Hehe, akurat wczoraj zaliczyłem (nareszcie - mogę teraz z czystym sumieniem wrócić do miasteczka Twin Peaks) w całości Lyncha walcząc ze znużeniem podczas seansu Diuny. Straszny chaos narracyjny i montażowy. Przydałaby się też lektura książkowego pierwowzoru (znawcy - warto?), bo niejasne zależności między bohaterami i wysyp nazw ras/postaci/miejscówek bynajmniej nie pomagały w ogarnianiu akcji. Chyba najsłabszy długometrażowy Lynch, acz doceniam kojącą wartość kiczu.
Ad rem - Denis to kolo obdarzony całkiem solidnym zmysłem estetycznym i równie dobrą zdolnością prowadzenia narracji. Problem w tym, że z reguły bierze na warsztat szalenie mdłe scenariusze (wyjątkiem najbardziej formalnie skonstruowana historia, czyli Prisoners, chociaż to też żadne cudo). Enemy jest niezły, Incendies mogłoby być skrócone o 30 minut, zaś Sicario to nuda na resorach, letni film o nie-letniej tematyce i ogólnie ogromny zawód. Arrival na początku w miarę mi się podobał, ale nie wytrzymał próby czasu, bo obecnie miło wspominam tylko początek wątku z kontaktem z obcymi.
Czy ten gościu ma niby być nową nadzieją kina? A może już się wykazał, tylkom przegapił?
Ad rem - Denis to kolo obdarzony całkiem solidnym zmysłem estetycznym i równie dobrą zdolnością prowadzenia narracji. Problem w tym, że z reguły bierze na warsztat szalenie mdłe scenariusze (wyjątkiem najbardziej formalnie skonstruowana historia, czyli Prisoners, chociaż to też żadne cudo). Enemy jest niezły, Incendies mogłoby być skrócone o 30 minut, zaś Sicario to nuda na resorach, letni film o nie-letniej tematyce i ogólnie ogromny zawód. Arrival na początku w miarę mi się podobał, ale nie wytrzymał próby czasu, bo obecnie miło wspominam tylko początek wątku z kontaktem z obcymi.
Czy ten gościu ma niby być nową nadzieją kina? A może już się wykazał, tylkom przegapił?
26-06-2017, 17:37





