![[Obrazek: Journey-to-the-West-Poster-Header.jpg]](http://cdn3-www.craveonline.com/assets/uploads/2013/12/Journey-to-the-West-Poster-Header.jpg)
Journey to the West: Conquering the Demons - coś a la prequel do klasycznej chińskiej legendy. Generalnie fabuła z nóg nie zwala, film to ciąg starć z różnymi demonami, ale są to starcia pomysłowe, a ponieważ za to dziełko odpowiada Stephen Chow, to jak można się spodziewać, jest to mocno jajcarska produkcja. Pewnie nie każdemu ten typ humoru odpowiada, ale jeśli ktoś zrywał boki na "Shaolin soccer" czy "Kung Fu Hustle" to tu też nie będzie miał powodu do narzekań - beka bywa naprawdę niezła.
No i Qui Shu w roli Duan jest urocza. Nie to że piękna, bo to się rozumie samo przez się - Qui Shu zawsze jest piękna :)
Ale tutaj po prostu w fajny sposób gra fajną, wyrazistą postać. To chyba jej najlepsza rola (albo powiedzmy, bardziej dyplomatycznie, że moja ulubiona).
![[Obrazek: Chinese-Odyssey-31.jpg]](http://www.martialartsmoviejunkie.com/wp-content/uploads/2012/12/Chinese-Odyssey-31.jpg)
Kłopot mam drobny z końcówką. Pal licho, że sporo czasu poświęcono na walki postaci, które nie grały w filmie dużej roli, bo sam finał finału znowu należy do głównego bohatera. Gorzej, że finał uderza w mocno mistyczne tony, a poza tym
Journey to the West: The Demons Strike Back - to już nie to samo. Chow pracował przy scenariuszu, ale zabrakło tu chyba jego reżyserii. Film daje się oglądać bezboleśnie, są znowu nieźle pomyślane i całkiem widowiskowe starcia z interesującymi demonami. Jednak minusów jest stanowczo za dużo.
Typowy dla tego twórcy humor wciąż występuje od czasu do czasu, ale jest go jakby mniej i nie ma już takiego impetu. Powiedziałbym, że o ile "Journey to the West" to jajcarski film z poważnymi elementami, to sequel jest już raczej poważnym filmem z elementami jajcarskimi.
Nie wiem, co się tu odwaliło z obsadą. Znane z poprzedniej części demony są grane przez innych aktorów, co nie jest problemem samo w sobie, ale nikomu nie zależało, żeby chociaż w nowym wcieleniu wyglądali podobnie do swoich poprzedników. Ktoś tu mocno zmienił, nazwijmy to, projekty postaci, przez co trudno mi kupić, że to ci sami bohaterowie co w poprzedniej części. Co dziwi tym bardziej, że parę osób ze starej obsady ściągnięto nawet dla krótkich cameo (ten wyraz się jakoś odmienia przez liczby i przypadki?).
Historia jest trochę wtórna względem pierwszej części, co szczególnie razi pod koniec, a poza tym jest też jakby bezcelowa. Pierwsza część zmierzała ku punktowi wyjściowemu legendy o podróży na zachód. Część druga ku niczemu nie zmierza. Nie doprowadza widza do finału legendy, jest po prostu jakby losową przygodą w drodze. Mało znaczącym z punktu widzenia całej legendy epizodem.
Pierwszą część zatem jak najbardziej warto obejrzeć, ale drugą tylko jeśli nie macie nic ciekawszego do roboty.
17-09-2017, 12:45 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-09-2017, 12:59 przez al_jarid.)
Spoiler




