Nie, jakość nie jest kiepska, jest dobra. Nie wyjątkowa, nie świetna, nie genialna, po prostu dobra i największy problem sprawiają napisy. W mojej kopii były wgrane na twardo, do tego czcionka była mała i w białym kolorze, więc czasami nie dało się tego czytać - nie wiem też, ilu scen brakuje, ale patrząc na czas trwania filmu według imdb czy filmwebu jakieś dwadzieścia minut w tajemniczy sposób zniknęło. Pół biedy, gdyby to były sceny dotyczące kolejnych, niekończących się spotkań w parlamencie, w biurze, w centrum dowodzenia czy na konferencji prasowej; problem jest, jeśli te sceny to szaleństwo Godzilli. Tutaj jednak film sobie radzi, o dziwo.
Powiem tak: pierwsza forma tego potwora to totalna pomyłka, kiczowaty muppet albo inna kukiełka z debilnym uśmiechem i oczkami typu googly eyes. Druga tak samo, bo ma maleńkie łapki i gigantyczne uda, ale już kolejna jest w miarę spoko, chociaż amerykańska wersja prezentuje się lepiej niż ogon i dołączona do niego przerośnięta, poparzona jaszczurka. Wielki, wkurwiony bydlak > zmutowana ofiara popromienna co to ledwo się porusza, ale jedno muszę Japonii przyznać - wszystko dzieje się za dnia. Jest widno, jasno, jedynie kurz i pył trochę ograniczają widoczność, a w nocy też jest dobrze, go Godzilla świeci w ciemności, więc destrukcja jest spoko. No i atomowy oddech im wyszedł. To najlepsza rzecz z całego filmu i pierwsze użycie robi kolosalne wrażenie, a przy tym zniszczenia są niesamowite. Przypomina to jakąś lampę lutowniczą, czyli gaz, ogień i dopiero właściwa rzecz będąca narzędziem zagłady. Plus to, jak paszcza Godzilli się rozrywa, by rzygnąć strumieniem błękitno-fioletowego atomu jest cudownie creepy. Anime tak bardzo, skojarzenia z NGE są na miejscu.
I, podobnie jak w przypadku NGE, miałem totalnie wyjebane na to co się z ludźmi działo. Nie wiem, czy mógłbym cokolwiek o kimkolwiek powiedzieć, po prostu są i tyle, rozmawiają, płaczą, krzyczą, dyskutują, komentują, wydają rozkazy, już lepszy był Taylor-Johnson czy Olsenka z wersji Edwardsa, że nie wspomnę o Cranstonie, naprawdę - oni przynajmniej się jakoś (pozytywnie czy negatywnie) wyróżniali, tutaj wszyscy po mnie spłynęli i nie będę kłamał, czekałem aż Godzilla ich wymorduje. To znaczy reakcja polityków na taki incydent i ich panika oraz niewiedza była spoko, reakcje zwyczajnych ludzi mieszkających w Tokio też (komórki w dłoń i filmujemy uciekając), ale to tyle. Najlepsza jest destrukcja, nawet, jeśli efekty często są poniżej średniej.
Fajnym detalem było też pokazanie pojawienie się bestii w skali globalnej. A to Francja wysyła pomoc naukową, a to ONZ tworzy komisję, a to USA wysyła swoje wojsko do wsparcia (i jako jedyni zdołali zranić Godzillę), a to Japonia nie chce mieć do czynienia z Rosją i Chnami, a to inne kraje pomagają w chaosie i katastrofie... niemniej, podobało mi się. Naciągana siódemka jest w sam raz, według skali filmwebu.
Powiem tak: pierwsza forma tego potwora to totalna pomyłka, kiczowaty muppet albo inna kukiełka z debilnym uśmiechem i oczkami typu googly eyes. Druga tak samo, bo ma maleńkie łapki i gigantyczne uda, ale już kolejna jest w miarę spoko, chociaż amerykańska wersja prezentuje się lepiej niż ogon i dołączona do niego przerośnięta, poparzona jaszczurka. Wielki, wkurwiony bydlak > zmutowana ofiara popromienna co to ledwo się porusza, ale jedno muszę Japonii przyznać - wszystko dzieje się za dnia. Jest widno, jasno, jedynie kurz i pył trochę ograniczają widoczność, a w nocy też jest dobrze, go Godzilla świeci w ciemności, więc destrukcja jest spoko. No i atomowy oddech im wyszedł. To najlepsza rzecz z całego filmu i pierwsze użycie robi kolosalne wrażenie, a przy tym zniszczenia są niesamowite. Przypomina to jakąś lampę lutowniczą, czyli gaz, ogień i dopiero właściwa rzecz będąca narzędziem zagłady. Plus to, jak paszcza Godzilli się rozrywa, by rzygnąć strumieniem błękitno-fioletowego atomu jest cudownie creepy. Anime tak bardzo, skojarzenia z NGE są na miejscu.
I, podobnie jak w przypadku NGE, miałem totalnie wyjebane na to co się z ludźmi działo. Nie wiem, czy mógłbym cokolwiek o kimkolwiek powiedzieć, po prostu są i tyle, rozmawiają, płaczą, krzyczą, dyskutują, komentują, wydają rozkazy, już lepszy był Taylor-Johnson czy Olsenka z wersji Edwardsa, że nie wspomnę o Cranstonie, naprawdę - oni przynajmniej się jakoś (pozytywnie czy negatywnie) wyróżniali, tutaj wszyscy po mnie spłynęli i nie będę kłamał, czekałem aż Godzilla ich wymorduje. To znaczy reakcja polityków na taki incydent i ich panika oraz niewiedza była spoko, reakcje zwyczajnych ludzi mieszkających w Tokio też (komórki w dłoń i filmujemy uciekając), ale to tyle. Najlepsza jest destrukcja, nawet, jeśli efekty często są poniżej średniej.
Fajnym detalem było też pokazanie pojawienie się bestii w skali globalnej. A to Francja wysyła pomoc naukową, a to ONZ tworzy komisję, a to USA wysyła swoje wojsko do wsparcia (i jako jedyni zdołali zranić Godzillę), a to Japonia nie chce mieć do czynienia z Rosją i Chnami, a to inne kraje pomagają w chaosie i katastrofie... niemniej, podobało mi się. Naciągana siódemka jest w sam raz, według skali filmwebu.
03-12-2016, 22:33





