(18-12-2015, 15:34)Mierzwiak napisał(a): Powtórzyłeś dokładnie to, co napisałem - wszystko w kinie już było.
Popatrz na to logicznie - wyczerpano limit oryginalność, świeżych fabuł i pomysłów, wyczerpano limit oczarowywania widza rzeczami, jakich jeszcze nie widział.
Przepraszam za odkopanie tematu, ale właśnie przeglądałem całość. Mierzwiak, mógłbyś rozwinąć powyższą myśl?
Potrafisz odróżnić Piąty Element od Armageddonu? Oba filmy powstałe w podobnym czasie, w obu gra Bruce Willis i jego zadaniem jest uratowanie świata. Co to znaczy, że wszystko w kinie było? Dane schematy fabularne można sprzedawać na tysiąc sposób, będąc dalej "oryginalnym" w swojej nieoryginalności. Nigdy nie ulegną wyczerpaniu, do końca świata mogą bawić tak samo.
Zgadzam się częściowo z autorem tematu. Pamiętam sceny z Avengers 2 i nawet motywy muzyczne - np. "theme" z Iron Man (2008) był chyba dość rozpoznawalny? Ale za Chiny Ludowe, nie pamiętam większości scen ze współczesnych blockbusterów. Z TF3 pamiętam sceny z trailera, pierwszą scenę z króliczkiem "Victoria's Secret" i złapanie Witwicky'ego w locie przez Bumblebee. Byłem w kinie, oglądałem łącznie z trzy razy. TF1 oglądałem z dwa razy, raz w kinie i raz w domu. Pamiętam o wiele więcej i przede wszystkim kojarzę większość dialogów. Oba filmy miały sceny w samochodzie. Shia coś tam gadał do Rosie, ale nie pamiętam żadnej "linijki" z tej sceny. Z TF1 była (umówmy się?) podobna scena i pamiętam dość dobrze ten dialog między Mikaelą i Samem. To kwestia raczej tego, że po 1 - Transformers (2007) był bez wątpienia większym wydarzeniem dla większości widzów w kinie. Na ten problem cierpi większość sequeli. Sceny z The Mummy (1999) są o wiele bardziej ikoniczne niż sceny z powstałego dwa lata później sequelu. A po 2 - TF1 miał zapadające w pamięć, ładniejsze plenery. Był ucztą dla oka, czego nie można powiedzieć o zlewających się w jedno TF3 i TF4. Montaż scen akcji był spokojniejszy, więc człowiek mógł się bardziej delektować widokami. Przez co, sam film został przeze mnie zapamiętany o wiele lepiej niż pierdyliard wybuchów w finałowych scenach każdej z następnych części.
Czy nie powstają przyzwoite, solidne blockbustery? Błąd. Ale fakt faktem, brak takich filmów jak Casino Royale lub FotR. Filmów, które potrafiły zarobić. Ale przy tym pamiętałem 2-3h, scena po scenie. Nie ma sceny, której bym nie pamiętał z tych filmów. I wiem po znajomych, że nie jestem w tym odosobniony. Mój kolega oglądał wszystkie filmy z MCU. Odróżnia te filmy, ale na żadnym nie osiągnął poziomu takiej fascynacji.
Ciekawy jest natomiast powtarzający się argument, że ktoś jest "sentymentalny" lub zdziadziały i wyrósł z kina. Każdą krytykę TF2 (Revenge of the Fallen) można zgasić stwierdzeniem, że tak się po prostu dziś kręci filmy akcji i dziadki nie nadążają za kinem. ESB i RotJ miały mieszane recenzje i choć RotJ jest moją ulubioną częścią OT, zgadzam się prawie ze wszystkimi krytycznymi uwagami względem tego filmu. Tak samo z ESB - czy ten film jest biedny, ma za mało lokacji? Pewnie, że tak. Czy jest oparty zbyt mocno na wiadomej scenie? Oczywiście. Ale nikt nigdy nie nazwał tego filmu złym, bo co najwyżej wykonanie mogło pozostawiać pewien niedosyt. Nikt nigdy nie napisał, że oto Kershner stworzył gówno. Tym się różni krytyka, od zwyczajnej głupoty.
Cytat:Ostatni tru kultowy film jaki przychodzi mi do głowy to Matrix (chociaż zastanawiam się jak zostałby zapamiętany, gdyby nie sequele podbijające popularność oryginału) i LOTR - każdy wujek i ciocia kojarzą Neo i Golluma, nie liczę Star Warsów, bo to marka zbudowana lata temu. Później nawet taki Avatar niby był wielkim wydarzeniem, każdy widział, ale po szale około premierowym jakoś nie czuję, żeby stał się częścią popkultury, ciekawe co w temacie uczynią sequele.
A PotC? Kto nie zna Jacka Sparrowa?
20-08-2017, 23:51 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-08-2017, 00:04 przez Orbiteusz.)





