zgadzam się ze wszystkim, co piszesz i stawiam sprawę uczciwie: dla mnie akcja w łaźni to perełka, bo dawno nie oglądałem, jak jeden koleś wbija drugiemu kolesiowi nóż w oko, a przy okazji wszystko odbywa się na poważnie, bez młodzieżowego szlaeństwa. po prostu brakuje mi takiej przemocy: łamania rąk, gruchotania stawów kolanowych, wyduszania oczu, skręcania karków, wkładania głowy między drzwi i framugę. na tym sie wychowałem :) tak postrzegam brutalność w kinie i jak jakiś Green-cośtam serwuje mi przygodny nieustraszonego Bourne'a, to parskam śmiechem, ponieważ wiem, ze nie tak to powinno wyglądać. to trochę tak, jakbyś osadzonym w Pelican Bay pokazywał Prison Break. Cronenberg dał mi maks w tej dziedzinie. większy realizm równałby się śmierć bohatera albo trwałe kalectwo. koniec filmu, dobranoc :)
04-01-2008, 20:13






