To sytuacja podobna do "Marthy", założenie dobre, ale wykonanie bardzo złe.
W przypadku "Marthy" wystarczyło dodać kilka słów, gdy Superman jest duszony i nie chcąc wydać swojej tożsamości mówi "Martha, Martha... Kent", na pewno byłoby to subtelniejsze, a tak bez sensu powtarza "Martha".
Tutaj z kolei mogli pokazać jak Batman patroluje dzielnicę, stoi gdzieś na dachu i zauważa przypadkiem Deadshota, a tak wygląda tak jakby specjalnie się tam zaczaił, mimo iż w podobnej sytuacji zrodziła się cała jego trauma, oczywiście poza tym, scena wyglądała bardzo fajnie, bo mamy te ciche lądowanie, potem użycie kilku ciosów i kajdanki, jakiś rodzaj "współpracy" z policją.
No ale niesmak pozostaje, bo diabeł tkwi w szczegółach.
W przypadku "Marthy" wystarczyło dodać kilka słów, gdy Superman jest duszony i nie chcąc wydać swojej tożsamości mówi "Martha, Martha... Kent", na pewno byłoby to subtelniejsze, a tak bez sensu powtarza "Martha".
Tutaj z kolei mogli pokazać jak Batman patroluje dzielnicę, stoi gdzieś na dachu i zauważa przypadkiem Deadshota, a tak wygląda tak jakby specjalnie się tam zaczaił, mimo iż w podobnej sytuacji zrodziła się cała jego trauma, oczywiście poza tym, scena wyglądała bardzo fajnie, bo mamy te ciche lądowanie, potem użycie kilku ciosów i kajdanki, jakiś rodzaj "współpracy" z policją.
No ale niesmak pozostaje, bo diabeł tkwi w szczegółach.
18-11-2016, 13:25 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-11-2016, 13:28 przez Szpeku.)






