Do szpiku kości (2010)
Pierwsza większa rola w karierze Jennifer Lawrence, która zarazem była trampoliną do sławy. Przyzam, że spodziewałem się po prostu przyzwoitego thrillera z cyklu "obejrzeć i zapomnieć", ale dostałem jednak coś znacznie więcej. To naprawdę świetne i angażujące kino. Nie zdziwiłbym się jakby McDonaugh tworząc "Trzy billboardy" inspirował się tym filmem.
Otóż zacznę od tego, że sama historia jest naprawdę wiarygodna i byłem naprawdę ciekawy jak potoczy się to śledztwo, kibicowałem bohaterce w powiedzeniu się go. Ogólnie postacie są tu ciekawie napisane i mam wrażenie, że większość obecnych ma tu coś od siebie do zaoferowania. Podoba mi się sama postać Ree - po prostu kupuję postać nastolatki utrzymującej całą rodzinę i gotową na własną rękę znaleźć ojca. Twarda i kumata dziewczyna radząca sobie lepiej samodzielnie w życiu jak niejeden 17-latek, pełna dylematów, ale starająca się robić to co słuszne i najkorzystniejsze dla najbliższych, obdarzona także siostrzaną troską. Moim zdaniem to jest właśnie najlepsza rola w karierze Lawrence - stonowana i wiarygodna kreacja, zagrana bez cienia szarżu, a do tego pełna wspaniałej gry twarzą (scena na jeziorze). Jak dla mnie to właśnie za ten film najbardziej zasłużyła na Oscara. Drugim najlepszym aktorem w filmie jest John Hawkes jako jej wuj. Pozornie sprawia on wrażenie typowego "Pana Groźnego", z którym lepiej nie gadać, ale z czasem widać w nim cechy ludzkie. Okazuje się człowiekiem, któremu zależy na rodzinie, realizuje swoją motywację niezdecydowany ze względu na okoliczności, ale robi to, bo czuje że powinien. Nawet ci wspólnicy ojca, którzy są gotowi zabić za wstykanie nosa w nieswoje sprawy trochę sprawiają wrażenie ludzi wrażliwych na sytuację Ree, choć powiem że ten przywódca szajki jakiś niezauważalny.
Na uwagę zasługują też zdjęcia, które świetnie oddają ten zimny klimat takiego zadupia u stóp gór, także w scenach nocnych czuć tu dobrą robotę. Duże pochwały dla Dickona Hinchliffe'a za tą pracę - nominacja do Oscara powinna być. Podoba mi się też pokazanie typowego życia takiej ubogiej, leśnej rodziny, szczególnie to polowanie na wiewiórki i zjadanie ich nie wiem czemu, ale nawet mi imponowało :D
Na sam koniec dodam, że strasznie mnie zdziwiła średnia na Filmwebie. Jestem zdania, że 6,6 to naprawdę niesłusznie zaniżona ocena i film wyraźnie zasługuje na więcej uwagi. Chyba jeden z najbardziej niedocenionych tytułów dekady, na jakie trafiłem wciągu tych 8 lat.
8/10
Pierwsza większa rola w karierze Jennifer Lawrence, która zarazem była trampoliną do sławy. Przyzam, że spodziewałem się po prostu przyzwoitego thrillera z cyklu "obejrzeć i zapomnieć", ale dostałem jednak coś znacznie więcej. To naprawdę świetne i angażujące kino. Nie zdziwiłbym się jakby McDonaugh tworząc "Trzy billboardy" inspirował się tym filmem.
Otóż zacznę od tego, że sama historia jest naprawdę wiarygodna i byłem naprawdę ciekawy jak potoczy się to śledztwo, kibicowałem bohaterce w powiedzeniu się go. Ogólnie postacie są tu ciekawie napisane i mam wrażenie, że większość obecnych ma tu coś od siebie do zaoferowania. Podoba mi się sama postać Ree - po prostu kupuję postać nastolatki utrzymującej całą rodzinę i gotową na własną rękę znaleźć ojca. Twarda i kumata dziewczyna radząca sobie lepiej samodzielnie w życiu jak niejeden 17-latek, pełna dylematów, ale starająca się robić to co słuszne i najkorzystniejsze dla najbliższych, obdarzona także siostrzaną troską. Moim zdaniem to jest właśnie najlepsza rola w karierze Lawrence - stonowana i wiarygodna kreacja, zagrana bez cienia szarżu, a do tego pełna wspaniałej gry twarzą (scena na jeziorze). Jak dla mnie to właśnie za ten film najbardziej zasłużyła na Oscara. Drugim najlepszym aktorem w filmie jest John Hawkes jako jej wuj. Pozornie sprawia on wrażenie typowego "Pana Groźnego", z którym lepiej nie gadać, ale z czasem widać w nim cechy ludzkie. Okazuje się człowiekiem, któremu zależy na rodzinie, realizuje swoją motywację niezdecydowany ze względu na okoliczności, ale robi to, bo czuje że powinien. Nawet ci wspólnicy ojca, którzy są gotowi zabić za wstykanie nosa w nieswoje sprawy trochę sprawiają wrażenie ludzi wrażliwych na sytuację Ree, choć powiem że ten przywódca szajki jakiś niezauważalny.
Na uwagę zasługują też zdjęcia, które świetnie oddają ten zimny klimat takiego zadupia u stóp gór, także w scenach nocnych czuć tu dobrą robotę. Duże pochwały dla Dickona Hinchliffe'a za tą pracę - nominacja do Oscara powinna być. Podoba mi się też pokazanie typowego życia takiej ubogiej, leśnej rodziny, szczególnie to polowanie na wiewiórki i zjadanie ich nie wiem czemu, ale nawet mi imponowało :D
Na sam koniec dodam, że strasznie mnie zdziwiła średnia na Filmwebie. Jestem zdania, że 6,6 to naprawdę niesłusznie zaniżona ocena i film wyraźnie zasługuje na więcej uwagi. Chyba jeden z najbardziej niedocenionych tytułów dekady, na jakie trafiłem wciągu tych 8 lat.
8/10
17-08-2018, 08:42 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-07-2023, 20:47 przez Kryst_007.)





