Dobra, nic nowego chyba nie wniosę do dyskusji, w której i tak widzę oba obozy dosyć kurczowo trzymają się swoich racji, ale...
Obie części Sherlocka obejrzałem z przyjemnością chociaż hypu nie rozumiałem do końca, ale też Ritchiego nie lubię za bardzo.
Za to wrażenie, jakie zrobił Avatar pamiętam do dziś, chociaż oczywiście historia nie była ani specjalnie oryginalna a postaci nie pamiętam dziś właściwie w ogóle. Jasne, w dużej mierze była to zasługa nowej technologii. Z drugiej strony jeśli nawet krytycy przyznają, że do dziś raczej nikt tak dobrze 3D nie wykorzystał to trzeba Cameronowi oddać co jego. Jeśli gość, który robi filmy i na nich zarabia nie od dziś planuje kolejne cztery części to o ile nie są to pierwsze objawy demencji to raczej wie co robi.
Nie spodziewam się aż takiego wow jak przy jedynce, ale coś czuję, że zwiastuny zrobią na tyle dobre wrażenie, że w połączeniu z dobrymi wspomnieniami nawet niedzielnych widzów (jedynka to przecież było wydarzenie, nie? nawet jeśli nie czysto filmowe, to przynajmniej technologiczne) hype może być spory. Wiele się zmieniło przez te lata, widzowie są bardziej wymagający, internet bezlitosny a 3D raczej w odwrocie. Ale z drugiej strony, jakie filmy w ostatnich latach były takimi widowiskami jak Avatar? Ekranizacje komiksów chyba nie przyciągają samymi błyskotkami.
No i przede wszystkim Cameron startuje z pułapu prawie 3 miliardów. Nie znam się na BO, ale chyba nie można nie doceniać bazy widzów jaką to daje. Oczywiście nie są to fani, którzy pójdą do kina, bo są przywiązani do postaci czy świata. Ale częściowo na pewno znowu będą chcieli powtórki z doświadczenia, jakim była jedynka.
Co ma Ritchie? Startuje z pułapu pięciokrotnie (!) mniejszego BO dla każdego z filmów. Ostatnie dwa jego filmy były flopami. RDJ jest pewnie trochę (dużo?) bardziej popularny niż był te 8-9 lat temu. Może trochę nakręci popularność serialu, ale bez przesady.
Obie części Sherlocka obejrzałem z przyjemnością chociaż hypu nie rozumiałem do końca, ale też Ritchiego nie lubię za bardzo.
Za to wrażenie, jakie zrobił Avatar pamiętam do dziś, chociaż oczywiście historia nie była ani specjalnie oryginalna a postaci nie pamiętam dziś właściwie w ogóle. Jasne, w dużej mierze była to zasługa nowej technologii. Z drugiej strony jeśli nawet krytycy przyznają, że do dziś raczej nikt tak dobrze 3D nie wykorzystał to trzeba Cameronowi oddać co jego. Jeśli gość, który robi filmy i na nich zarabia nie od dziś planuje kolejne cztery części to o ile nie są to pierwsze objawy demencji to raczej wie co robi.
Nie spodziewam się aż takiego wow jak przy jedynce, ale coś czuję, że zwiastuny zrobią na tyle dobre wrażenie, że w połączeniu z dobrymi wspomnieniami nawet niedzielnych widzów (jedynka to przecież było wydarzenie, nie? nawet jeśli nie czysto filmowe, to przynajmniej technologiczne) hype może być spory. Wiele się zmieniło przez te lata, widzowie są bardziej wymagający, internet bezlitosny a 3D raczej w odwrocie. Ale z drugiej strony, jakie filmy w ostatnich latach były takimi widowiskami jak Avatar? Ekranizacje komiksów chyba nie przyciągają samymi błyskotkami.
No i przede wszystkim Cameron startuje z pułapu prawie 3 miliardów. Nie znam się na BO, ale chyba nie można nie doceniać bazy widzów jaką to daje. Oczywiście nie są to fani, którzy pójdą do kina, bo są przywiązani do postaci czy świata. Ale częściowo na pewno znowu będą chcieli powtórki z doświadczenia, jakim była jedynka.
Co ma Ritchie? Startuje z pułapu pięciokrotnie (!) mniejszego BO dla każdego z filmów. Ostatnie dwa jego filmy były flopami. RDJ jest pewnie trochę (dużo?) bardziej popularny niż był te 8-9 lat temu. Może trochę nakręci popularność serialu, ale bez przesady.
08-05-2018, 16:42 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-05-2018, 16:59 przez PropJoe.)





