Muszę przyznać, że od pewnego czasu fascynuje mnie podejście wojskowego do gameplay'a. Jest oryginalne, przynajmniej inne od mojego, ale wydaje mi się, że nawet udaje mi się je trochę zrozumieć. A przynajmniej próbuję :D
Mam wrażenie, że tak ogólnie można podzielić gry na te, które skupiają się na filmowości doświadczenia i te, których podstawą jest konkretna mechanika - cały czas powtarzamy jakieś czynności wymagające precyzji, refleksu, itd. Takim krańcowym przykładem pierwszego podejścia niech będzie "Everybody's Gone to the Rapture", gdzie po prostu chodzimy po urokliwej, angielskiej mieścinie, podziwiamy widoki, chłoniemy historię, ale bardziej niż graczem, jesteśmy widzem. Drugie podejście to chociażby Super Mario Bros. Tutaj niczego nie oglądamy, sednem gry jest po prostu gra, cały czas musimy coś robić, żeby przesuwać się do przodu.
Military jest chyba radykalnym fanem podejścia drugiego, a przykłady podejścia pierwszego w ogóle dyskwalifikuje jako gry :D Dobrze rozumiem, że jazda po Velen to kwadransy niczego, bo wtedy prócz podziwiania widoków nie mamy do dyspozycji żadnej mechaniki?
Dla mnie gra to przede wszystkim doświadczenie. Czy to doświadczenie filmowości czy konkretnej mechaniki - nie ma różnicy. Lubię serię Call of Duty zarówno za mechanikę strzelania w dynamicznych sekwencjach pośród pięknie zaprojektowanych lokacji, jak i za te wyreżyserowane, pełne skryptów momenty, w których tracimy kontrolę nad naszą postacią i stajemy się widzem. W "Everybody's Gone to the Rapture" nie muszę robić nic prócz łażenia i gra nie stawia przede mną żadnych zadań, ale nadal bawię się wspaniale i myślę, że to dalej jest gra.
Mam wrażenie, że tak ogólnie można podzielić gry na te, które skupiają się na filmowości doświadczenia i te, których podstawą jest konkretna mechanika - cały czas powtarzamy jakieś czynności wymagające precyzji, refleksu, itd. Takim krańcowym przykładem pierwszego podejścia niech będzie "Everybody's Gone to the Rapture", gdzie po prostu chodzimy po urokliwej, angielskiej mieścinie, podziwiamy widoki, chłoniemy historię, ale bardziej niż graczem, jesteśmy widzem. Drugie podejście to chociażby Super Mario Bros. Tutaj niczego nie oglądamy, sednem gry jest po prostu gra, cały czas musimy coś robić, żeby przesuwać się do przodu.
Military jest chyba radykalnym fanem podejścia drugiego, a przykłady podejścia pierwszego w ogóle dyskwalifikuje jako gry :D Dobrze rozumiem, że jazda po Velen to kwadransy niczego, bo wtedy prócz podziwiania widoków nie mamy do dyspozycji żadnej mechaniki?
Dla mnie gra to przede wszystkim doświadczenie. Czy to doświadczenie filmowości czy konkretnej mechaniki - nie ma różnicy. Lubię serię Call of Duty zarówno za mechanikę strzelania w dynamicznych sekwencjach pośród pięknie zaprojektowanych lokacji, jak i za te wyreżyserowane, pełne skryptów momenty, w których tracimy kontrolę nad naszą postacią i stajemy się widzem. W "Everybody's Gone to the Rapture" nie muszę robić nic prócz łażenia i gra nie stawia przede mną żadnych zadań, ale nadal bawię się wspaniale i myślę, że to dalej jest gra.
27-12-2016, 14:25 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-12-2016, 14:40 przez patyczak.)





