jednostkowy przypadek. Niestety nie. Wypuszczam inny seans "Wołynia" i znowu. Do kosza lądują niedojedzone, niekiedy pełne opakowania z popcornem.
Narodzie kochany, co z wami?
13-10-2016, 11:54






