Ja jeszcze o Smarzowskim, jeśli można.
Kurde, niby filmy Smarzowskiego lubię a Vegi nie zdołałem żadnego nawet obejrzeć do końca i nie wiem czy w ogóle nazywać filmami, ale sporo racji ma Crov i to porównanie o dziwo (albo właśnie nie o dziwo w ogóle) mnie nie oburza ani trochę. Jasne, że warsztat Smarzowski ma bez porównania lepszy. Jasne, że Smarzowski opowiada jednak jakieś historie.
Ale trudno polemizować z tezą, że szczególnie Drogówka to - w dużej mierze dużo lepiej zrobiony i zagrany no i jednak trochę mądrzejszy - Vega. No i nie wiem czy widownia Drogówki to nie jest w dużo większym stopniu niż by się mogło wydawać widownia Vegi. A przynajmniej mnie trochę uwiera fakt, że ten film wydaje się z premedytacją targetowany w ten sposób. Chyba w dużo większym stopniu niż jego fani i sam Smarzowski pewnie przyzna. Nie jest to niby problem sam w sobie, ale kłóci się to trochę z wizerunkiem Smarzowskiego.
Lubię jego filmy, pewnie daję im średnio coś około 7, to na pewno inteligentny gość, szacun, że chce i potrafi zrobić taki film jak Wołyń czy Róża. Ale wizerunek ma trochę takiego twórcy/intelektualisty a nie filmowca. Jakby bardziej był takim pisarzem, filozofem, komentatorem trochę przypadkiem w skórze reżysera. Taki dużo bardziej Haneke niż Taratntino. Może to krzywdząca ocena, pewnie w dużej mierze wynikająca z jego sposób bycia i tego jak wypada w wywiadach - zawsze mega poważnie, mówi bez emocji, zwykle o "treści" a nie o warsztacie, inspiracjach, ulubionych filmach czy czymś takim. No i wychodzi trochę dysonans umacniany jeszcze kreowaniem go (nie mówię, że niesłusznie) na może jedynego "wielkiego" współczesnego polskiego filmowca.
No i niestety ten linkowany opis Kleru tylko pogłębia u mnie ten dysonans. Brzmi to strasznie przewidywalnie, obawiam się jeszcze większego zagrania pod publiczkę. Smarzowski mówi, że to nie jest film o wierze trochę jak rozumiem sugerując, że nie poszedł w wyśmiewanie. Trochę tak, jakby była to jedyna możliwa forma. Sorrentino fajnie pokazał w Young Pope, że można pokusić się o wolny od stereotypów i najprostszych skojarzeń dialog z religią. A Smarzowski prawdopodobnie celuje w do bólu przewidywalne, oklepane i tabloidowe motywy. Jeśli tak jest to mega szkoda.
Ktoś czai o co mi chodzi?
Kurde, niby filmy Smarzowskiego lubię a Vegi nie zdołałem żadnego nawet obejrzeć do końca i nie wiem czy w ogóle nazywać filmami, ale sporo racji ma Crov i to porównanie o dziwo (albo właśnie nie o dziwo w ogóle) mnie nie oburza ani trochę. Jasne, że warsztat Smarzowski ma bez porównania lepszy. Jasne, że Smarzowski opowiada jednak jakieś historie.
Ale trudno polemizować z tezą, że szczególnie Drogówka to - w dużej mierze dużo lepiej zrobiony i zagrany no i jednak trochę mądrzejszy - Vega. No i nie wiem czy widownia Drogówki to nie jest w dużo większym stopniu niż by się mogło wydawać widownia Vegi. A przynajmniej mnie trochę uwiera fakt, że ten film wydaje się z premedytacją targetowany w ten sposób. Chyba w dużo większym stopniu niż jego fani i sam Smarzowski pewnie przyzna. Nie jest to niby problem sam w sobie, ale kłóci się to trochę z wizerunkiem Smarzowskiego.
Lubię jego filmy, pewnie daję im średnio coś około 7, to na pewno inteligentny gość, szacun, że chce i potrafi zrobić taki film jak Wołyń czy Róża. Ale wizerunek ma trochę takiego twórcy/intelektualisty a nie filmowca. Jakby bardziej był takim pisarzem, filozofem, komentatorem trochę przypadkiem w skórze reżysera. Taki dużo bardziej Haneke niż Taratntino. Może to krzywdząca ocena, pewnie w dużej mierze wynikająca z jego sposób bycia i tego jak wypada w wywiadach - zawsze mega poważnie, mówi bez emocji, zwykle o "treści" a nie o warsztacie, inspiracjach, ulubionych filmach czy czymś takim. No i wychodzi trochę dysonans umacniany jeszcze kreowaniem go (nie mówię, że niesłusznie) na może jedynego "wielkiego" współczesnego polskiego filmowca.
No i niestety ten linkowany opis Kleru tylko pogłębia u mnie ten dysonans. Brzmi to strasznie przewidywalnie, obawiam się jeszcze większego zagrania pod publiczkę. Smarzowski mówi, że to nie jest film o wierze trochę jak rozumiem sugerując, że nie poszedł w wyśmiewanie. Trochę tak, jakby była to jedyna możliwa forma. Sorrentino fajnie pokazał w Young Pope, że można pokusić się o wolny od stereotypów i najprostszych skojarzeń dialog z religią. A Smarzowski prawdopodobnie celuje w do bólu przewidywalne, oklepane i tabloidowe motywy. Jeśli tak jest to mega szkoda.
Ktoś czai o co mi chodzi?
15-06-2018, 15:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-06-2018, 16:00 przez PropJoe.)





