Ano tak:
"O co z Blade Runner 2049 tak naprawdę chodzi. To, podobnie jak trzecia seria "Twin Peaks" - nie po prostu "ambitne rozwinięcie" tego, co było, ale coś więcej: samoświadomy post-sequel, gdzie wszystkie najbardziej interesujące fabularne napięcia opierają się na konfrontowaniu z wiodącymi trendami współczesnej kultury nostalgii i wielopoziomowego recyklingu.
Na każdym kroku opowiadanej historii film idzie pod włos typowo "sequelowym" konwencjom, ale też cały czas nie porzuca perspektywy "wielkiej narracji" charakterystycznej dla sf - ten upór może frustrować, ale nie sposób go nie docenić.
Nowy "Blade Runner" nie tyle jest kontynuacją pierwszej części, co polemiką z obszarem kulturowej pamięci, którego została - jako tzw. kultowy film genre - częścią. I chyba pierwszym tak wysokobudżetowym filmem, który dokonuje tego rodzaju próby refleksji nad tym, czym ta popkulturowa pamięć (w czasach reprodukcji i hiperkonsumpcji, kiedy jest ważniejsza niż kiedykolwiek) dziś jest i powinna być. I w tym tkwi największa atrakcja - a narzekania np. na "sztampowość worldbuildingu" świadczą tylko o tym, że nawet futuroentuzjazm fanów sf nie wyklucza konserwatywnego myślenia o kinie".
PS. Też kiedyś chciałem zmienić ocenę ale nie da się u mnie.
"O co z Blade Runner 2049 tak naprawdę chodzi. To, podobnie jak trzecia seria "Twin Peaks" - nie po prostu "ambitne rozwinięcie" tego, co było, ale coś więcej: samoświadomy post-sequel, gdzie wszystkie najbardziej interesujące fabularne napięcia opierają się na konfrontowaniu z wiodącymi trendami współczesnej kultury nostalgii i wielopoziomowego recyklingu.
Na każdym kroku opowiadanej historii film idzie pod włos typowo "sequelowym" konwencjom, ale też cały czas nie porzuca perspektywy "wielkiej narracji" charakterystycznej dla sf - ten upór może frustrować, ale nie sposób go nie docenić.
Nowy "Blade Runner" nie tyle jest kontynuacją pierwszej części, co polemiką z obszarem kulturowej pamięci, którego została - jako tzw. kultowy film genre - częścią. I chyba pierwszym tak wysokobudżetowym filmem, który dokonuje tego rodzaju próby refleksji nad tym, czym ta popkulturowa pamięć (w czasach reprodukcji i hiperkonsumpcji, kiedy jest ważniejsza niż kiedykolwiek) dziś jest i powinna być. I w tym tkwi największa atrakcja - a narzekania np. na "sztampowość worldbuildingu" świadczą tylko o tym, że nawet futuroentuzjazm fanów sf nie wyklucza konserwatywnego myślenia o kinie".
PS. Też kiedyś chciałem zmienić ocenę ale nie da się u mnie.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
10-10-2017, 12:46 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-10-2017, 12:46 przez Dr Strangelove.)






