Nadekspresję widzę w sposobie rysowania twarzy w pewnych specyficznych sytuacjach. Ogólnie rzecz biorąc - VHD jest filmem wizualnie świetnym, a jedyne, co mi w nim zgrzyta, to właśnie wygląd twarzy. Beznadziejnie narysowane. A już kiedy dochodzi do pokazywania zdziwienia czy rozpaczy - moim zdaniem wygląda to mocno nieudolnie, jak w Gigi, tyle że tam to był zamierzony efekt komiczny. Przykład? Choćby scena, w której ostatni żywy Marcus widzi swoich braci wstających z trumien - robi wielkie, szerokie usta i sztywnieje. A mówiąc wielkie, szerokie usta, mam na myśli usta rozwarte tak, że bochenek chleba mógłby zjeść z połykiem na raz.
Albo takie wzruszenie Leili na widok jej samej za młodu - wielkie, wielkie, wielkie oczy, jak u zbitego psa (wiem, że to jest narzucone przez konwencję, ale oczy na pół twarzy to jednak przesada - Meier czy D. mają całkiem normalne patrzały). Brakuje tylko kropli potu w czarnym obramowaniu i stylu superdeformed. Jednak nie przeszkadzało mi to za bardzo, bo aktorzy podkładający głos w wersji angielskiej świetnie rekompensowali niedostatki grafiki (z paroma wyjątkami).
Albo takie wzruszenie Leili na widok jej samej za młodu - wielkie, wielkie, wielkie oczy, jak u zbitego psa (wiem, że to jest narzucone przez konwencję, ale oczy na pół twarzy to jednak przesada - Meier czy D. mają całkiem normalne patrzały). Brakuje tylko kropli potu w czarnym obramowaniu i stylu superdeformed. Jednak nie przeszkadzało mi to za bardzo, bo aktorzy podkładający głos w wersji angielskiej świetnie rekompensowali niedostatki grafiki (z paroma wyjątkami).
13-09-2005, 09:15






