Kuba co do Final Dossier to też Cię rozczaruję, ale nie zanosi się by w ogóle ZNAK wydał książkę. Nie zarobili na Sekretach TP czyli nie opłaca im się wydawać kolejnej książki, którą kupią jedynie ci których nie rozczarował 3 sezon TP i może fani z grup polskich poświęconych Twin Peaks/Lynchowi (Twin Peaks Polska i Miasteczko Twin Peaks Polska). Widziałem nawet ostatnio Sekrety Frosta za 19 złotych, więc skoro zalega wydawnictwu na magazynach i wyprzedają książkę przez ponad rok to pewnie pomyśleli w ZNAKU, że jeszcze mniej kupi niż poprzednią powieść. Nie wierzę by wyszła choćby za rok. Brzmię pewnie jak pesymista, ale wszystko wskazuje na to że nie ma co liczyć na polski rynek w przypadku serialu jak i książki Frosta Final Dossier, która akurat jest tym czym miały być początkowo Sekrety TP. Bo w FD, a przynajmniej tak wynika ze spoilerów, dowiadujemy się o losie każdej postaci co przeszła przez 25 lat.
Z tego co czytałem to akcja częściowo dzieje się też w Twin Peaks po tym co Dale zrobił w 17 odcinku i widać że ma fajny pomysł Frost. Podsumowując to można powiedzieć, że wcale nie jest tak, że teraz 1 i 2 seria nie ma sensu, jak co niektórzy tak się zastanawiali po 17 odcinku. Ogólnie czytając spoilery z FD potwierdziło się to co podejrzewałem za emisji 3 serii że Frost, podobnie jak Lynch, jest okrutny co do losu swoich postaci, a jednocześnie to co się z bohaterami dzieje przez 25 lat w FD ma sens i jest logiczne. Dopowiada też wiele rzeczy wprost jak to Frost jak np. tożsamość dziewczynki z ósmego odcinka.
Ja obejrzałem razem z mamą drugi raz jakiś czas temu, która oglądała pierwszy raz. Akurat miała 2 tygodnie urlopu a woli seriale oglądać w całości niż odcinek na tydzień. Przed serią puściłem jej finał 2 serii, FWWM, Missing Pieces. Po 3, 4 odcinkach mówiła że Lynch przeszedł samego siebie i wtedy pomyślałem ciekawe co powie po odcinku ósmym. Ale mojej mamie nie straszne odjazdy Lyncha bo zna jego twórczość i ceni sobie. Byłem pewien, że odpadnie od serialu, ale nie po odjazdach, tylko po scenie w szóstym odcinku na ulicy z dzieckiem. Nie cierpi jak w filmach i serialach dzieje się krzywda dzieciom, ale jakimś cudem nie odpadła.
A na ósmym jak się skończył powiedziała że nic nie rozumie, ma sieczkę z mózgu, ale podoba jej się, choć to bardziej film artystyczny niż serial. Po finale spojrzała na mnie tylko wymownie i zapytała czy to na pewno koniec, ale podobało jej się. Ale najbardziej byłem ciekaw jej reakcji na te frustrujące momenty najbardziej jak zamiatanie podłogi, ubieranie się dziewczyny do wyjścia i w tym momencie jej cierpliwość się kończyła, np. na scenie zamiatana powiedziała "rany julek, to jest serial dla flegmatyków, jak można 10 minut patrzeć jak ktoś zamiata" a przy ostatnich odcinkach, że tak wolno się toczy fabuła, że zapomni co było na początku jak zaczną wyjaśniać. Ale nie zapomniała i całość jej się podobała. Chociaż przy 18 odcinku taką miała sieczkę z mózgu, iż zapomniała że oglądała poprzednie 17 epizodów z napisami pl i po angielsku. Zapytała czy wcześniej z lektorem oglądaliśmy i jak odpowiedziałem że całość ogląda z napisami to zażartowała, że nie powinienem się dziwić jej reakcji po takim filmie bo całkiem mózg jej się wyłączył. No i zaczęła się śmiać, ale ogólnie bardzo zadowolona była z seansu tygodniowego.
A co do mnie to ogólnie podobało mi się tak samo czyli nawet za powtórki i mimo ważnych scen z mamą Laury w 12 odcinku uważam go za najsłabszą godzinę. Nie mogłem na nim wysiedzieć na wiadomych scenach jak z dziewczyną Gordona oraz z Audrey, a reszta podobała mi się mniej więcej tak samo. W sumie odcinki te co trochę mniej mi się podobały za premiery, ale nie były słabe jak 12, to oceniam trochę lepiej, ale najlepsze oceniam tak samo. Więc 17 dobrych lub świetnych odcinków plus jeden słaby czyli 12-y.
Oglądając ponownie upewniłem się w tym że Lynch specjalnie niektóre sceny przedłużał w nieskończoność, bo tak materiał mu się spodobał co nawet ktoś z ekipy potwierdził ostatnio w wywiadzie. Nie pamiętam kto i w jakim wywiadzie powiedział, że montażysta skracał niektóre sceny, ale przyszedł Lynch i przemontowywał po swojemu czyli głównie wydłużał sceny i możemy się domyślać jakie to sekwencje.
Zauważyłem też za powtórki, codziennie po 4 odcinki przynajmniej, że ta doskonała scena z "ja jestem FBI" (chodzi mi o całą, nawet fragment z jazdą samochodem) to już nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia jak wtedy gdy czekałem kilkanaście tygodni na ten wiadomy moment jak wszyscy. Wciąż uważam ją za wielką scenę, wywołuje ciary cała ta scena z głownym motywem serialu, ale jak oglądało się całość to nie było takiej reakcji jak wtedy gdy czekało się ileś tam tygodni/kilka m-cy na ten moment. Więc pokazała ta powtórka że Lynch to zrobił specjalnie co potwierdza dialog "Wreszcie", bo czym dłużej sie czeka na coś to tym większe emocje ten moment wywołuje, a jak obejrzałem w ciągu 4, 5 dni całość to aż takich ciar nie miałem. Więc decyzja o wypuszczeniu serialu tradycyjnie czyli co tydzień to był zamierzony krok, bo gdyby wypuścili całość od razu to niektóre momenty serialu nie robiłyby aż takiego wrażenia, ale akurat tym chyba nikt nie jest zaskoczony.
Oczywiście lepiej ogląda się całość bo wyłapuje się pewne szczegóły co nie widziało się za pierwszym razem, ogląda się jak długi film, ale wciaż jest kilka scen co bym skrócił np. scenę z magikiem - bandziorem można by wywalić, gdy robi sztuczki, bo wydaje sie nic nie wnosić. Widać że facet jest jedynie po to byśmy dowiedzieli się że Shelly nic nie zmieniła się, wiec ta scena tak naprawdę niczemu nie służy. Co prawda później następuje scena z naćpanym Richardem na ulicy, ale tą poprzedzającą ją można było sporo skrócić.
Nie rozumiem też po co sugerowano cały serial, że Harry powróci jak nie wrócił. Można odnieść wrażenie że nastąpił jakiś konflikt miedzy aktorem a Lynchem/Frostem, ale nie mówią o nim głośno i dlatego tak z Ontkeanem sytuacja się zmieniała w czasie rozpoczęcia produkcji. Pamiętam że aktor był wniebowzięty co do powrotu do TP a kilka dni później zmienił decyzję. Inna sprawa, że za emisji serii 3 myślałem że za każdym razem jak Trumana wspominają to mówią tak naprawdę o aktorze, że może Ontkean choruje, ale można też podejrzewać ,iż coś zaszło między panami, ale są na tyle wychowani że nie mówią o tym głośno.
Oglądając całość to lepiej się wątki łączą, zwłaszcza te miasteczkowe jak dr Jacoby, Nadine i Norma, ale i tak nie opuszczało mnie uczucie za powtórki takie samo jak za premiery, zwłaszcza w pierwszej połowie (tak do 9 odcinka), że wątki miasteczkowe (oprócz śledztwa) są na siłę dołożone do serialu bo tytuł do tego zobowiązuje. Wygląda jakby Lynch i Frost mieli pomysł na kontynuację i rozszerzenie świata Twin Peaks, ale niekoniecznie z akcją w miasteczku, co widać choćby po wątku Las Vegas czy innym co dzieje się poza miasteczkiem, bo większość z tych wątków jest zakończona w satysfakcjonujący sposób.
Z tego co czytałem to akcja częściowo dzieje się też w Twin Peaks po tym co Dale zrobił w 17 odcinku i widać że ma fajny pomysł Frost. Podsumowując to można powiedzieć, że wcale nie jest tak, że teraz 1 i 2 seria nie ma sensu, jak co niektórzy tak się zastanawiali po 17 odcinku. Ogólnie czytając spoilery z FD potwierdziło się to co podejrzewałem za emisji 3 serii że Frost, podobnie jak Lynch, jest okrutny co do losu swoich postaci, a jednocześnie to co się z bohaterami dzieje przez 25 lat w FD ma sens i jest logiczne. Dopowiada też wiele rzeczy wprost jak to Frost jak np. tożsamość dziewczynki z ósmego odcinka.
Ja obejrzałem razem z mamą drugi raz jakiś czas temu, która oglądała pierwszy raz. Akurat miała 2 tygodnie urlopu a woli seriale oglądać w całości niż odcinek na tydzień. Przed serią puściłem jej finał 2 serii, FWWM, Missing Pieces. Po 3, 4 odcinkach mówiła że Lynch przeszedł samego siebie i wtedy pomyślałem ciekawe co powie po odcinku ósmym. Ale mojej mamie nie straszne odjazdy Lyncha bo zna jego twórczość i ceni sobie. Byłem pewien, że odpadnie od serialu, ale nie po odjazdach, tylko po scenie w szóstym odcinku na ulicy z dzieckiem. Nie cierpi jak w filmach i serialach dzieje się krzywda dzieciom, ale jakimś cudem nie odpadła.
A na ósmym jak się skończył powiedziała że nic nie rozumie, ma sieczkę z mózgu, ale podoba jej się, choć to bardziej film artystyczny niż serial. Po finale spojrzała na mnie tylko wymownie i zapytała czy to na pewno koniec, ale podobało jej się. Ale najbardziej byłem ciekaw jej reakcji na te frustrujące momenty najbardziej jak zamiatanie podłogi, ubieranie się dziewczyny do wyjścia i w tym momencie jej cierpliwość się kończyła, np. na scenie zamiatana powiedziała "rany julek, to jest serial dla flegmatyków, jak można 10 minut patrzeć jak ktoś zamiata" a przy ostatnich odcinkach, że tak wolno się toczy fabuła, że zapomni co było na początku jak zaczną wyjaśniać. Ale nie zapomniała i całość jej się podobała. Chociaż przy 18 odcinku taką miała sieczkę z mózgu, iż zapomniała że oglądała poprzednie 17 epizodów z napisami pl i po angielsku. Zapytała czy wcześniej z lektorem oglądaliśmy i jak odpowiedziałem że całość ogląda z napisami to zażartowała, że nie powinienem się dziwić jej reakcji po takim filmie bo całkiem mózg jej się wyłączył. No i zaczęła się śmiać, ale ogólnie bardzo zadowolona była z seansu tygodniowego.
A co do mnie to ogólnie podobało mi się tak samo czyli nawet za powtórki i mimo ważnych scen z mamą Laury w 12 odcinku uważam go za najsłabszą godzinę. Nie mogłem na nim wysiedzieć na wiadomych scenach jak z dziewczyną Gordona oraz z Audrey, a reszta podobała mi się mniej więcej tak samo. W sumie odcinki te co trochę mniej mi się podobały za premiery, ale nie były słabe jak 12, to oceniam trochę lepiej, ale najlepsze oceniam tak samo. Więc 17 dobrych lub świetnych odcinków plus jeden słaby czyli 12-y.
Oglądając ponownie upewniłem się w tym że Lynch specjalnie niektóre sceny przedłużał w nieskończoność, bo tak materiał mu się spodobał co nawet ktoś z ekipy potwierdził ostatnio w wywiadzie. Nie pamiętam kto i w jakim wywiadzie powiedział, że montażysta skracał niektóre sceny, ale przyszedł Lynch i przemontowywał po swojemu czyli głównie wydłużał sceny i możemy się domyślać jakie to sekwencje.
Zauważyłem też za powtórki, codziennie po 4 odcinki przynajmniej, że ta doskonała scena z "ja jestem FBI" (chodzi mi o całą, nawet fragment z jazdą samochodem) to już nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia jak wtedy gdy czekałem kilkanaście tygodni na ten wiadomy moment jak wszyscy. Wciąż uważam ją za wielką scenę, wywołuje ciary cała ta scena z głownym motywem serialu, ale jak oglądało się całość to nie było takiej reakcji jak wtedy gdy czekało się ileś tam tygodni/kilka m-cy na ten moment. Więc pokazała ta powtórka że Lynch to zrobił specjalnie co potwierdza dialog "Wreszcie", bo czym dłużej sie czeka na coś to tym większe emocje ten moment wywołuje, a jak obejrzałem w ciągu 4, 5 dni całość to aż takich ciar nie miałem. Więc decyzja o wypuszczeniu serialu tradycyjnie czyli co tydzień to był zamierzony krok, bo gdyby wypuścili całość od razu to niektóre momenty serialu nie robiłyby aż takiego wrażenia, ale akurat tym chyba nikt nie jest zaskoczony.
Oczywiście lepiej ogląda się całość bo wyłapuje się pewne szczegóły co nie widziało się za pierwszym razem, ogląda się jak długi film, ale wciaż jest kilka scen co bym skrócił np. scenę z magikiem - bandziorem można by wywalić, gdy robi sztuczki, bo wydaje sie nic nie wnosić. Widać że facet jest jedynie po to byśmy dowiedzieli się że Shelly nic nie zmieniła się, wiec ta scena tak naprawdę niczemu nie służy. Co prawda później następuje scena z naćpanym Richardem na ulicy, ale tą poprzedzającą ją można było sporo skrócić.
Nie rozumiem też po co sugerowano cały serial, że Harry powróci jak nie wrócił. Można odnieść wrażenie że nastąpił jakiś konflikt miedzy aktorem a Lynchem/Frostem, ale nie mówią o nim głośno i dlatego tak z Ontkeanem sytuacja się zmieniała w czasie rozpoczęcia produkcji. Pamiętam że aktor był wniebowzięty co do powrotu do TP a kilka dni później zmienił decyzję. Inna sprawa, że za emisji serii 3 myślałem że za każdym razem jak Trumana wspominają to mówią tak naprawdę o aktorze, że może Ontkean choruje, ale można też podejrzewać ,iż coś zaszło między panami, ale są na tyle wychowani że nie mówią o tym głośno.
Oglądając całość to lepiej się wątki łączą, zwłaszcza te miasteczkowe jak dr Jacoby, Nadine i Norma, ale i tak nie opuszczało mnie uczucie za powtórki takie samo jak za premiery, zwłaszcza w pierwszej połowie (tak do 9 odcinka), że wątki miasteczkowe (oprócz śledztwa) są na siłę dołożone do serialu bo tytuł do tego zobowiązuje. Wygląda jakby Lynch i Frost mieli pomysł na kontynuację i rozszerzenie świata Twin Peaks, ale niekoniecznie z akcją w miasteczku, co widać choćby po wątku Las Vegas czy innym co dzieje się poza miasteczkiem, bo większość z tych wątków jest zakończona w satysfakcjonujący sposób.
14-12-2017, 20:39 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-12-2017, 20:46 przez michax.)
Spoiler




