Albertino a podobały Ci się odcinki np. 11 i 14, w których było chyba najwięcej miasteczka? Są uważane przez chyba większość (tutaj chyba też) za jedne z najlepszych i podzielam tą opinię, zwłaszcza 3x11. Choć zaznaczam że ja nie mam nic do tego jak daleko odeszli od tego czym serial był w 1 i 2 serii, że tak rozszerzyli uniwersum. A nawet więcej podoba mi się to.
Zgodzę się że w pierwszej połowie sezonu, gdzieś do 9 odcinka, wątki miasteczkowe nie licząc śledztwa Franka i Hawka, wyglądały jakby były wymuszone przez to że tytuł serialu zobowiązuje do pokazywania Twin Peaks. Były lepsze i gorsze segmenty w miasteczku, ale wiało nudą w większości wątków miasteczkowych. Nie wiem czy to ja się przyzwyczaiłem czy jednak coś w wątkach miasteczkowych się zmieniło, bo gdzieś od 10, 11 odcinka wątki okołomiasteczkowe nie wydają mi się mało ciekawe, nawet jak nie dotyczą głównego wątku serialu czyli Coopera/śledztwa FBI, tylko relacji bohaterów znanych nam z 1 i 2 serii jak Ed-Norma, Bobby-Shelly, czy pokazywane całkiem nowe postacie, to nie nudzą mnie jak w odcinkach 1-9. A nawet Andy i Lucy z których zrobiono idiotów w tej serii (scena z telefonem wiem że nawiązuje do sceny podobnej z FWWM którą wycięto, ale to był szczyt żenady) to jak w pierwszych odcinkach irytowali mnie, bo nie byli aż tak przerysowani w 1 i 2 serii to w drugiej połowie jakby rozumu im przybyło i da się ich oglądać (Lucy nawet komputer potrafi obsłużyć). Lubiłem ich w 1 i 2 serii, ale na początku 3 serii jak pokazywano ich to chciałem by serial wrócił do Dougiego i drużyny FBI, a ostatnio nie irytują. Więc chyba trochę zmądrzały ich postacie:-)
Podoba mi się jak te postacie znane nam są pokazywane po latach, jak im życie się zmieniło czyli Bobby, Shelly, Ben Horne, Audrey (to znaczy w 12 porażka, ale w 13 było lepiej), Ed, James, a nawet lubię wątek z Nadine i Jacoby, choć nie przepadałem za nimi w 1 i 2 serii.
Początkowo można było też zarzucać serialowi poszarpanie fabuły, poszatkowanie, takie pozorne bez ładu i składu (akurat mnie to nie przeszkadzało), ale wydaje mi się, że gdzieś od połowy serii to wątki się ładnie łączą i odcinki nie są już tak poszarpane jak wcześniej.
Dla mnie wadą jest przedłużanie niektórych scen w nieskończoność czego apogeum mieliśmy w 3x12 w scenie z Audrey, ale oprócz tego nieszczęsnego 3x12 wydaje mi się, że już Lynch nie przedłuża tak scen w nieskończoność jak na początku sezonu. Widać jak mu się materiał spodobał że chyba nic nie wyciął ani nie skrócił.
Choć największym WTF dla mnie serialu są sceny w Bang Bang na końcu. Co prawda w ostatnim odcinku jakoś ta pogaducha na koniec odcinka wiąże się z fabułą 3 serii, ale wszystkie pozostałe to nie mam pojęcia po co są dodawane do odcinków. Kiedyś gdzieś przeczytałem, że piosenki na koniec są dodawane by odcinki miały jakieś zakończenia (lubię piosenki jedne mniej a drugie bardziej, ale bardziej podobają mi się końcówki odcinków bez piosenek jak np. scena w 3x13 z Edem), bo to w sumie film a nie serial co widać, ale te pogaduchy w barze to nie mam pojęcia po co to w ogóle jest.
Zgodzę się że w pierwszej połowie sezonu, gdzieś do 9 odcinka, wątki miasteczkowe nie licząc śledztwa Franka i Hawka, wyglądały jakby były wymuszone przez to że tytuł serialu zobowiązuje do pokazywania Twin Peaks. Były lepsze i gorsze segmenty w miasteczku, ale wiało nudą w większości wątków miasteczkowych. Nie wiem czy to ja się przyzwyczaiłem czy jednak coś w wątkach miasteczkowych się zmieniło, bo gdzieś od 10, 11 odcinka wątki okołomiasteczkowe nie wydają mi się mało ciekawe, nawet jak nie dotyczą głównego wątku serialu czyli Coopera/śledztwa FBI, tylko relacji bohaterów znanych nam z 1 i 2 serii jak Ed-Norma, Bobby-Shelly, czy pokazywane całkiem nowe postacie, to nie nudzą mnie jak w odcinkach 1-9. A nawet Andy i Lucy z których zrobiono idiotów w tej serii (scena z telefonem wiem że nawiązuje do sceny podobnej z FWWM którą wycięto, ale to był szczyt żenady) to jak w pierwszych odcinkach irytowali mnie, bo nie byli aż tak przerysowani w 1 i 2 serii to w drugiej połowie jakby rozumu im przybyło i da się ich oglądać (Lucy nawet komputer potrafi obsłużyć). Lubiłem ich w 1 i 2 serii, ale na początku 3 serii jak pokazywano ich to chciałem by serial wrócił do Dougiego i drużyny FBI, a ostatnio nie irytują. Więc chyba trochę zmądrzały ich postacie:-)
Podoba mi się jak te postacie znane nam są pokazywane po latach, jak im życie się zmieniło czyli Bobby, Shelly, Ben Horne, Audrey (to znaczy w 12 porażka, ale w 13 było lepiej), Ed, James, a nawet lubię wątek z Nadine i Jacoby, choć nie przepadałem za nimi w 1 i 2 serii.
Początkowo można było też zarzucać serialowi poszarpanie fabuły, poszatkowanie, takie pozorne bez ładu i składu (akurat mnie to nie przeszkadzało), ale wydaje mi się, że gdzieś od połowy serii to wątki się ładnie łączą i odcinki nie są już tak poszarpane jak wcześniej.
Dla mnie wadą jest przedłużanie niektórych scen w nieskończoność czego apogeum mieliśmy w 3x12 w scenie z Audrey, ale oprócz tego nieszczęsnego 3x12 wydaje mi się, że już Lynch nie przedłuża tak scen w nieskończoność jak na początku sezonu. Widać jak mu się materiał spodobał że chyba nic nie wyciął ani nie skrócił.
Choć największym WTF dla mnie serialu są sceny w Bang Bang na końcu. Co prawda w ostatnim odcinku jakoś ta pogaducha na koniec odcinka wiąże się z fabułą 3 serii, ale wszystkie pozostałe to nie mam pojęcia po co są dodawane do odcinków. Kiedyś gdzieś przeczytałem, że piosenki na koniec są dodawane by odcinki miały jakieś zakończenia (lubię piosenki jedne mniej a drugie bardziej, ale bardziej podobają mi się końcówki odcinków bez piosenek jak np. scena w 3x13 z Edem), bo to w sumie film a nie serial co widać, ale te pogaduchy w barze to nie mam pojęcia po co to w ogóle jest.
20-08-2017, 18:27 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-08-2017, 19:01 przez michax.)





