Ej no, akurat oglądałem to nie dalej jak w sobotę! Mam nagrane z TV na VHS-ie jak setki innych filmów ponagrywanych w zamierzchłych czasach :D
No jest to rozczarowujące. Wątek zniszczonej planety i niedobitków ludzkości rozsianych po wszechświecie, miał w sobie znacznie większy potencjał niż to, co ostatecznie z niego wyciągnięto. Widać tu też pewne lenistwo w kreacji postaci i świata. Nasz główny bohater, Cale, to tak z ryja po prostu Dymitr z "Anastazji", tyle że tym razem w wersji blond i z głosem Matta Damona (Matt Damon w kosmosie na długo przed "Interstellar" i "Marsjaninem"!), a z kolei kosmici to w większości zantropomorfizowane zwierzaki (ten sam patent zastosowano niedużo później w "Planecie skarbów", ale w "Planecie skarbów" to nie przeszkadza, bo film jest super i tyle).
Scena wśród lodowych pierścieni rzeczywiście wybija się mocno na plus, ale nie powiedziałbym, że jest jedyną dobrą. Podoba mi się też na przykład cała sekwencja, gdy Cale przejmuje stery i lata sobie wśród chmur z tymi stworzeniami (nawet "pseudorockowy kawałek" mi tam pasuje). Pościg wśród wodorowych drzew też niczego sobie, choć miejscami dziwnie tam szwankuje płynność animacji.
Dla mnie film jest taki o, po prostu OK. Zawsze ogląda mi się go bezboleśnie, tylko gdzieś tam jest ta świadomość, że potencjał był o wiele większy.
No jest to rozczarowujące. Wątek zniszczonej planety i niedobitków ludzkości rozsianych po wszechświecie, miał w sobie znacznie większy potencjał niż to, co ostatecznie z niego wyciągnięto. Widać tu też pewne lenistwo w kreacji postaci i świata. Nasz główny bohater, Cale, to tak z ryja po prostu Dymitr z "Anastazji", tyle że tym razem w wersji blond i z głosem Matta Damona (Matt Damon w kosmosie na długo przed "Interstellar" i "Marsjaninem"!), a z kolei kosmici to w większości zantropomorfizowane zwierzaki (ten sam patent zastosowano niedużo później w "Planecie skarbów", ale w "Planecie skarbów" to nie przeszkadza, bo film jest super i tyle).
Scena wśród lodowych pierścieni rzeczywiście wybija się mocno na plus, ale nie powiedziałbym, że jest jedyną dobrą. Podoba mi się też na przykład cała sekwencja, gdy Cale przejmuje stery i lata sobie wśród chmur z tymi stworzeniami (nawet "pseudorockowy kawałek" mi tam pasuje). Pościg wśród wodorowych drzew też niczego sobie, choć miejscami dziwnie tam szwankuje płynność animacji.
Dla mnie film jest taki o, po prostu OK. Zawsze ogląda mi się go bezboleśnie, tylko gdzieś tam jest ta świadomość, że potencjał był o wiele większy.
09-05-2017, 16:22





