Super, że się zgadzasz, zapamiętam to sobie i będę wspominał z rozżewnieniem ;)
Ale wiesz co? Na końcu uderzasz znowu w swoją śpiewkę, a tymczasem takie "Eastern Promises" i ta właśnie scena, o której tu mówimy, świetnie ilustruje UZASADNIONE stosowanie przemocy. Ja po tej scenie, po jej końcówce i wreszcie tym nożu w oko... nie powiem, że mi było niedobrze, bo bez jaj, ale było mi nieswojo. O, może tak to postawmy. I dobrze, i słusznie. Miało mi być. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak nieswojo może być komuś bardziej czułemu na tego typu numery. Ale taki był zamysł tej sceny. Jest okropna, paskudna (tak, tak, przez to robi wrażenie) i pokazuje -- ba! pozwala POCZUĆ -- jak bezwzględni to są ludzie. Ale Ty zaraz wyjeżdżasz z Bourne'em i to jest taki strzał kulą w płot, że o raju. Bo tamto jest zupełnie inne kino, w zupełnie innym celu zrobione, w zupełnie innym duchu i innej stylistyce -- i koniec. Kino sensacyjno-szpiegowskie w gruncie rzeczy w starym duchu (nie, "starym" to nie znaczy a la lata 80.), tyle że zrealizowane w bardzo nowoczesnej stylistyce. Tam zwyczajnie nie ma miejsca na dosadną, naturalistyczną (to wyraźnie moje mot du jour) przemoc. Tyle. Przykro mi, że za każdym razem na ten sam temat schodzi, ale taką jakaś masz, bracie, fiksację.
EDIT:
Ale wiesz co? Na końcu uderzasz znowu w swoją śpiewkę, a tymczasem takie "Eastern Promises" i ta właśnie scena, o której tu mówimy, świetnie ilustruje UZASADNIONE stosowanie przemocy. Ja po tej scenie, po jej końcówce i wreszcie tym nożu w oko... nie powiem, że mi było niedobrze, bo bez jaj, ale było mi nieswojo. O, może tak to postawmy. I dobrze, i słusznie. Miało mi być. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak nieswojo może być komuś bardziej czułemu na tego typu numery. Ale taki był zamysł tej sceny. Jest okropna, paskudna (tak, tak, przez to robi wrażenie) i pokazuje -- ba! pozwala POCZUĆ -- jak bezwzględni to są ludzie. Ale Ty zaraz wyjeżdżasz z Bourne'em i to jest taki strzał kulą w płot, że o raju. Bo tamto jest zupełnie inne kino, w zupełnie innym celu zrobione, w zupełnie innym duchu i innej stylistyce -- i koniec. Kino sensacyjno-szpiegowskie w gruncie rzeczy w starym duchu (nie, "starym" to nie znaczy a la lata 80.), tyle że zrealizowane w bardzo nowoczesnej stylistyce. Tam zwyczajnie nie ma miejsca na dosadną, naturalistyczną (to wyraźnie moje mot du jour) przemoc. Tyle. Przykro mi, że za każdym razem na ten sam temat schodzi, ale taką jakaś masz, bracie, fiksację.
EDIT:
Mental napisał(a):Cronenberg dał mi maks w tej dziedzinie. większy realizm równałby się śmierć bohatera albo trwałe kalectwo. koniec filmu, dobranoc :)Owszem. Jeśli pamiętasz, to od tego zacząłem, że on nie powinien był tego przeżyć. A ponieważ przeżyć miał... to trzeba to było inaczej zrealizować. Jak? Sorry, nie jestem ani reżyserem, ani tym bardziej choreografem scen walki. Wiem tylko, że należało tak zaaranżować ten motyw, żeby Nikolaj miał zdroworozsądkowo większą szansę i żeby jego zwycięstwo nie zrobiło z niego nadludzia.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
04-01-2008, 20:28






