Jeżeli zastosować ogromne uproszczenie, wolę anime od "zwykłych" filmów. To bowiem w czym jest bezkonkurencyjne - to ukazanie emocji. Żaden aktor tego tak przedstawić nie potrafi, jak postaci animowane i to chyba zrozumiałam, patrząc na klęczącą Kagero, w której się gotuje, a musi zachować zimną krew, w sytuacji kiedy trudno o spokój. Coś wspaniałego! U mnie prawdziwa miłość do anime zaczęła się od pana Kawajiri i do tej pory zajmuje pierwsze miejsce wśród mych bożków. Z samych obrazów dwie pozycje są bezkonkurencyjne: Mononoke- hime (tak genialnych i inteligentnych opowieści jest naprawdę niewiele) oraz Vampire Hunter D - Bloodlust (pierwsza część natomiast nieporównywalnie słabsza i to nie tylko pod względem kreski, a zwłaszcza treści, chociaż także bardzo lubie - bo jak tu nie pokochać pana D. ? : )). Zauroczył mnie GITS, rozczarowała jego kontynuacja, wizualnie zachwycił Blood i zaciekawił Perfect Blue, a na całą Noc przyciągnął Serial Experiment Lain... pisać i wymieniać możnaby długo. Ogólnie, póki co, chyba jedyne anime którego nie zmęczyłam to coś co się zwało bodajże Ninja X. Skończyła się przyjemność zaraz po ciekawie zapowiadającym się początku ... ;
Pluck out the pain...and give you another life ... ?
11-09-2005, 19:17






