Dwa sezony zaliczone. Pierwszy superbohaterski serial z obecnej generacji, po który sięgnąłem.
Generalnie taki średniaczek-przyjemniaczek. Połknąłem całość w kilka dni, bez większych problemów, ale niczego specjalnego w tym nie widzę i gdyby nie superbohaterska marka, to na tle dzisiejszej oferty serialowej, ten pewnie odpuściłbym sobie gdzieś w połowie drugiego sezonu.
To co mi w tym serialu przeszkadza to to, że on jest dla mnie tak scenariuszowo i realizacyjnie "tani" i telewizyjny, w negatywnym tego słowa znaczeniu. Być może to wrażenie jest spotęgowane przez to, że serial sili się na nieco poważniejszy, mroczniejszy ton od filmów MCU, ale przez to jego niedoskonałości są tym bardziej widoczne. Bo niby mamy mega brutalność (szczególnie w drugim sezonie) i brudne, przyziemne ulice, ale co z tego skoro ta wydmuszkowa brutalność jest oparta na infantylnym, pg-13tkowym scenariuszu, w którym co druga postać pierdoli puste farmazony? Dobrych dialogów tu nie uświadczymy, postaci i ich charakterystyka są mocno przerysowane i telewizyjnie uproszczone. Było kilka momentów w obu sezonach, gdzie twórcy próbowali skleić jakieś fajne, głębokie sceny dialogowe z jakością dzisiejszych seriali z wyższej półki, ale mocno im to nie wychodziło. Fałszem to zalatuje.
Nawet chwalone przez wszystkich sceny walki były rozczarowujące. Napierdalanka z gangiem bikerów w drugim sezonie była naprawdę mocarna, ale tak poza nią, to pomimo tego, że choreografia jest w scenach akcji spoko, to jednak za często widać, że to jest taki udawany, tańczony balecik, w którym wszyscy wyraznie markują ciosy i nie sprzedają pierdolnięcia i agresji. W drugim sezonie, te tańce-wygibańce ze zgrają ninjów w maskach i piżamach, na tle taniego, telewizyjnego soundtracku, były momentami naprawdę tandetne.
A i nie mogę się też zdecydować czy lubię czy nie lubię Coxa w tej roli. Bo z jednej strony, jest w chłopaku coś sympatycznego, przez co się go lubi i przez co jego problemy jako superbohatera-katolika jakoś tam lekko działają, ale z drugiej, on w tym czerwonym kostiumie jest dla mnie nieco zbyt pierdołowaty. Facet nie ma w sobie "postawności" i prezencji superbohatera i chyba lepiej wypada jako Matt Murdock - syn martwego boksera z dzielnicy Nowego Jorku, niż jako Dardevil - superbohater. Generalnie to ja w tym serialu nigdy nie czekam aż on założy maskę, a jak już założy i zaczyna się napierdalać z ninjami po dachach, to chcę by już te bitki odfajczyli i przeszli dalej. W serialu superbohaterskim to spory problem.
W życiu przeczytałem tylko jeden komiks z Daredevilem. Gdy byłem małym gówniarzem, mój kuzyn pożyczył mi The Man Without Fear, Franka Millera i komiks ten wywarł na mnie wielkie wrażenie. Tam historia Daredevila była dużo lepiej przedstawiona, bardziej dramatyczna, bardziej gatunkowo-kinowa i gęstszym klimacie. W serialu natomiast, Daredevil zamiast skorzystać z serialowej formyły i być dogłębniej sportretowany, prezentuje się jako bardziej rozwodniony.
Po Jessicę Jones i Punishera pewnie jeszcze sięgnę z ciekawości, ale generalnie to raczej nie widzi mi się śledzenie całego tego defenderowego uniwersum, jeżeli będzie złożony z takich seriali. W sensie nie był zły, jak pisałem - całkiem przyjemnie się pochłonęło całość. Ale za dużo jest obceni dobrych rzeczy by śledzić losy kilku trykociarzy w tak lajtowej formule.
Na plus - Deborah Ann Woll, nawet w blond włosach, jest piękna jak marzenie. Zresztą jej postać to fajny symbol jednego z problemów jaki mam z tym serialem. Bo jej ogólny story arc jest na papierze całkiem fajny, tzn. historia od sekretarki do dziennikarki śledczej jest bardzo ok, ale już konkretnie przedstawienie tej postaci i jej transformacji w scenariuszu jest słabe i nieprzekonywujące, a ona sama potrafi być przekaznikiem dla wyświechtanych, moralnych farmazonów wypisywanych przez twórców.
Można/na dziesięć.
Generalnie taki średniaczek-przyjemniaczek. Połknąłem całość w kilka dni, bez większych problemów, ale niczego specjalnego w tym nie widzę i gdyby nie superbohaterska marka, to na tle dzisiejszej oferty serialowej, ten pewnie odpuściłbym sobie gdzieś w połowie drugiego sezonu.
To co mi w tym serialu przeszkadza to to, że on jest dla mnie tak scenariuszowo i realizacyjnie "tani" i telewizyjny, w negatywnym tego słowa znaczeniu. Być może to wrażenie jest spotęgowane przez to, że serial sili się na nieco poważniejszy, mroczniejszy ton od filmów MCU, ale przez to jego niedoskonałości są tym bardziej widoczne. Bo niby mamy mega brutalność (szczególnie w drugim sezonie) i brudne, przyziemne ulice, ale co z tego skoro ta wydmuszkowa brutalność jest oparta na infantylnym, pg-13tkowym scenariuszu, w którym co druga postać pierdoli puste farmazony? Dobrych dialogów tu nie uświadczymy, postaci i ich charakterystyka są mocno przerysowane i telewizyjnie uproszczone. Było kilka momentów w obu sezonach, gdzie twórcy próbowali skleić jakieś fajne, głębokie sceny dialogowe z jakością dzisiejszych seriali z wyższej półki, ale mocno im to nie wychodziło. Fałszem to zalatuje.
Nawet chwalone przez wszystkich sceny walki były rozczarowujące. Napierdalanka z gangiem bikerów w drugim sezonie była naprawdę mocarna, ale tak poza nią, to pomimo tego, że choreografia jest w scenach akcji spoko, to jednak za często widać, że to jest taki udawany, tańczony balecik, w którym wszyscy wyraznie markują ciosy i nie sprzedają pierdolnięcia i agresji. W drugim sezonie, te tańce-wygibańce ze zgrają ninjów w maskach i piżamach, na tle taniego, telewizyjnego soundtracku, były momentami naprawdę tandetne.
A i nie mogę się też zdecydować czy lubię czy nie lubię Coxa w tej roli. Bo z jednej strony, jest w chłopaku coś sympatycznego, przez co się go lubi i przez co jego problemy jako superbohatera-katolika jakoś tam lekko działają, ale z drugiej, on w tym czerwonym kostiumie jest dla mnie nieco zbyt pierdołowaty. Facet nie ma w sobie "postawności" i prezencji superbohatera i chyba lepiej wypada jako Matt Murdock - syn martwego boksera z dzielnicy Nowego Jorku, niż jako Dardevil - superbohater. Generalnie to ja w tym serialu nigdy nie czekam aż on założy maskę, a jak już założy i zaczyna się napierdalać z ninjami po dachach, to chcę by już te bitki odfajczyli i przeszli dalej. W serialu superbohaterskim to spory problem.
W życiu przeczytałem tylko jeden komiks z Daredevilem. Gdy byłem małym gówniarzem, mój kuzyn pożyczył mi The Man Without Fear, Franka Millera i komiks ten wywarł na mnie wielkie wrażenie. Tam historia Daredevila była dużo lepiej przedstawiona, bardziej dramatyczna, bardziej gatunkowo-kinowa i gęstszym klimacie. W serialu natomiast, Daredevil zamiast skorzystać z serialowej formyły i być dogłębniej sportretowany, prezentuje się jako bardziej rozwodniony.
Po Jessicę Jones i Punishera pewnie jeszcze sięgnę z ciekawości, ale generalnie to raczej nie widzi mi się śledzenie całego tego defenderowego uniwersum, jeżeli będzie złożony z takich seriali. W sensie nie był zły, jak pisałem - całkiem przyjemnie się pochłonęło całość. Ale za dużo jest obceni dobrych rzeczy by śledzić losy kilku trykociarzy w tak lajtowej formule.
Na plus - Deborah Ann Woll, nawet w blond włosach, jest piękna jak marzenie. Zresztą jej postać to fajny symbol jednego z problemów jaki mam z tym serialem. Bo jej ogólny story arc jest na papierze całkiem fajny, tzn. historia od sekretarki do dziennikarki śledczej jest bardzo ok, ale już konkretnie przedstawienie tej postaci i jej transformacji w scenariuszu jest słabe i nieprzekonywujące, a ona sama potrafi być przekaznikiem dla wyświechtanych, moralnych farmazonów wypisywanych przez twórców.
Można/na dziesięć.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
09-12-2017, 04:14 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-12-2017, 13:27 przez Proteus.)





