The Last Starfighter - całkiem zjadliwa przygodówka w stylu Star Wars. Nastolatek marzy o wyrwaniu się z zapadłej mieściny. A jest tak zapadła, że wszyscy mieszkańcy emocjonują się, gdy ktoś pobije rekord w automacie arcade (w tym nawet leciwe dziadki i babcie, dla których gry wideo powinny być Szatanem :)). Wszystko się zmienia, gdy zostaje wybrany do obronienia Galaktyki przed złym kosmicznym imperium. Fabuła jest całkiem konsekwentna i spójna. Np. kosmici na miejsce bohatera podstawiają androida-klona (bardzo zabawna postać i aktor daje niezły popis aktorski), co samo w sobie jest materiałem na osobny film. Mierzwiak mendził, że Rey w TFA nie chce się. Tu też pojawia się ten motyw, ale jest dość zgrabnie zrobiony. CGI oczywiście się zestarzało, ale trzeba mieć świadomość, że w tamtych czasach był to przełom i w kinach robiło to wrażenie. Reszta efektów (tych praktycznych) jest na przyzwoitym poziomie. Ogólnie można spokojnie obejrzeć.
Wizard 1989 - Nudna, przewidywalna i durna fabuła z denerwującymi postaciami (z Fredem Savage'em na czele) jest pretekstem do nieudolnej reklamy Nintendo (i na moment Universal Park & Resorts). Głównym wątkiem są gry wideo, ale twórcy wykazują o tym zerowe pojęcie, co wytknął Roger Ebert w swej recenzji, sam nazywając się laikiem. To ten sam poziom co "Łowca. Ostatnie Starcie", gdzie bohaterowie grają na gameboyu bez kartridża. Chyba wszystkie gry z automatów to nagrania z wersji NESa - sam wychwyciłem NESową "Contrę" na , która w wersji arcade miała inną grafikę. Poza tym czy istniały bary, których stoły miały ekran z grą wideo? A nawet jeśli, to mam uwierzyć, że taki bar znalazłby się w jakimś małym miasteczku?!
Dalej. Zachowanie bohaterów-idiotów. Fred Savage bóldupi, że jego młodszy brat z PTSD trafi do jakiegoś ośrodka (który zapewniłby mu specjalistyczną opiekę. Widocznie ten konkrenty ośrodek prowadzi siostra Ratchet :P), więc PORYWA młodego i jedzie w nim potencjalnie niebezpieczną włóczęgę na drugi koniec USA (za co powinien dostać srogie lanie i szlaban na arcade'y). Jest też okropny wątek jego ojca i drugiego brata, którzy się ścigają z jakimś kutafonem, kto szybciej znajdzie dzieciaki (koleś jest kutafonem, bo śmie odnajdywać dzieci całe i zdrowe, nim stanie się im coś złego. Za pieniądze!). Jest i tokenowa chłopczyca brzydząca się buziakami (oczywiście tego buziaka daje) i zgrywająca twardą laskę, by w pewnym momencie pokazać jaka ona jest biedną zagubioną duszyczką z jednym rodzicem. I jej pierwsza scena... co ją kurwa obchodzi, co wyprawiają Savage i jego brat?! Mój "ulubiony" moment, jest gdy trójka naszych dzieciaków przewożona w jakimś żuku przelicza kasę. Kierowca żuka w średnim wieku (który musiał zgodzić się na podwózkę bachorów i nie miał jakichś przeciwskazań) nagle zmienia się w chciwą małpę, zabiera bachorom kasę i wysadza na środku jakiegoś zadupia.
Jedyny fajny moment to jak w tle leciały kawałki New Kids On the Block. Na upartego jest jeszcze Lucas, który jako jedyny zachowuje realistycznie. Lepiej pograć w gry na emulatorach.
Wizard 1989 - Nudna, przewidywalna i durna fabuła z denerwującymi postaciami (z Fredem Savage'em na czele) jest pretekstem do nieudolnej reklamy Nintendo (i na moment Universal Park & Resorts). Głównym wątkiem są gry wideo, ale twórcy wykazują o tym zerowe pojęcie, co wytknął Roger Ebert w swej recenzji, sam nazywając się laikiem. To ten sam poziom co "Łowca. Ostatnie Starcie", gdzie bohaterowie grają na gameboyu bez kartridża. Chyba wszystkie gry z automatów to nagrania z wersji NESa - sam wychwyciłem NESową "Contrę" na , która w wersji arcade miała inną grafikę. Poza tym czy istniały bary, których stoły miały ekran z grą wideo? A nawet jeśli, to mam uwierzyć, że taki bar znalazłby się w jakimś małym miasteczku?!
Dalej. Zachowanie bohaterów-idiotów. Fred Savage bóldupi, że jego młodszy brat z PTSD trafi do jakiegoś ośrodka (który zapewniłby mu specjalistyczną opiekę. Widocznie ten konkrenty ośrodek prowadzi siostra Ratchet :P), więc PORYWA młodego i jedzie w nim potencjalnie niebezpieczną włóczęgę na drugi koniec USA (za co powinien dostać srogie lanie i szlaban na arcade'y). Jest też okropny wątek jego ojca i drugiego brata, którzy się ścigają z jakimś kutafonem, kto szybciej znajdzie dzieciaki (koleś jest kutafonem, bo śmie odnajdywać dzieci całe i zdrowe, nim stanie się im coś złego. Za pieniądze!). Jest i tokenowa chłopczyca brzydząca się buziakami (oczywiście tego buziaka daje) i zgrywająca twardą laskę, by w pewnym momencie pokazać jaka ona jest biedną zagubioną duszyczką z jednym rodzicem. I jej pierwsza scena... co ją kurwa obchodzi, co wyprawiają Savage i jego brat?! Mój "ulubiony" moment, jest gdy trójka naszych dzieciaków przewożona w jakimś żuku przelicza kasę. Kierowca żuka w średnim wieku (który musiał zgodzić się na podwózkę bachorów i nie miał jakichś przeciwskazań) nagle zmienia się w chciwą małpę, zabiera bachorom kasę i wysadza na środku jakiegoś zadupia.
Jedyny fajny moment to jak w tle leciały kawałki New Kids On the Block. Na upartego jest jeszcze Lucas, który jako jedyny zachowuje realistycznie. Lepiej pograć w gry na emulatorach.
06-07-2018, 21:54 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-07-2018, 21:56 przez OGPUEE.)





