Myślę, że Steve jest tak lubiany, bo tym razem to Nancy jest zdzirowata, a on spoko. No i walczy z głównym czarnym charakterem czyli tym psychopatą z wąsem. No i pomaga bezinteresownie dzieciakom napierdalając potwory trochę słabszą wersją kolczastego bejsbola Negana.
Jak tu go nie lubić? Jonathan w sumie to nic tu nie miał do roboty...
Ogółem nie podobało mi się też parowanie każdej możliwej postaci na siłę. Loczek ulubiony przez fanów nie ma co robić? A to damy mu robaczka do opieki. Nie żeby to było istotne fabularnie, ale spoko. Czarny chłopak nie ma nic do roboty? Dobra to poświruje do tej rudej, co do której mieliśmy pomysł w 1 odcinku, ale potem stała się zbędnym statystą, łażącym jak małpa za resztą grupy... Steve nie ma co robić? A to ten psychopata będzie do niego coś podbijał.
I tak dalej... i tak dalej...
Dość zabawna była też postać Samwise'a Gamgee, jego reakcja na potwory ('o, aha, spoko'), błyskawiczne rozwiązanie zagadki Willa i jego odstrzelenie. :'D To tak bardzo Walking Dead style.
Jak tu go nie lubić? Jonathan w sumie to nic tu nie miał do roboty...
Ogółem nie podobało mi się też parowanie każdej możliwej postaci na siłę. Loczek ulubiony przez fanów nie ma co robić? A to damy mu robaczka do opieki. Nie żeby to było istotne fabularnie, ale spoko. Czarny chłopak nie ma nic do roboty? Dobra to poświruje do tej rudej, co do której mieliśmy pomysł w 1 odcinku, ale potem stała się zbędnym statystą, łażącym jak małpa za resztą grupy... Steve nie ma co robić? A to ten psychopata będzie do niego coś podbijał.
I tak dalej... i tak dalej...
Dość zabawna była też postać Samwise'a Gamgee, jego reakcja na potwory ('o, aha, spoko'), błyskawiczne rozwiązanie zagadki Willa i jego odstrzelenie. :'D To tak bardzo Walking Dead style.
31-10-2017, 18:40





