Czas napisać coś bardziej składnego i sensownego.
Mam dziwne wrażenie, że Lynch i Frost zarys fabuły 3 serii mieli już w trakcie tworzenia poprzednich. Oczywiście, on na pewno się zmieniał, ale cały scenariusz od początku do końca jest (w swojej powalonej wersji) logiczny, całkiem spójny (choć ta spójność trzyma się póki nie poznamy głównego sekretu 3 serii). Finał z jednej strony pokazuje nam rzeczy których się spodziewaliśmy, ale robi to w zaskakujący, oryginalny sposób.
Przede wszystkim Lynch idealnie przywrócil stare postacie. Uwielbiam to, żadnych recastów, masa pomyslów które zazwyczaj świetnie wychodzą . Nie ma drugiego takiego serialu który na tyle by sobie pozwalał w zabawie formą, w tym co pokazuje na ekranie. Nawet niektóre "szokujące większość widzów" sceny z "American Gods" to nic przy tym. Finał jest zdecydowanie najbardziej surrealistyczną i odjechaną częścią uniwersum Twin Peaks a przy tym....ja wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale jestem pewien, że jakbyśmy usiedli w kółku z telewizorem, notesem, ołówkiem, obejrzeli te odcinki raz jeszcze i wszystko rozpisali to udałoby się nam ułożyć zarówno ten finał jak i cały sezon w jedną, sensowną i spójną kupę. Bo z tego ciągle bije jakiś większy plan. Oczywiście w pewnym momencie przechodzimy do kluczowego pytania
Muszę przeanalizować książke Frosta, może tam są wskazówki (ale raczej w "Final Dossier"). Generalnie zrodziła mi się w głowie szalona teoria
Ale tak by nawet nie odleciał Lynch. Obstawiam, że ostatecznie
Ostatecznie prostsze wytłumaczenie sceny akurat z domem Sary
Trzymam kciuki za 4 sezon. Lynch i Frost zostawili sobie GIGANTYCZNĄ furtkę i niesamowite pole do manewru, czy clifhaanger to rzecz zła? Absolutnie tak nie uważam! Kto by bowiem czekał na 3 sezon tak mocno gdyby nie clifhaanger 25 lat temu? A teraz, chyba każdy kto wytrwał do finału będzie czekał do 4 serii. Lynch jest na szczęście człowiekiem w miarę rozumnym i chyba nie poczeka kolejnych 25 lat :D :D
Mam dziwne wrażenie, że Lynch i Frost zarys fabuły 3 serii mieli już w trakcie tworzenia poprzednich. Oczywiście, on na pewno się zmieniał, ale cały scenariusz od początku do końca jest (w swojej powalonej wersji) logiczny, całkiem spójny (choć ta spójność trzyma się póki nie poznamy głównego sekretu 3 serii). Finał z jednej strony pokazuje nam rzeczy których się spodziewaliśmy, ale robi to w zaskakujący, oryginalny sposób.
Przede wszystkim Lynch idealnie przywrócil stare postacie. Uwielbiam to, żadnych recastów, masa pomyslów które zazwyczaj świetnie wychodzą . Nie ma drugiego takiego serialu który na tyle by sobie pozwalał w zabawie formą, w tym co pokazuje na ekranie. Nawet niektóre "szokujące większość widzów" sceny z "American Gods" to nic przy tym. Finał jest zdecydowanie najbardziej surrealistyczną i odjechaną częścią uniwersum Twin Peaks a przy tym....ja wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale jestem pewien, że jakbyśmy usiedli w kółku z telewizorem, notesem, ołówkiem, obejrzeli te odcinki raz jeszcze i wszystko rozpisali to udałoby się nam ułożyć zarówno ten finał jak i cały sezon w jedną, sensowną i spójną kupę. Bo z tego ciągle bije jakiś większy plan. Oczywiście w pewnym momencie przechodzimy do kluczowego pytania
Muszę przeanalizować książke Frosta, może tam są wskazówki (ale raczej w "Final Dossier"). Generalnie zrodziła mi się w głowie szalona teoria
Ale tak by nawet nie odleciał Lynch. Obstawiam, że ostatecznie
Ostatecznie prostsze wytłumaczenie sceny akurat z domem Sary
Trzymam kciuki za 4 sezon. Lynch i Frost zostawili sobie GIGANTYCZNĄ furtkę i niesamowite pole do manewru, czy clifhaanger to rzecz zła? Absolutnie tak nie uważam! Kto by bowiem czekał na 3 sezon tak mocno gdyby nie clifhaanger 25 lat temu? A teraz, chyba każdy kto wytrwał do finału będzie czekał do 4 serii. Lynch jest na szczęście człowiekiem w miarę rozumnym i chyba nie poczeka kolejnych 25 lat :D :D
04-09-2017, 15:44

Spoiler




