W związku zakupem darkhorse'owego "Predatora" od Scream Comics zapuściłem sobie filmowy materiał źródłowy. Co mogę powiedzieć?
"Predatora" widziałem już kilka razy w życiu i wciąż jest w pytkę. Pamiętne postacie (moi ulubieńcy - Billy i Blain), zarypisty motyw przewodni (you have this Aliens :)?), świetne aktorstwo, super akcję, kręcenie w plenerach, tytułowego potwora.
A film przede wszystkim cenię za to, że stał się klasykiem kina mimo, że fabuła to scenariusz jakiejś kiczowatej kreskówki w stylu "G.I. Joe" lecącej w latach 80. A jeszcze końcówka z aktorami przypomina czołówkę jakiegoś serialu z lat 80., gdzie wszyscy stoją do kamery i uśmiechają, gdy pojawia się ich nazwisko :).
Wracając do podobieństw do kreskówki, to ekipa Dutcha to na maksa jakieś charakterystyczne tokeny zaprojektowane na sprzedaż zabawek. Każdy ma jakąś charakterystyczną cechę, zapada w pamięć i o każdym można coś powiedzieć. Jedynie Poncho jest jakiś nijaki i na dobrą sprawę to on powinien kipnąć po Hawkinsie.
Aktorzy wypadli tutaj znakomicie i ich reakcje są niezywkle wiarygodne i naturalne. Ujęła mnie scena, kiedy Mac żegna się z Blainem. W ogóle ich cała relacja wypadła wiarygodnie. Schwarzenegger momentami ma ten swój toporny akcent, ale również aktorsko wypadł nieźle, a nawet całkiem bardzo dobrze. szczególnie, gdy musi grać mimiką. Zwłaszcza w trzecim akcie, gdzie w pojedynkę na Predatora zastawia dżunglowego Kevina samego w domu.
Ta część zawsze była moją ulubioną. I film ma to co, o czym ostatnio pisał Bucho w temacie od "Jurrasic World 2". Wiadomo, że Dutch i tak wygra, ale wraz z rozwojem filmu jest coraz bardziej wydygany, by w finałowym pojedynku z Predem być autentycznie zesranym, dyszącym i uciekającym gdzie pieprz rośnie, zdając sprawę, że Predator nawet bez sprzętu to dla niego za duży przeciwnik.
Przy okazji teraz sobie tłumaczę, że Pred zrzucił maskę i tego shootera, nie z powodu szacunku do Dutcha, tylko z wkurwu, że jakieś głupie zwierzę leci z nim kulki (i wydaje mu się, że bez broni to jest dupa). Więc postanowił udowodnić jak zwierzę się myli (wstawcie tu wrzaski Bennetta z finału "Commando"). Więc jestem pewien, że po tym wpierdolu nasz kosmita zamierzał zadać Dutchowi powolną śmierć i oskórowanie na żywca :).
Przy okazji - świetne wykonanie ryja ugly motherfuckera. Człowiek jest w stanie uwierzyć, że to żywa istota z krwi i kości, a nie koleś w kostiumie. Do tej pory żaden z kolejnych kostiumów Predatora nie zbliżył się do namacalności i jakości wykonania Jungle Predatora z 1987 r.
I rzygowy motyw "nie zabiję bad guya, bo nie" w tym filmie wypada znośnie, bo Dutch zamiast mówić jakiś pacyfistyczny komunał, to zadaje ciśnące go pytanie.
Ostatni seans zwrócił mi uwagę na kilka pewnych szczegółów:
Jak eka Dutcha wyłazi z helikoptera, to Billy (kreowany na samotniego wilka) wysiada z osobnej kabinki, a nie jak reszta.
Jak (chyba) Billy zasadza kopniaka żywemu sępowi albo jak Mac dźga tego skorpiona. Skorpion jak skorpion, ale ŻYWE ptaszyszko dostaje kopa w kuper na planie zdjęciowym. W kadrze. Dzisiaj to byłby protest obrońców praw zwierząt albo petycja internetowa.
Black w swym "Predators" się mści nie tylko za to, że zginął pierwszy, ale i za to, że w czołówkowych creditsach tylko on nie został wymieniowy :) (wymienili nawet K. P. Halla i tego generała, ale Blacka nie :)).
Blain nosi koszulkę z logo MTV :D.
Zarypisty film. To teraz zobaczę czy "Predator 2" też wypada dobrze.
"Predatora" widziałem już kilka razy w życiu i wciąż jest w pytkę. Pamiętne postacie (moi ulubieńcy - Billy i Blain), zarypisty motyw przewodni (you have this Aliens :)?), świetne aktorstwo, super akcję, kręcenie w plenerach, tytułowego potwora.
A film przede wszystkim cenię za to, że stał się klasykiem kina mimo, że fabuła to scenariusz jakiejś kiczowatej kreskówki w stylu "G.I. Joe" lecącej w latach 80. A jeszcze końcówka z aktorami przypomina czołówkę jakiegoś serialu z lat 80., gdzie wszyscy stoją do kamery i uśmiechają, gdy pojawia się ich nazwisko :).
Wracając do podobieństw do kreskówki, to ekipa Dutcha to na maksa jakieś charakterystyczne tokeny zaprojektowane na sprzedaż zabawek. Każdy ma jakąś charakterystyczną cechę, zapada w pamięć i o każdym można coś powiedzieć. Jedynie Poncho jest jakiś nijaki i na dobrą sprawę to on powinien kipnąć po Hawkinsie.
Aktorzy wypadli tutaj znakomicie i ich reakcje są niezywkle wiarygodne i naturalne. Ujęła mnie scena, kiedy Mac żegna się z Blainem. W ogóle ich cała relacja wypadła wiarygodnie. Schwarzenegger momentami ma ten swój toporny akcent, ale również aktorsko wypadł nieźle, a nawet całkiem bardzo dobrze. szczególnie, gdy musi grać mimiką. Zwłaszcza w trzecim akcie, gdzie w pojedynkę na Predatora zastawia dżunglowego Kevina samego w domu.
Ta część zawsze była moją ulubioną. I film ma to co, o czym ostatnio pisał Bucho w temacie od "Jurrasic World 2". Wiadomo, że Dutch i tak wygra, ale wraz z rozwojem filmu jest coraz bardziej wydygany, by w finałowym pojedynku z Predem być autentycznie zesranym, dyszącym i uciekającym gdzie pieprz rośnie, zdając sprawę, że Predator nawet bez sprzętu to dla niego za duży przeciwnik.
Przy okazji teraz sobie tłumaczę, że Pred zrzucił maskę i tego shootera, nie z powodu szacunku do Dutcha, tylko z wkurwu, że jakieś głupie zwierzę leci z nim kulki (i wydaje mu się, że bez broni to jest dupa). Więc postanowił udowodnić jak zwierzę się myli (wstawcie tu wrzaski Bennetta z finału "Commando"). Więc jestem pewien, że po tym wpierdolu nasz kosmita zamierzał zadać Dutchowi powolną śmierć i oskórowanie na żywca :).
Przy okazji - świetne wykonanie ryja ugly motherfuckera. Człowiek jest w stanie uwierzyć, że to żywa istota z krwi i kości, a nie koleś w kostiumie. Do tej pory żaden z kolejnych kostiumów Predatora nie zbliżył się do namacalności i jakości wykonania Jungle Predatora z 1987 r.
I rzygowy motyw "nie zabiję bad guya, bo nie" w tym filmie wypada znośnie, bo Dutch zamiast mówić jakiś pacyfistyczny komunał, to zadaje ciśnące go pytanie.
Ostatni seans zwrócił mi uwagę na kilka pewnych szczegółów:
Jak eka Dutcha wyłazi z helikoptera, to Billy (kreowany na samotniego wilka) wysiada z osobnej kabinki, a nie jak reszta.
Jak (chyba) Billy zasadza kopniaka żywemu sępowi albo jak Mac dźga tego skorpiona. Skorpion jak skorpion, ale ŻYWE ptaszyszko dostaje kopa w kuper na planie zdjęciowym. W kadrze. Dzisiaj to byłby protest obrońców praw zwierząt albo petycja internetowa.
Black w swym "Predators" się mści nie tylko za to, że zginął pierwszy, ale i za to, że w czołówkowych creditsach tylko on nie został wymieniowy :) (wymienili nawet K. P. Halla i tego generała, ale Blacka nie :)).
Blain nosi koszulkę z logo MTV :D.
Zarypisty film. To teraz zobaczę czy "Predator 2" też wypada dobrze.
19-05-2018, 10:29





