(23-03-2018, 01:19)hejka. Do tej pory tylko czytałam, a dzisiaj jednak zabiorę głosmichax napisał(a):
Cytat:Cytat:Ale najgorsza jest reakcja Scully, która dla mnie jest totalnie niezrozumiała i w tym przypadku obwiniam szybkie tempo odcinka. Po tym jak dowiaduje się, że CSM miał udział w tym eksperymencie to dziwnie zareagowała w samochodzie, jakby to ją nie ruszyło, ale później gdy spotyka Williama podającego się za jej faceta widać, że jej zależy na chłopaku mimo faktów co poznała. A za chwilę gdy myśli, że zginął reaguje na zimno i nawet szokiem tego nie potrafię wyjaśnić. Bo nawet jak to nie jest syn Muldera to jakieś matczyne uczucia powinny się pojawić, które pojawiły się scenę wcześniej, a za chwilę zachowuje się tak jakby nie przeżyła tego wszystkiego co przeżyła z dzieckiem i po adopcji, jakby ostatnie lata się nie wydarzyły. W ciągu kilku minut jej się odmieniło?
Nie rozumiem też czemu nie pojechała z Mulderem Dana szukać syna, nawet jak okazało się że w ciąży jest. Choć na szczęście rola Anderson nie jest ograniczona do minimum, rozmawia z Foxem przez telefon wciąż, i spotykają się pod koniec odcinka. Jak dobrze był prowadzony ten wątek przez sezon to na koniec wygląda, że Williama dosłownie wyrzucił Carter na śmietnik, i tak samo go bohaterowie potraktowali, bo wystarczy że w ciąży jest Dana to już jej na synu nie zależy, i mówi że nie była jego matką mimo faktu urodzenia, itd. Ja tego nie kupuję, bo to zupełnie do tej postaci nie pasuje i tego co przeszła przez tyle lat. Chociaż nie mówi tego z uśmiechem na ustach, niby przejęta jest wydarzeniami, ale ten okropny tekst, który do Scully nie pasuje za nic.
Jeśli chodzi o wypowiedź Scully - że nie była matką - ja to odbieram tak - że wystawia sobie świadectwo, laurkę. W którym po prostu mówi, że dała dupy. Ona cały czas się o Williama martwi i zadręcza oddaniem, za chwilę - rozmawia z nim (w postaci Foxa) i dowiaduje się - że syn wie - że ona go kocha. Jednak z drugiej strony - nie słyszy - że syn choćby ją lubi, o głębszych uczuciach może zapomnieć. I jeszcze domaga się - by sobie go odpuścili.
Kolejna scena i zwrot akcji - William został zastrzelony. Co Dana by nie zrobiła - czasu nie cofnie, relacji nie naprawi. William nigdy nie bedzie traktował jej jako matki - bo myśli, że odszedł. I w tym kontekście - uczuć Williama do niej - mówi, że owszem urodziła go - ale jego matką nigdy nie była. Ma do siebie jeszcze większy żal i pretensje niż we wszystkich wcześniejszych odcinkach. Dlatego pada to zdanie, w którym sama sobie daje takiego czadu, że aż żal serce ściska. I co Carter nie chciał zamieszać ze Scully - ja to tak zinterpretowałam - i tego się trzymam. Że jednak wyszło na interpretację Anderson - która sama jest matką i nawet jeśli improwizowała - to świetnie jej to wyszło. I bezbłędnie oddała tragizm całej sytuacji, łącznie z tym że czas na relacje matka - syn bezpowrotnie minął i juz niczego nie zmieni. I to że nie ona skreśla swoje uczucia matczyne, a to że zostały skreślone możliwe do wyrobienia w przyszłości uczucia dziecka do rodzica.
27-03-2018, 21:32 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-03-2018, 00:29 przez emilatata.)
Spoiler




