Jak dla mnie pierwsze 2/3 scenariusza Sicario to rewelacja - może ewentualnie dałoby się podrasować w paru miejscach, ale oglądałem na skraju fotela. Potem dochodzi do kuliminacji motywu z konwojem... i nic się nie dzieje. Zdaje mi się, że od tego momentu ludzie byli zawiedzeni: tak im podbudowano emocje, a potem właściwie jest dosyć lekki finał. Albo raczej: ciężar finału opiera się na postaci Del Toro i jego relacji z Emily Blunt.
Co do aktorstwa - Del Toro zagrał tu swoją najlepszą rolę po Traffic (film sprzed 17 lat...), za co dostał sporo nominacji (m.i. BAFTA) i nawet wygrał jedną nagrodę. Emily Blunt zagrała bardzo solidnie, a jeśli chodzi o Josha Brolina, to jego trzecia kreacja po "To nie jest kraj dla starych ludzi" i "American Gangster", gdzie mnie nie irytuje.
No i tak, gwiazdą tego filmu zdecydowanie nie był scenariusz, a reżyser. W ogóle reżyser był główną gwiazdą tego filmu.
Co do aktorstwa - Del Toro zagrał tu swoją najlepszą rolę po Traffic (film sprzed 17 lat...), za co dostał sporo nominacji (m.i. BAFTA) i nawet wygrał jedną nagrodę. Emily Blunt zagrała bardzo solidnie, a jeśli chodzi o Josha Brolina, to jego trzecia kreacja po "To nie jest kraj dla starych ludzi" i "American Gangster", gdzie mnie nie irytuje.
No i tak, gwiazdą tego filmu zdecydowanie nie był scenariusz, a reżyser. W ogóle reżyser był główną gwiazdą tego filmu.
26-06-2017, 15:33





