Chyba żeś się najadł grzybków od Radagasta jak gadasz, że Hobbit był słaby fabularnie i że książka jest przyczyną słabizny fabularnej filmu. W książce bitwa trwała... jeden akapit, bo Bilbo stracił przytomność. Potem dowiedział się wszystkiego z opowieści. Książka jest innym medium i nie potrzebuje poświęcać całego tomu na bitwę.
Fabularnie Hobbit jest świetny - szekspirowska opowieść o Thorinie u wzorowy character arc Bilbo, od strachliwego niziołka po odważnego hobbita garnącego do przygód i zwiedzania świata. A to tylko tło opowieści dla (nie tylko) dzieci. Niemal bajki.
To, że Peter Jackson załapał syndrom Dżordża Lukasa i jego wyczucie relacji postaci staczało się do poziomu dialogów Anakina z Padme, a wyczucie humoru i akcji do Dżar Dżar Binksa, jest przyczyną słabizny tego filmu. Gdy tylko wzoruje się na książce to jest dobrze - pierwsze spotkanie Bilba ze Smaugiem to najlepsza scena w całej serii LOTR+Hobbit, a relacja Bilba z Thorinem i upadek tego drugiego jest jedyną rzeczą trzymającą historię w ryzach ponad oparami reszty absurdów. To, że Piter postanowił dojebać akcję rodem ze Scooby Doo z ganiającymi przed Smaugiem krasnoludami jak z jakiejś platformówki, albo że postacie spadają setki metrów odbijając się od ścian - to już wynalazki tego “geniusza“. Że tak samo jak prequele scenariusz jest napisany na kolanie i dziurawy bardziej od irackiej floty - no sorry, ale on go chyba czytał. W Bitwie Pięciu Armii poziom zidiocenia jest fenomenalny na poziomie The Room. W ogóle opis bitwy chyba był pisany przez Tommy‘ego Wiseau. Orkowie wpieprzają się na pole bitwy czerwiami z Diuny, które same mogłyby wygrać bitwę... zamiast wyjść 100 metrów dalej do twierdzy krasnoludów i wygrać bitwę... a potem je odsyłają bez żadnego wyjaśnienia. Azog nie czeka na drugą armię mając trzy armie przeciw sobie, ukryte w twierdzach, po czym spierdala samotnie na jakieś zadupie by zostać wytropionym i ubitym przez bohaterów. Dain jest bezmózgim pojebem, a w czasie bitwy strzela sobie high five na luziku z Thorinem, choć w międzyczasie giną obok ich ludzie. Legolas skacze po spadających cegłach jak w Mario Brosie i ewidentnie ma włączone cheaty - sam mógłby wygrać tę bitwę. Radagast w czasie epickiej walki Saurona z mędrcami i Galadrielą wpierdziela się na króliczych sankach, a Galadriela strzela nagle Sauronem jak z procy. Najzajebistsza postać z całej książki, czyli Beorn - którego bał się nawet Gandalf i który tak naprawdę wygrał całą bitwę zabijając Bolga, całą jego gwardię i tysiące goblinów, ratując przy okazji Thorina... jest w filmie przez 1 sekundę jak skacze z orła zmieniając się w niedźwiadka. Apropo romansów to Piter też trochę poszedł w ślady Dżordża z Filim i Tauriel.
Połowę filmu obejrzałem na ciągłym fejspalmie.
Hobbit 1 - 6+/10
Hobbit 2 - 7/10 (jedynka była lepsza ale dwójkę ratowała zajebista scena ze Smaugiem)
Hobbut 3 - 3/10, ścierwo prawie tak zle jak Mroczne Widmo
Fabularnie Hobbit jest świetny - szekspirowska opowieść o Thorinie u wzorowy character arc Bilbo, od strachliwego niziołka po odważnego hobbita garnącego do przygód i zwiedzania świata. A to tylko tło opowieści dla (nie tylko) dzieci. Niemal bajki.
To, że Peter Jackson załapał syndrom Dżordża Lukasa i jego wyczucie relacji postaci staczało się do poziomu dialogów Anakina z Padme, a wyczucie humoru i akcji do Dżar Dżar Binksa, jest przyczyną słabizny tego filmu. Gdy tylko wzoruje się na książce to jest dobrze - pierwsze spotkanie Bilba ze Smaugiem to najlepsza scena w całej serii LOTR+Hobbit, a relacja Bilba z Thorinem i upadek tego drugiego jest jedyną rzeczą trzymającą historię w ryzach ponad oparami reszty absurdów. To, że Piter postanowił dojebać akcję rodem ze Scooby Doo z ganiającymi przed Smaugiem krasnoludami jak z jakiejś platformówki, albo że postacie spadają setki metrów odbijając się od ścian - to już wynalazki tego “geniusza“. Że tak samo jak prequele scenariusz jest napisany na kolanie i dziurawy bardziej od irackiej floty - no sorry, ale on go chyba czytał. W Bitwie Pięciu Armii poziom zidiocenia jest fenomenalny na poziomie The Room. W ogóle opis bitwy chyba był pisany przez Tommy‘ego Wiseau. Orkowie wpieprzają się na pole bitwy czerwiami z Diuny, które same mogłyby wygrać bitwę... zamiast wyjść 100 metrów dalej do twierdzy krasnoludów i wygrać bitwę... a potem je odsyłają bez żadnego wyjaśnienia. Azog nie czeka na drugą armię mając trzy armie przeciw sobie, ukryte w twierdzach, po czym spierdala samotnie na jakieś zadupie by zostać wytropionym i ubitym przez bohaterów. Dain jest bezmózgim pojebem, a w czasie bitwy strzela sobie high five na luziku z Thorinem, choć w międzyczasie giną obok ich ludzie. Legolas skacze po spadających cegłach jak w Mario Brosie i ewidentnie ma włączone cheaty - sam mógłby wygrać tę bitwę. Radagast w czasie epickiej walki Saurona z mędrcami i Galadrielą wpierdziela się na króliczych sankach, a Galadriela strzela nagle Sauronem jak z procy. Najzajebistsza postać z całej książki, czyli Beorn - którego bał się nawet Gandalf i który tak naprawdę wygrał całą bitwę zabijając Bolga, całą jego gwardię i tysiące goblinów, ratując przy okazji Thorina... jest w filmie przez 1 sekundę jak skacze z orła zmieniając się w niedźwiadka. Apropo romansów to Piter też trochę poszedł w ślady Dżordża z Filim i Tauriel.
Połowę filmu obejrzałem na ciągłym fejspalmie.
Hobbit 1 - 6+/10
Hobbit 2 - 7/10 (jedynka była lepsza ale dwójkę ratowała zajebista scena ze Smaugiem)
Hobbut 3 - 3/10, ścierwo prawie tak zle jak Mroczne Widmo
20-01-2017, 13:43





