Breakfast Club - ale to dobre. Przede wszystkim jakie realistyczne. Nastolatki niby stereotypy, ale wyglądem odbiegają od naszych wyobrażeń (nerd nie ma okularów i aparaciku na zęby). Nie ma tu złych postaci. Postać przez Judda Nelsona niby sapie do reszty, ale potem rzuca od niechcenia kanapkę osobie, która prosi się być jego obiektem do bicia. Nawet nauczyciel-buc jest człowiekiem, któremu po głowie refleksje nad stanem obecnej młodziezy. I finał. Żadnego rozbuchanego climaxu, pełnego akcji powrotu do kanciapy - nic z tych rzeczy. Bohaterowie siedzą w miejscu, palą jointy i rozmawiają o dupie Maryni, by na końcu wygarnąć co im na duszy leży. Wow. To jest coś .
Shakma - pawian zabija pracowników szpitala grających w D'n'D. Tak złe, że aż dobre? Ja widzę drugie dno - otóż to symbolizuje jak tracenie czasu przez nieistotne gry odbija się negatywnie na naszym życiu osobistym (jock zamiast randki woli ganiać w masce wilkołaka), pracy (ciekawe, czy gdy nie mam zmiany w kinie, to reszta z kierownictwem gra w jakiś role-playing :)) czy zabieraniu szarych komórek (dopiero pod koniec bohaterowie postanawiają wziąć coś do obrony przed małpiszonem). A pawian to symbol nieuchronnej tragedii spowodowanej uzależnieniem od gier. A jego zabicie przez Christophera Atkinsa to przezwyciężenie nałogu i odbicie do dna.
Shakma - pawian zabija pracowników szpitala grających w D'n'D. Tak złe, że aż dobre? Ja widzę drugie dno - otóż to symbolizuje jak tracenie czasu przez nieistotne gry odbija się negatywnie na naszym życiu osobistym (jock zamiast randki woli ganiać w masce wilkołaka), pracy (ciekawe, czy gdy nie mam zmiany w kinie, to reszta z kierownictwem gra w jakiś role-playing :)) czy zabieraniu szarych komórek (dopiero pod koniec bohaterowie postanawiają wziąć coś do obrony przed małpiszonem). A pawian to symbol nieuchronnej tragedii spowodowanej uzależnieniem od gier. A jego zabicie przez Christophera Atkinsa to przezwyciężenie nałogu i odbicie do dna.
20-11-2016, 00:03






