Oglądałem tą scenę z zapartym tchem - zagrało wszystko, olbrzymia skala Smauga, genialny głos Cumberbatcha, najlepszy motyw muzyczny z całej serii Hobbita (który sam w sobie wywołuje ciarki). No i dialog z książki. Będąc w kinie naprawdę się wczułem i przez cały czas w mojej głowie krążyła myśl "jak to dobrze, że nie jestem na miejscu Bilba". :D
Mroczne Widmo ma wybitny soundtrack, najlepszy ze wszystkich części SW do tej pory. Połowy utworów używałem wiele razy prowadząc sesje. Do tego bardzo fajną walkę z Darth Maulem (szkoda tylko, że tak pociętą debilnymi scenami z Anakinem, Jar Jar Binksem i Amidalą)... i może jeszcze niezłe wyścigi ścigaczy.
Bitwa Pięciu Armii ma słaby soundtrack (jedyny naprawdę wyróżniający się utwór to powtórzenie motywu Smauga w "Mithril"). Ale dwójka głównych bohaterów jest charyzmatyczna, znacznie bardziej żywa niż jakakolwiek postać w MW. Do Bilba i Thorina nie mam właściwie żadnych zastrzeżeń (nawet jeśli w mojej wersji Hobbita Bilbo powinien ZDECYDOWANIE zostać zagrany przez Petera Dinklage'a). Ich relacja jest zrobiona dobrze, jeden przechodzi łuk postaci, drugi szekspirowską tragedię... Postacie w MW są beznadziejne, pozbawione życia, relacji, charakteru. Z kolei Bombur nie jest aż tak zły jak Jar Jar Binks i jest go ze 100 razy mniej (i nie robi żartów z wdepywaniem w odchody). Jest trochę sympatycznych postaci na drugim planie, jak Dwalin i Balin, Fili i Kili i jeszcze jeden którego nie pamiętam, no i Tauriel.
Poza tym BPA jest zrobiona w dość lekkiej tonacji, chociaż w pewnym stopniu zdając sobie sprawę z tego, że jest dość durnowata, a MW traktuje się w 100% serio. Poziom głupoty jest porównywalny (z lekką przewagą MW), ale przynajmniej historia w BPA jest oparta na dobrej książce i kręgosłup fabularny filmu jest... w porządku. Natomiast historia w MW jest bez sensu od początku do końca, tam nic nie ma sensu i co druga scena jest kretyńsko pozbawiona wszelkiej logiki.
Mroczne Widmo ma wybitny soundtrack, najlepszy ze wszystkich części SW do tej pory. Połowy utworów używałem wiele razy prowadząc sesje. Do tego bardzo fajną walkę z Darth Maulem (szkoda tylko, że tak pociętą debilnymi scenami z Anakinem, Jar Jar Binksem i Amidalą)... i może jeszcze niezłe wyścigi ścigaczy.
Bitwa Pięciu Armii ma słaby soundtrack (jedyny naprawdę wyróżniający się utwór to powtórzenie motywu Smauga w "Mithril"). Ale dwójka głównych bohaterów jest charyzmatyczna, znacznie bardziej żywa niż jakakolwiek postać w MW. Do Bilba i Thorina nie mam właściwie żadnych zastrzeżeń (nawet jeśli w mojej wersji Hobbita Bilbo powinien ZDECYDOWANIE zostać zagrany przez Petera Dinklage'a). Ich relacja jest zrobiona dobrze, jeden przechodzi łuk postaci, drugi szekspirowską tragedię... Postacie w MW są beznadziejne, pozbawione życia, relacji, charakteru. Z kolei Bombur nie jest aż tak zły jak Jar Jar Binks i jest go ze 100 razy mniej (i nie robi żartów z wdepywaniem w odchody). Jest trochę sympatycznych postaci na drugim planie, jak Dwalin i Balin, Fili i Kili i jeszcze jeden którego nie pamiętam, no i Tauriel.
Poza tym BPA jest zrobiona w dość lekkiej tonacji, chociaż w pewnym stopniu zdając sobie sprawę z tego, że jest dość durnowata, a MW traktuje się w 100% serio. Poziom głupoty jest porównywalny (z lekką przewagą MW), ale przynajmniej historia w BPA jest oparta na dobrej książce i kręgosłup fabularny filmu jest... w porządku. Natomiast historia w MW jest bez sensu od początku do końca, tam nic nie ma sensu i co druga scena jest kretyńsko pozbawiona wszelkiej logiki.
20-01-2017, 16:42





