Cytat:Gdyby gra WYMAGAŁA zaliczania wszystkich zadań pobocznych to krytyka byłaby zrozumiała, a ta nawet pomaga w ich omijaniu ładnie dzieląc misje w menu "Zadania".
To akurat nie jest takie proste. Grałem ostatnio w Dishonored 2 i chociaż jestem zachwycony, to miałem dość spory problem. Pod koniec każdej misji dostajemy statystyki - co zebraliśmy, co mogliśmy zebrać, itd. Gra niczego ci nie nakazuje, bo możesz ją ukończyć nie kolekcjonując niczego, ale te liczby działają na mnie w zły sposób i podejrzewam, że nie tylko ja tak mam. Patrzę na te niepełne wskaźniki, bo oczywiście nie znalazłem wszystkich skarbów oraz artefaktów i czuję, że coś zepsułem, ominąłem, że moje doświadczenie nie jest pełne. I potem zamiast się cieszyć rozgrywką w naturalnym rytmie - że wybiorę sobie np. prawą odnogę lokacji i spróbuję dostać się nią do zamku - zaczynam czyścić całą mapę. Idę jedną ścieżką, potem się wracam i czyszczę pozostałe drogi. To dalej sprawia wielką radość, bo level design jest tu genialny, ale mam wrażenie, że coś tracę przez taki styl gry. Jakąś naturalność. Może chodzi o ten dysonans pomiędzy nastawieniem na filmowość rozgrywki, a wprowadzaniem znajdziek, które przecież uderzają w tą filmowość i rytm opowieści. Zamiast szybko biec uwolnić księżniczkę z wieży, ja cofam się na początek mapy, by znaleźć jakiś obraz w piwnicy... I wiem, że wcale nie muszę, ale jeżeli tego nie zrobię, to statystyki na końcu misji zasugerują mi, że grałem na pół gwizdka i mnóstwo rzeczy mnie ominęło.
To paradoks, że Dishonored 2 w każdym momencie mówi ci "rób co chcesz, możesz grać po swojemu, cicho albo mordując wszystkich po drodze, wchodząc górą albo od strony piwnicy", a potem po każdej misji widzimy statystyki, które skutkują niefajnym odczuciem, że mój styl gry jednak nie był chyba najlepszy i mogłem wybrać inną drogę, może zebrałbym więcej kosztowności.
27-12-2016, 15:50





