Podobał mi się odcinek 5 TP, choć zapychacz w sumie. Podobnie jak połowa trzeciego odcinka oraz cały czwarty mamy do czynienia z jedną wielka komedią pomyłek i nie jest już tak hardcorowo czyli totalne odloty Lyncha jak w pierwszych 3 odcinkach.
A że komedia pomyłek to sporo dobrych komediowych scen jak z żoną szeryfa, a zwłaszcza z kawą i windą.
Jest więcej muzyki jak np. w scenie co stoi Kyle i płacze widząc chłopaka w samochodzie gdzie leci ambient jak z Mulholland Drive czy w scenie w windzie z kawą leci jazz fajny. Nie jestem pewien czy to Badalamenti, choć brzmi jak jego kawałki , bo prawie każdy utwór w tym odcinku to kawałki różnych piosenkarzy, zespołów jak np. kapitalna scena z twarzą Seyfierd w samochodzie. W ogóle sporo dobrej muzyki jak kawałek jazzowy w scenie w barze RR z nowym bohaterem, który wygląda jak klon postaci granej przez Dennisa Hoppera w Blue Vevet czyli niezbyt sympatyczny typ, a nazywa się Horne. Nie jestem pewien czy to syn Audrey, bo za staro wygląda na syna Audrey. Co ciekawe ten kawałek co leci to też nie Badalamentiego, ale zespołu w którym gra syn Lyncha, gra zresztą na gitarze w tym fragmencie.
Poza tym świetna scena z doktorkiem i łopatami. Szybko wyjaśnili o co chodzi z tym i zaleciała mi ta scena Monty Pythonem. No i rewelacyjna ostatnia scena z Cooperem, ale strasznie dołująca plus ta doskonała muzyka w ostatniej scenie. Tak mi szkoda Coopera w tym odcinku było. Podziwia się McLachlana grę, facet swoją grą aktorską rozczula, ale jak będzie to trwało za długo co się dzieje czyli cały sezon to może zacząć być męczące. No i ładnie oddali hołd aktorowi co grał Boba
Sporo gościnnych występów jak Sizemore (ale się postarzał), Belushi, Knepper (nawet u Lyncha gra rolę niesympatyczne). No i Amanda Seyfierd jako córka Shelly, która robi wydaje mi się za klona Laury Palmer, podobny charakter wydaje się mieć. Nie wiadomo kto jest ojcem, czy Bobby, bo nosi nazwisko swojego męża-nieudacznika jej bohaterka (co za rudzielca wzieli do tej roli). Pana C. było mało ale znowu namieszał w końcówce. W sumie nie wiem co więcej powiedzieć o odcinku. Poza tym że dobra robota, choć częściowo zapychacz.
Poza tym świetna scena z doktorkiem i łopatami. Szybko wyjaśnili o co chodzi z tym i zaleciała mi ta scena Monty Pythonem. No i rewelacyjna ostatnia scena z Cooperem, ale strasznie dołująca plus ta doskonała muzyka w ostatniej scenie. Tak mi szkoda Coopera w tym odcinku było. Podziwia się McLachlana grę, facet swoją grą aktorską rozczula, ale jak będzie to trwało za długo co się dzieje czyli cały sezon to może zacząć być męczące. No i ładnie oddali hołd aktorowi co grał Boba
Sporo gościnnych występów jak Sizemore (ale się postarzał), Belushi, Knepper (nawet u Lyncha gra rolę niesympatyczne). No i Amanda Seyfierd jako córka Shelly, która robi wydaje mi się za klona Laury Palmer, podobny charakter wydaje się mieć. Nie wiadomo kto jest ojcem, czy Bobby, bo nosi nazwisko swojego męża-nieudacznika jej bohaterka (co za rudzielca wzieli do tej roli). Pana C. było mało ale znowu namieszał w końcówce. W sumie nie wiem co więcej powiedzieć o odcinku. Poza tym że dobra robota, choć częściowo zapychacz.
05-06-2017, 22:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-06-2017, 22:21 przez michax.)

Spoiler




