O przedostatnim odcinku moja opinia.
Bardzo czekałem na "Nothing Lasts Forever", ale też obawiałem się tego odcinka z tych samych powodów z których byłem ciekaw co dostanę. Kolejny epizod w którym debiutuje nowa scenarzystka czyli Karen Nielsen, która była koordynatorką scenariuszy w 10 i 11 serii oraz w serialu "Intruders" Glena Morgana (tak na marginesie dobra rzecz).
A tak co do Glena Morgana to jestem prawie pewien że za przerażającą, campową i dziwną sekwencją z piosenką odpowiada on, bo lubi dawać różne klasyczne kawałki do scen wywołujących dyskomfort. Co prawda nie odpowiada za scenariusz Glen Morgan, ale przyznała scenarzystka, że razem z Jamesem Wongiem miał wpływ na kilka rozwiązań w odcinku jak np. sprawa wiary w Boga kiedy się u Scully zaczęła. Ewentualnie był to pomysł reżysera czyli Wonga.
Wracając do oczekiwań i obaw to z tego samego powodu jak w przypadku każdego nowego scenarzysty obawiałem się, bo nie wiadomo jaki epizod wyjdzie - dobry czy słaby. Innym powodem było to, że Wong zapowiadał że to będzie epizod w stylu American Horror Story. Więc mieszanka horrorów klasy B, obrzydliwości, pojechanych klimatów i campu co może wyjść dobrze albo źle. Wiadomo było, że to będzie jeden z mocniejszych odcinków, bardziej krwawych. Oczywiście nie pierwszy i nie ostatni tego typu epizod w XF, ale z tymi mocnymi odcinkami jak to z każdymi w XF różnie bywa.
Jedne są dobre jak np. "Home", czy jakikolwiek standalone 8 serii jak np. "Roadrunners", "Via negativa", a inne są tak przesadnie brutalnie, że zamieniają się epizody w krwawą parodię dobrych mocnych odcinków jak np. nudny "Sanguinarium" z 4 serii, który jest dla mnie przeciwieństwem "Home", bo przez przesadzoną krwawość i obrzydliwość nie działa jako horror. Zresztą campowy klimat z jakiego znany jest AHS to nic nowego w XF jak właśnie w wymienionym przeze mnie "Sanguinarium", który ma podobną fabułę co "Nic nie trwa wiecznie". Oba odcinki można podciągnąć pod kategorię medycznych thrillerów. Zresztą wątek podobny był też w kinówce i to był najsłabszy wątek, o wiele lepiej w filmie wyszło pokazanie relacji bohaterów - identyczna sytuacja jak w 11x09.
NLF działa jako horror, bo trzyma w napięciu, ale problemem odcinka jest, że pomimo wielu świetnych, klimatycznych scen z sektą, Barbarą i Dr Duverisem to ten wątek całkowicie po mnie spłynął. Zupełnie nie zależało mi w tym wątku na nikim, w tym na archiwowej Buffy czyli Juliet, która szuka siostry.
Ale z pewnością plusem odcinka jest Fiona Vroom wcielająca się w nietypowy zły charakter czyli Barbarę i odwala dobrą robotę, podobnie aktor w roli doktora Duverisa. Wong zna się na horrorze i wiele scen jest odpowiednio klimatycznych. Tak samo wiele dobrego dla odcinka robią zdjęcia, oświetlenie i świetna muzyka Snowa, który stworzył soundtrack różnorodny. Muzyka idealnie dopasowana do scen campowych, komediowych, poważnych czy porytych, tylko że mimo dobrej roboty całej ekipy mnie w ogóle nie ruszało co się dzieje.
Więc jeśli chodzi o śledztwo jakie prowadzą M i S to zmarnowany potencjał. Pomysł z wieczną młodością i sektą to może nic nowego, bo wcześniej były podobne motywy jak choćby w "Our Town", ale świetnie przerobili ten motyw znany z poprzednich serii, tylko zupełnie nie wykorzystano potencjału. Wydaje mi się że problemem odcinka jest to co zarówno jest jego największym plusem czyli relacje agentów. Odniosłem wrażenie że scenarzystkę w ogóle nie interesuje śledztwo, nawet nie widzimy jak prowadzą agenci sprawę, bo bardziej interesują twórców odcinka dialogi między nimi, żarty, oraz rozwój bohaterów. Inna sprawa, że sami M i S nie wydają się specjalnie zainteresowani śledztwem co prowadzą. Więc jeśli bohaterom nie zależy na sprawie to czemu mnie ma zależeć? Krytykuję, ale nie jest źle, jest po prostu średnio co zasługą jest kilku świetnie zrealizowanych scen przez całą ekipę, którą wcześniej już pochwaliłem.
I właśnie co do scen z M i S to są sceny z Mulderem i Scully, które biją wszystkie dotychczasowe z 11 serii, czyli sceny w This, czy sekwencja łóżkowa w Plus One, czy początkowa i ostatnia scena w restauracji w 11x07, scena kończąca odcinek Darina Morgana. A to jest tak duży plus odcinka, że już za samo to podwyższam ocenę o pół punktu. Chodzi mi o wszystkie dialogi między agentami (o chemii między aktorami nie muszę wspominać), które są więcej jak doskonałe. Mam na myśli wszystkie żarty, których jest tak dużo że wymienię tylko jeden, czyli tekst o tym jak starzeją się agenci. A moment gdy komentuje Fox nową fryzurę Scully, którą ma od siódmego odcinka oraz jej reakcja to chyba zapisze się w historii XF na zawsze.
Ale przede wszystkim mam na myśli rozmowy w kościele, gdy Scully opowiada od kiedy uwierzyła w Boga (przy okazji okazało się że jednak 10 sezon nie jest wykasowany, bo Dana ma breloczek należący do jej mamy) oraz finałowa długa rozmowa zaczynająca się od żartów, a po chwili przemienia się w rozmowę, która definiuje związek/relacje agentów, jaki był i jaki jest, ich przeszłość (potwierdziła się moja teoria, którą miałem od premiery 10 serii, że to Scully zostawiła Muldera), oraz ich przyszłość. Fani są zachwyceni tymi scenami i wcale się nie dziwię. Ale też spora grupa wściekła i tutaj obwiniam odpowiedzialnych za zapowiedzi tego odcinka, bo sugerowano, że pewna scena się zakończy pocałunkiem, a zakończyła się inaczej. Naprawdę ktoś w to uwierzył?
Inna sprawa że mnie akurat na kissach nie zależy, w obecnych relacjach M i S to nie jest najważniejsze, ale jak zawsze narzekam na fandom to w tym przypadku nie dziwię się co niektórym głosom, bo reklamami nakręcali fanów specjalnie. Z tych osobistych rozmów można tyle wyczytać co do przeszłości bohaterów, czemu się rozstali, oraz obecnie czemu wyglądają tak jak wyglądają ich relacje, oraz co do przyszłości Muldera i Scully, że nie jestem zaskoczony zmianą w kolejności odcinków Familiar i NLF. Przed finałem to ma sens.
No i przyznam, że jestem ogromnym fanem tego, że nie wiemy, a z tego co mówiła w wywiadach scenarzystka nigdy się nie dowiemy, co szepnęła na koniec Scully Mulderowi. Pozostawiła scenarzystka bohaterom trochę prywatności i ja to kupuję. Dla mnie to jest genialne zagranie podobne do tego z odcinka "How the Ghosts Stole Christmas" gdy agenci podarowali sobie prezenty i fandom nie dowiedział się co takiego. A teraz każdy fan ma swoją wersję prezentów, które wyglądały dość intrygująco. W tym przypadku będzie pewnie podobnie, każdy będzie miał swoją wersję tego co Scully powiedziała (tak jak już Gillian Anderson ma swoją wersję, że Dana mówi Mulderowi, że zapłodnił Scully blobfish znany z odcinka siódmego:-D) Muszę pochwalić Duchovny'ego i Anderson, bo zagrali kapitalnie wspólne sceny, ale to jest normalka.
Sceny w kościele, zwłaszcza finałowa, potrzebne były, bo były pytania, na które należało odpowiedzieć. I według mnie w końcu otrzymaliśmy odpowiedzi oczywiście takie jak w Archiwum X, czyli fani sobie poukładają teraz sami relacje agentów jak wyglądały, choćby po I Want to Believe a przed 10 serią, i jak obecnie wyglądają. Jestem za to wdzięczny i nie miałbym nic przeciwko temu gdyby ostatnia scena z 11x09 to była ostatnia scena 11 serii.
Podobały mi się w odcinku też takie drobne szczegóły jak np. głos Tada O'Malley'go znanego z 10 serii na początku odcinka, naszyjnik mamy Scully, czy przejścia ze scen jak np. Scully w kościele zanurza ręce w święconej wodzie, a za chwili widzimy wodę spływającą do zlewu, albo ręce księdza, a za chwilę ręce zakrwawione, itd.
Epizod ten jest ciekawy na poziomie poza serialowym i meta. Tytuł oczywiście odnosi się do wątku Barbary, ale też można odnieść go do losu wielu aktorek, których kariera załamuje się gdy kończą 30 lat. Mam na myśli też to, że żyjemy w czasach rebootów, gdy wraca prawie wszystko, co trochę powstają sequele, prequele, więc "Nic nie trwa wiecznie" to idealny tytuł do najprawdopodobniej ostatniego sezonu XF, przynajmniej w takiej formie w jakiej serial jest znany. Ewentualnie ekipa chciała by żeby to był ostatni sezon takie też odniosłem wrażenie w czasie odcinka (chociaż FOX jak można było się spodziewać reklamuje finał jako koniec sezonu a nie serialu), tak rozumiem tytuł i ostatnią rozmowę, która dla mnie też na poziomie meta podsumowuje i definiuje całe relacje agentów. Bo scenę jak Mulder milczy po pytaniu Scully czy są razem to można odnieść do fanów, którzy cały sezon zastanawiali się jak to z nimi jest.
Podsumowując to paradoksalnie przez sceny z M i S mam problem z oceną odcinka. 11x09 to odcinek ze zmarnowanym potencjałem, a z drugiej strony fenomenalne sceny z M i S bijące wszystkie świetne dotychczasowe z 11 serii. Razem ze średnim "Kitten" to najsłabszy odcinek (nie licząc tragicznej premiery sezonu), ale też kolejny obok dobrych "This", "Plus One", "Familiar" i bardzo dobrych "Lost Art of Forehead Sweat", "Ghouli", "Followers" do którego chętnie powrócę. Bo to bardzo silny epizod w kwestii rozwoju relacji Muldera i Scully. Za same sceny z M i S oraz ich dialogi dałbym 10/10, ale reszta nie jest już tak ciekawa i dlatego postawię za całość tylko/aż 5/10. Ciekawe że recenzje dziennikarzy i krytyków w większości są pozytywne co do odcinka. Spodziewałem się większej krytyki, zwłaszcza że zaskakująco często zgadzałem się co do poprzednich odcinków z opiniami dziennikarzy.
Na końcu odcinka lektor na polskim FOX przeczytał Bóg a nie pies w rozmowie Muldera i Scully. Widocznie tłumacz źle przeczytał tekst oryginalny albo źle usłyszał, a nie wiem jak tłumaczą czy ze słuchu czy z tekstu, ale DOG zamieniło się w GOD wg polskiego tłumaczenia:-)
A tak co do Glena Morgana to jestem prawie pewien że za przerażającą, campową i dziwną sekwencją z piosenką odpowiada on, bo lubi dawać różne klasyczne kawałki do scen wywołujących dyskomfort. Co prawda nie odpowiada za scenariusz Glen Morgan, ale przyznała scenarzystka, że razem z Jamesem Wongiem miał wpływ na kilka rozwiązań w odcinku jak np. sprawa wiary w Boga kiedy się u Scully zaczęła. Ewentualnie był to pomysł reżysera czyli Wonga.
Wracając do oczekiwań i obaw to z tego samego powodu jak w przypadku każdego nowego scenarzysty obawiałem się, bo nie wiadomo jaki epizod wyjdzie - dobry czy słaby. Innym powodem było to, że Wong zapowiadał że to będzie epizod w stylu American Horror Story. Więc mieszanka horrorów klasy B, obrzydliwości, pojechanych klimatów i campu co może wyjść dobrze albo źle. Wiadomo było, że to będzie jeden z mocniejszych odcinków, bardziej krwawych. Oczywiście nie pierwszy i nie ostatni tego typu epizod w XF, ale z tymi mocnymi odcinkami jak to z każdymi w XF różnie bywa.
Jedne są dobre jak np. "Home", czy jakikolwiek standalone 8 serii jak np. "Roadrunners", "Via negativa", a inne są tak przesadnie brutalnie, że zamieniają się epizody w krwawą parodię dobrych mocnych odcinków jak np. nudny "Sanguinarium" z 4 serii, który jest dla mnie przeciwieństwem "Home", bo przez przesadzoną krwawość i obrzydliwość nie działa jako horror. Zresztą campowy klimat z jakiego znany jest AHS to nic nowego w XF jak właśnie w wymienionym przeze mnie "Sanguinarium", który ma podobną fabułę co "Nic nie trwa wiecznie". Oba odcinki można podciągnąć pod kategorię medycznych thrillerów. Zresztą wątek podobny był też w kinówce i to był najsłabszy wątek, o wiele lepiej w filmie wyszło pokazanie relacji bohaterów - identyczna sytuacja jak w 11x09.
NLF działa jako horror, bo trzyma w napięciu, ale problemem odcinka jest, że pomimo wielu świetnych, klimatycznych scen z sektą, Barbarą i Dr Duverisem to ten wątek całkowicie po mnie spłynął. Zupełnie nie zależało mi w tym wątku na nikim, w tym na archiwowej Buffy czyli Juliet, która szuka siostry.
Ale z pewnością plusem odcinka jest Fiona Vroom wcielająca się w nietypowy zły charakter czyli Barbarę i odwala dobrą robotę, podobnie aktor w roli doktora Duverisa. Wong zna się na horrorze i wiele scen jest odpowiednio klimatycznych. Tak samo wiele dobrego dla odcinka robią zdjęcia, oświetlenie i świetna muzyka Snowa, który stworzył soundtrack różnorodny. Muzyka idealnie dopasowana do scen campowych, komediowych, poważnych czy porytych, tylko że mimo dobrej roboty całej ekipy mnie w ogóle nie ruszało co się dzieje.
Więc jeśli chodzi o śledztwo jakie prowadzą M i S to zmarnowany potencjał. Pomysł z wieczną młodością i sektą to może nic nowego, bo wcześniej były podobne motywy jak choćby w "Our Town", ale świetnie przerobili ten motyw znany z poprzednich serii, tylko zupełnie nie wykorzystano potencjału. Wydaje mi się że problemem odcinka jest to co zarówno jest jego największym plusem czyli relacje agentów. Odniosłem wrażenie że scenarzystkę w ogóle nie interesuje śledztwo, nawet nie widzimy jak prowadzą agenci sprawę, bo bardziej interesują twórców odcinka dialogi między nimi, żarty, oraz rozwój bohaterów. Inna sprawa, że sami M i S nie wydają się specjalnie zainteresowani śledztwem co prowadzą. Więc jeśli bohaterom nie zależy na sprawie to czemu mnie ma zależeć? Krytykuję, ale nie jest źle, jest po prostu średnio co zasługą jest kilku świetnie zrealizowanych scen przez całą ekipę, którą wcześniej już pochwaliłem.
I właśnie co do scen z M i S to są sceny z Mulderem i Scully, które biją wszystkie dotychczasowe z 11 serii, czyli sceny w This, czy sekwencja łóżkowa w Plus One, czy początkowa i ostatnia scena w restauracji w 11x07, scena kończąca odcinek Darina Morgana. A to jest tak duży plus odcinka, że już za samo to podwyższam ocenę o pół punktu. Chodzi mi o wszystkie dialogi między agentami (o chemii między aktorami nie muszę wspominać), które są więcej jak doskonałe. Mam na myśli wszystkie żarty, których jest tak dużo że wymienię tylko jeden, czyli tekst o tym jak starzeją się agenci. A moment gdy komentuje Fox nową fryzurę Scully, którą ma od siódmego odcinka oraz jej reakcja to chyba zapisze się w historii XF na zawsze.
Ale przede wszystkim mam na myśli rozmowy w kościele, gdy Scully opowiada od kiedy uwierzyła w Boga (przy okazji okazało się że jednak 10 sezon nie jest wykasowany, bo Dana ma breloczek należący do jej mamy) oraz finałowa długa rozmowa zaczynająca się od żartów, a po chwili przemienia się w rozmowę, która definiuje związek/relacje agentów, jaki był i jaki jest, ich przeszłość (potwierdziła się moja teoria, którą miałem od premiery 10 serii, że to Scully zostawiła Muldera), oraz ich przyszłość. Fani są zachwyceni tymi scenami i wcale się nie dziwię. Ale też spora grupa wściekła i tutaj obwiniam odpowiedzialnych za zapowiedzi tego odcinka, bo sugerowano, że pewna scena się zakończy pocałunkiem, a zakończyła się inaczej. Naprawdę ktoś w to uwierzył?
Inna sprawa że mnie akurat na kissach nie zależy, w obecnych relacjach M i S to nie jest najważniejsze, ale jak zawsze narzekam na fandom to w tym przypadku nie dziwię się co niektórym głosom, bo reklamami nakręcali fanów specjalnie. Z tych osobistych rozmów można tyle wyczytać co do przeszłości bohaterów, czemu się rozstali, oraz obecnie czemu wyglądają tak jak wyglądają ich relacje, oraz co do przyszłości Muldera i Scully, że nie jestem zaskoczony zmianą w kolejności odcinków Familiar i NLF. Przed finałem to ma sens.
No i przyznam, że jestem ogromnym fanem tego, że nie wiemy, a z tego co mówiła w wywiadach scenarzystka nigdy się nie dowiemy, co szepnęła na koniec Scully Mulderowi. Pozostawiła scenarzystka bohaterom trochę prywatności i ja to kupuję. Dla mnie to jest genialne zagranie podobne do tego z odcinka "How the Ghosts Stole Christmas" gdy agenci podarowali sobie prezenty i fandom nie dowiedział się co takiego. A teraz każdy fan ma swoją wersję prezentów, które wyglądały dość intrygująco. W tym przypadku będzie pewnie podobnie, każdy będzie miał swoją wersję tego co Scully powiedziała (tak jak już Gillian Anderson ma swoją wersję, że Dana mówi Mulderowi, że zapłodnił Scully blobfish znany z odcinka siódmego:-D) Muszę pochwalić Duchovny'ego i Anderson, bo zagrali kapitalnie wspólne sceny, ale to jest normalka.
Sceny w kościele, zwłaszcza finałowa, potrzebne były, bo były pytania, na które należało odpowiedzieć. I według mnie w końcu otrzymaliśmy odpowiedzi oczywiście takie jak w Archiwum X, czyli fani sobie poukładają teraz sami relacje agentów jak wyglądały, choćby po I Want to Believe a przed 10 serią, i jak obecnie wyglądają. Jestem za to wdzięczny i nie miałbym nic przeciwko temu gdyby ostatnia scena z 11x09 to była ostatnia scena 11 serii.
Podobały mi się w odcinku też takie drobne szczegóły jak np. głos Tada O'Malley'go znanego z 10 serii na początku odcinka, naszyjnik mamy Scully, czy przejścia ze scen jak np. Scully w kościele zanurza ręce w święconej wodzie, a za chwili widzimy wodę spływającą do zlewu, albo ręce księdza, a za chwilę ręce zakrwawione, itd.
Epizod ten jest ciekawy na poziomie poza serialowym i meta. Tytuł oczywiście odnosi się do wątku Barbary, ale też można odnieść go do losu wielu aktorek, których kariera załamuje się gdy kończą 30 lat. Mam na myśli też to, że żyjemy w czasach rebootów, gdy wraca prawie wszystko, co trochę powstają sequele, prequele, więc "Nic nie trwa wiecznie" to idealny tytuł do najprawdopodobniej ostatniego sezonu XF, przynajmniej w takiej formie w jakiej serial jest znany. Ewentualnie ekipa chciała by żeby to był ostatni sezon takie też odniosłem wrażenie w czasie odcinka (chociaż FOX jak można było się spodziewać reklamuje finał jako koniec sezonu a nie serialu), tak rozumiem tytuł i ostatnią rozmowę, która dla mnie też na poziomie meta podsumowuje i definiuje całe relacje agentów. Bo scenę jak Mulder milczy po pytaniu Scully czy są razem to można odnieść do fanów, którzy cały sezon zastanawiali się jak to z nimi jest.
Podsumowując to paradoksalnie przez sceny z M i S mam problem z oceną odcinka. 11x09 to odcinek ze zmarnowanym potencjałem, a z drugiej strony fenomenalne sceny z M i S bijące wszystkie świetne dotychczasowe z 11 serii. Razem ze średnim "Kitten" to najsłabszy odcinek (nie licząc tragicznej premiery sezonu), ale też kolejny obok dobrych "This", "Plus One", "Familiar" i bardzo dobrych "Lost Art of Forehead Sweat", "Ghouli", "Followers" do którego chętnie powrócę. Bo to bardzo silny epizod w kwestii rozwoju relacji Muldera i Scully. Za same sceny z M i S oraz ich dialogi dałbym 10/10, ale reszta nie jest już tak ciekawa i dlatego postawię za całość tylko/aż 5/10. Ciekawe że recenzje dziennikarzy i krytyków w większości są pozytywne co do odcinka. Spodziewałem się większej krytyki, zwłaszcza że zaskakująco często zgadzałem się co do poprzednich odcinków z opiniami dziennikarzy.
Na końcu odcinka lektor na polskim FOX przeczytał Bóg a nie pies w rozmowie Muldera i Scully. Widocznie tłumacz źle przeczytał tekst oryginalny albo źle usłyszał, a nie wiem jak tłumaczą czy ze słuchu czy z tekstu, ale DOG zamieniło się w GOD wg polskiego tłumaczenia:-)
16-03-2018, 14:51 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-03-2018, 14:52 przez michax.)
Spoiler




