"Szpieg" (2011) - bardzo dobre kino. Klimatyczne, bardzo hmmm brytyjskie, w każdym calu. Choć najsłabszym punktem jest zdecydowanie historia. Sam punkt wyjścia jest ciekawy, z dużym potencjałem do naprawdę fajnego rozwinięcia. Ostatecznie jednak intryga przestaje wciągać, zakończenie jest słabe i zrobione kompletnie bez emocji, brakuje większych zaskoczeń, czy ciekawszych wydarzeń, tu nawet już nie chodzi o senne tempo całego filmu. Natomiast dialogi (choć znowu wiele ich nie jest) są napisane świetnie, podobnie każda postać. A na wielkie brawa zasługuje cała obsada, dawno nie widziałem filmu z równie świetną ekipą (Oldman, Hurt, Cumberbatch, Hardy, Strong, Jones, Hinds, Colin - cała brytyjska śmietanka). Każdy, ale to absolutnie każdy gra tu bardzo dobrze, nie ma ani jednego złego występu. Oczywiście najlepsi są Gary i Hurt, z czego ten drugi kradnie każdą scenę w której się pojawi, szkoda, że nie było go tak dużo ostatecznie.
Siłą filmu jest jego realizacja, perfekcyjna realizacja. Przecudne, surowe, zimne, ale cholernie klimatyczne zdjęcia Van Hoytema zrobiły na mnie niesamowite wrażenie (gdzie nominacja Akademio?!). Na dodatek sprawna reżyseria Alfredsona. Gość świetnie wyczuł klimat lat 70 i zimnej wojny. Do tego cudna muzyka Iglesiasa, buduje niesamowity klimat świetnie dopełniając każdą scenę. Prawdziwie mistrzowski jest tu jednak montaż. Historia jest rwana, mamy masę przeskoków między bohaterami, ale także między teraźniejszością i retrospekcjami, sceny są rwane, krótkie, ale mimo to nie sposób się pogubić. W ogóle, ani przez chwilę nie poczułem się zdezorientowany, a tego typu montaż wręcz wpłynął pozytywnie na cały film. Alfredson i Jonaster w tym aspekcie spisali się na medal.
Generalnie po seansie coraz bardziej czekam na "The Snowman" Tomasa, teraz mam pewność, że film jest w jak najlepszych rękach.
8,5/10
21-07-2017, 11:53






