Ktoś tu wspominał, że w "Lidze..." brakuje chociażby jednej wartej zapamiętania akcji. Coś w tym jest... To już w "BvS" znajdują się sceny, do których lubię wracać. Cały wstęp z Brucem, bijatyka obu panów, zamach podczas przesłuchania, Gacek rodem z gier z serii Arkham... Tymczasem w "Lidze...", cholera, chyba tylko Chwilowo Zły Supcio wywołał we mnie prawdziwe emocje. Plus rozmowa Cyborga z ojcem (jakoś mu współczułem, no ale ja zawsze współczuję robocopom).
17-11-2017, 14:41





