Ellsworth - samotnik, mieszka w chacie na obrzeżach miasta. czas trwoni nad rzeką, poszukując złota. małżeństwo wcale nie zmieniło jego usposobienia. zresztą to żadne małżeństwo, jeno umowa. nic więc dziwnego, że gada z psem. od początku wydawał mi się bardziej odszczepieńcem niż pełnoprawnym obywatelem miasta, wtajemniczonym w jego sekrety.
postać hotelarza i Swearengena coś łączy: na szczerość zbiera im się wyłącznie w towarzystwie ludzi, którymi gardzą. historie swojego życia, żale i frustracje zdradzają osobom "bezpiecznym" w sensie: niezaangażowanym - Żyd, kurwy, głowa indiańca właśnie.
nie wiem, Yossa, jak definiujesz teatralność, ale równie spontanicznych i uzasadnionych sytuacyjnie monologów nie da się napisać.
postać hotelarza i Swearengena coś łączy: na szczerość zbiera im się wyłącznie w towarzystwie ludzi, którymi gardzą. historie swojego życia, żale i frustracje zdradzają osobom "bezpiecznym" w sensie: niezaangażowanym - Żyd, kurwy, głowa indiańca właśnie.
nie wiem, Yossa, jak definiujesz teatralność, ale równie spontanicznych i uzasadnionych sytuacyjnie monologów nie da się napisać.
20-10-2007, 01:53






