Wczoraj zaliczylem pokaz przedpremierowy Projektu: Monster (yeah..) w warszawskim Cinema City Mokotow. Sala byla wypchana po brzegi, panowal nastroj radosnego oczekiwania, ktore trwalo troszke dluzej, niz powinno - pierwsze trzy minuty filmu nam umknely, gdyz Pan od Wyswietlania spieprzyl swoja robote i zamiast filmu ogladalismy fajny czarny prostokat z metrowymi (sic!) paskami filmu u dolu i u gory.
Gdy juz wszystko zostalo naprawione zaczela sie wlasciwa czesc seansu - nie stracilismy na dluzsza mete nic, gdyz poczatek filmu - to raczej nie spojler, wiec moge z czystym sumieniem napisac - to fragmenty innego nagrania, na ktorym zarejestrowana pozniej zostanie relacja z owej feralnej majowej nocy.
Bez wnikania w fabule i niepotrzebnego psucia co po niektorym zabawy napisze, ze moim skromnym zdaniem film jest swietny i rozkosznie mile rozczarowujacy. Nie dalej jak kilkadziesiat postow wczesniej ubolewalem nad tym, ze Projekt: Monster bedzie popcornowym szajsikiem nastawionym tylko i wylaczanie na szeroko pojetego "komercyjnego widza". Nic z tych rzeczy.
W absolutnym zaprzeczeniu mojego narzekania i czarnowidztwa film skupia sie na ludziach, ich uczuciach i emocjach w obliczu absolutnej zaglady. Nigdy nie ogladalem tak wciskajacego w fotel filmu katastroficznego "o wielkim potworze", ktory jednoczesnie bylby tak namacalnie realistyczny. Haslo reklamowe filmu, "Wizja totalnej zaglady" (albo cos w tym stylu) nie jest ani troche chybione. Projekt" Monster to skret w kierunku fantastycznegio, doslownie i w przenosni, cinema verite. Podczas ogladania zapomina sie o tym, ze aktorzy odgrywaja swoja role, a wszystko co widzimy jest z zelazna precyzja wyrezyserowane. Scenariusz trzyma sie kupy, jednoczesnie pozwalajac sobie na ukazanie nam kilku bardzo efektownych scen. Przerazajaca sekwencja przywolywujaca telewizyjne materialy z Nowego Jorku po zamachach 11 wrzesnia zapiera dech w piersiach. Slowo, ktorego uzylem, "przerazajaca", jest jak najbardziej na miejscu. Ten film przeraza. Przez caly czas myslalem - jak ja zachowalbym sie na miejscu bohaterow, malych pionkow bioracych udzial w rozgrywce, ktorej nie rozumieja? Czy podjalbym ich decyzje, popelnilbym ich bledy, bylbym zdesperowany jak oni?
Ten film po prostu sie "czuje", chociaz oczywiscie wszystko zalezy od danego widza. Po seansie ktos z rzedu wyzej rzekl, ze "ten film to porazka". Nie chce byc niepoprawny politycznie, ale osoba ta nie wyglada zbyt bystro. A moze po prostu oczekiwala rozwalki/mlocki/jaj do posmiania sie. Nawet "piwny tyl", wesole towarzystwo z duzym zapasem trunkow, siedzial cichutko (ale jak sie pozniej okazalo, czesc z nich przysnela - ha ha).
Jesli chodzi o czesc techniczna, to nie mam jej nic do zarzucenia. Siedzialem w rzedzie F i miejscami obraz rzeczywiscie "latal" jak kot z pecherzem, ale idealnie wpasowalo sie to w zamysl zdjec kreconych na goraco przez osobe, ktora ma male pojecie o filmowaniu. Poza tym, jesli tworcy filmu naprawde postarali sie o to, bysmy zobaczyli wszystko w kluczowych momentach. Jest to ciekawy zabieg, zobaczycie wszyscy o co chodzi,gdy bedziecie ogladali film. Efekty specjalne sa na najwyzszym poziomie, chociaz znana z trailerow scena z glowa Statuy Wolnosci wciaz wyglada dziwnie nieprzekonujaco. Jednak to kropla goryczy w morzu slodyczy, ze zarymuje.
A potwor? Jest brzydki, okropny i calkowicie nieefekciarski. Nie wywoluje pelnego nastoletniego zachwytu "wow", tylko zmurza do nerwowego przelykania sliny. Obrzydlistwo.
Nie ma co truc, polecam wam wszystkim "Projekt: Monster". Mam taka zasade, ktorej nauczylem sie od pewnego rezysera na zajeciach z Teorii Filmu - odbieraj kazdy film zgodnie z jego zamierzeniem. "Projekt: Monster" byl pomyslany jako przerazajaca wizja totalnej zaglady wywolanej przez tajemnicze monstrum. Tworcom filmu udalo sie wykonac plan w stu procentach.
Gdy juz wszystko zostalo naprawione zaczela sie wlasciwa czesc seansu - nie stracilismy na dluzsza mete nic, gdyz poczatek filmu - to raczej nie spojler, wiec moge z czystym sumieniem napisac - to fragmenty innego nagrania, na ktorym zarejestrowana pozniej zostanie relacja z owej feralnej majowej nocy.
Bez wnikania w fabule i niepotrzebnego psucia co po niektorym zabawy napisze, ze moim skromnym zdaniem film jest swietny i rozkosznie mile rozczarowujacy. Nie dalej jak kilkadziesiat postow wczesniej ubolewalem nad tym, ze Projekt: Monster bedzie popcornowym szajsikiem nastawionym tylko i wylaczanie na szeroko pojetego "komercyjnego widza". Nic z tych rzeczy.
W absolutnym zaprzeczeniu mojego narzekania i czarnowidztwa film skupia sie na ludziach, ich uczuciach i emocjach w obliczu absolutnej zaglady. Nigdy nie ogladalem tak wciskajacego w fotel filmu katastroficznego "o wielkim potworze", ktory jednoczesnie bylby tak namacalnie realistyczny. Haslo reklamowe filmu, "Wizja totalnej zaglady" (albo cos w tym stylu) nie jest ani troche chybione. Projekt" Monster to skret w kierunku fantastycznegio, doslownie i w przenosni, cinema verite. Podczas ogladania zapomina sie o tym, ze aktorzy odgrywaja swoja role, a wszystko co widzimy jest z zelazna precyzja wyrezyserowane. Scenariusz trzyma sie kupy, jednoczesnie pozwalajac sobie na ukazanie nam kilku bardzo efektownych scen. Przerazajaca sekwencja przywolywujaca telewizyjne materialy z Nowego Jorku po zamachach 11 wrzesnia zapiera dech w piersiach. Slowo, ktorego uzylem, "przerazajaca", jest jak najbardziej na miejscu. Ten film przeraza. Przez caly czas myslalem - jak ja zachowalbym sie na miejscu bohaterow, malych pionkow bioracych udzial w rozgrywce, ktorej nie rozumieja? Czy podjalbym ich decyzje, popelnilbym ich bledy, bylbym zdesperowany jak oni?
Ten film po prostu sie "czuje", chociaz oczywiscie wszystko zalezy od danego widza. Po seansie ktos z rzedu wyzej rzekl, ze "ten film to porazka". Nie chce byc niepoprawny politycznie, ale osoba ta nie wyglada zbyt bystro. A moze po prostu oczekiwala rozwalki/mlocki/jaj do posmiania sie. Nawet "piwny tyl", wesole towarzystwo z duzym zapasem trunkow, siedzial cichutko (ale jak sie pozniej okazalo, czesc z nich przysnela - ha ha).
Jesli chodzi o czesc techniczna, to nie mam jej nic do zarzucenia. Siedzialem w rzedzie F i miejscami obraz rzeczywiscie "latal" jak kot z pecherzem, ale idealnie wpasowalo sie to w zamysl zdjec kreconych na goraco przez osobe, ktora ma male pojecie o filmowaniu. Poza tym, jesli tworcy filmu naprawde postarali sie o to, bysmy zobaczyli wszystko w kluczowych momentach. Jest to ciekawy zabieg, zobaczycie wszyscy o co chodzi,gdy bedziecie ogladali film. Efekty specjalne sa na najwyzszym poziomie, chociaz znana z trailerow scena z glowa Statuy Wolnosci wciaz wyglada dziwnie nieprzekonujaco. Jednak to kropla goryczy w morzu slodyczy, ze zarymuje.
A potwor? Jest brzydki, okropny i calkowicie nieefekciarski. Nie wywoluje pelnego nastoletniego zachwytu "wow", tylko zmurza do nerwowego przelykania sliny. Obrzydlistwo.
Nie ma co truc, polecam wam wszystkim "Projekt: Monster". Mam taka zasade, ktorej nauczylem sie od pewnego rezysera na zajeciach z Teorii Filmu - odbieraj kazdy film zgodnie z jego zamierzeniem. "Projekt: Monster" byl pomyslany jako przerazajaca wizja totalnej zaglady wywolanej przez tajemnicze monstrum. Tworcom filmu udalo sie wykonac plan w stu procentach.
26-01-2008, 14:27





