Byłem wczoraj w kinie i nie mogę przestać myśleć o filmie. Fabuła dość prosta, ale mnie zachwyca - nigdy nie rozumiałem tego, że tak powiem, fetyszu skomplikowania. Historia jest sensowna, klarowna i dość pojemna, jeżeli chodzi o rozkminy i interpretacje. I na szczęście Blade Runner nie wpada tutaj w pułapkę pretensjonalności (a o to łatwo, kręcąc film na takie tematy), bo w centrum nadal mamy przede wszystkim najprostsze uczucia, które czynią nas ludźmi. Jak w pięknym monologu Roya. Poza tym jest to zagrane bardzo dobrze (nie rozumiem krytyki Goslinga, to świetny aktor i tutaj sobie radzi), a o stronie wizualnej mógłbym pisać i pisać. Nowy Blade Runner zapiera dech w piersiach. Roger Deakins znowu (niech w końcu dostanie Oskara!) genialnie bawi się światłem i cieniem, kreśli ciemne sylwety na tle barwnych neonów. Jest inaczej - mniej brudu, bo nawet złom jest tu sterylnie piękny, a duchota wielomilionowego Los Angeles 2019 ustąpiła miejsca atmosferze osamotnienia. I dobrze, że reżyser nie ściga się ze Scottem, tylko proponuje coś innego.
9/10
9/10
10-10-2017, 08:50





