Devilman Crybaby - najlepiej obejrzeć to w ten sposób co ja - nie wiedząc co to, o czym to i do czego to dąży. Jest na Netflixie i składa się się z dziesięciu 20-30 minutowych odcinków. Niżej niespoilerowo, ale jednak spoilerowo.
Na początku zdaje się to być typowym, chociaż całkiem wkręcającym shounenem o napierdalance demonów, którego cały gimmick sprowadza się do ultraprzemocy, seksu i charakterystycznej, wzorowanej na mandze z lat 70 stronie wizualnej. Jednak stopniowo zaczyna się to okazywać celowym zabiegiem, mającym na celu uśpienie widza. Im bliżej końca, anime coraz bardziej zbacza na depresyjne rejony (porównywalnych do dołujących motywów z "Attack on Titan" czy "Fullmetal Alchemist"), puszcza jakiekolwiek hamulce i dokonuje eskalacji totalnej.
Specyficzne w chuj, ma to typowe dla gatunku uproszczenia, głupotki i łopatologię, ale jak ma się sympatię do japońszczyzny to warto dać szansę.
Na początku zdaje się to być typowym, chociaż całkiem wkręcającym shounenem o napierdalance demonów, którego cały gimmick sprowadza się do ultraprzemocy, seksu i charakterystycznej, wzorowanej na mandze z lat 70 stronie wizualnej. Jednak stopniowo zaczyna się to okazywać celowym zabiegiem, mającym na celu uśpienie widza. Im bliżej końca, anime coraz bardziej zbacza na depresyjne rejony (porównywalnych do dołujących motywów z "Attack on Titan" czy "Fullmetal Alchemist"), puszcza jakiekolwiek hamulce i dokonuje eskalacji totalnej.
Specyficzne w chuj, ma to typowe dla gatunku uproszczenia, głupotki i łopatologię, ale jak ma się sympatię do japońszczyzny to warto dać szansę.
16-03-2018, 12:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-03-2018, 12:43 przez Grievous.)





