Właśnie wróciłem z kina.
Villeneuve wykreował równie piękny świat jak Scott w oryginale. Tutaj chwała dla Deakinsa za przepiękne zdjęcia. Jednak brakowało trochę magicznego klimatu, który cechował film Scotta. Powody są dwa:
Po pierwsze - Scott od pierwszej do ostatniej sceny kręcił nocą w mieście. Villeneuve wyszedł poza to, dlatego piękne i klimatyczne ujęcia przeplatają się z takimi, które nieco odbiegają od klimatu. Mimo, że nie brakuje prawdziwych perełek, to czuć pewną nierówność z tym związaną.
Po drugie - Muzyka i ścieżka dźwiękowa. To co zrobili do spółki panowie Wallfisch, Johansonn i Zimmer woła o pomstę do nieba. Muzyka w tym filmie jest OKROPNA. Nachalna, agresywna, uszojebna... po prostu dramat. Jedyne dobre momenty to te, kiedy kopiowali motywy Vangelisa. Nie do wiary - jak można było to tak spier*olić?
Poza tym - fabuła ewidentnie sugeruje, że będzie kolejny film.
Villeneuve wykreował równie piękny świat jak Scott w oryginale. Tutaj chwała dla Deakinsa za przepiękne zdjęcia. Jednak brakowało trochę magicznego klimatu, który cechował film Scotta. Powody są dwa:
Po pierwsze - Scott od pierwszej do ostatniej sceny kręcił nocą w mieście. Villeneuve wyszedł poza to, dlatego piękne i klimatyczne ujęcia przeplatają się z takimi, które nieco odbiegają od klimatu. Mimo, że nie brakuje prawdziwych perełek, to czuć pewną nierówność z tym związaną.
Po drugie - Muzyka i ścieżka dźwiękowa. To co zrobili do spółki panowie Wallfisch, Johansonn i Zimmer woła o pomstę do nieba. Muzyka w tym filmie jest OKROPNA. Nachalna, agresywna, uszojebna... po prostu dramat. Jedyne dobre momenty to te, kiedy kopiowali motywy Vangelisa. Nie do wiary - jak można było to tak spier*olić?
Poza tym - fabuła ewidentnie sugeruje, że będzie kolejny film.
Quite an experience to live in fear, isn't it?
That's what it is to be a slave.
That's what it is to be a slave.
06-10-2017, 00:52






