Początek tej sceny - jak Scruggs wchodzi do przybytku i zaczepia go dziadek, prosząc o oddanie broni:
Kilka lat temu czytałem "Three Years in California" - wspomnienia amerykańskiego XIX-wiecznego podróżnika i dziennikarza, J.D. Borthwicka, z pobytu w San Francisco z okresu szalejącej gorączki złota. Oto co pisał:
Kilku odźwiernych przeprowadzało rewizje i każdy gość musiał na dzień dobry zdać swoją broń zanim postawił stopę w barze. W zamian otrzymywał kwit, dokładnie taki sam jaki dostaje się przy wejściu do galerii sztuki, oddając recepcji na przechowanie laskę albo parasol. Większość mężczyzn wyciągała pistolety zza pleców, często razem z nożem; niektórzy tachali wielkie noże traperskie wiszące za głową albo na piersiach. Sam widziałem dostojnie wyglądającego, pobożnego mężczyznę pod krawatem i w szaliku, który zadarł przed odźwiernym dolną część swojej kamizelki, ujawniając kolbę rewolweru; inni jeszcze podciągali nogawki spodni i wydobywali stamtąd pistolety, a z butów wysuwali noże traperskie; widziałem delikwentów, typów spod ciemniej gwiazdy, którzy w trakcie rewizji wyjmowali broń ze wszystkich kieszeni w spodniach. Jeśli trafił się jegomość, co deklarował, że przybył nieuzbrojony, wzbudzało to taką sensację, że z marszu zgłaszano go jako kandydata do przeszukania. Zauważyłem też, że odźwierni, odznaczający się wyjątkową pieczołowitością, byli dodatkowo nagradzani, gdy udało im się odkryć broń ukrytą w jakimś nietypowym miejscu w ubraniu.
Kilka lat temu czytałem "Three Years in California" - wspomnienia amerykańskiego XIX-wiecznego podróżnika i dziennikarza, J.D. Borthwicka, z pobytu w San Francisco z okresu szalejącej gorączki złota. Oto co pisał:
Kilku odźwiernych przeprowadzało rewizje i każdy gość musiał na dzień dobry zdać swoją broń zanim postawił stopę w barze. W zamian otrzymywał kwit, dokładnie taki sam jaki dostaje się przy wejściu do galerii sztuki, oddając recepcji na przechowanie laskę albo parasol. Większość mężczyzn wyciągała pistolety zza pleców, często razem z nożem; niektórzy tachali wielkie noże traperskie wiszące za głową albo na piersiach. Sam widziałem dostojnie wyglądającego, pobożnego mężczyznę pod krawatem i w szaliku, który zadarł przed odźwiernym dolną część swojej kamizelki, ujawniając kolbę rewolweru; inni jeszcze podciągali nogawki spodni i wydobywali stamtąd pistolety, a z butów wysuwali noże traperskie; widziałem delikwentów, typów spod ciemniej gwiazdy, którzy w trakcie rewizji wyjmowali broń ze wszystkich kieszeni w spodniach. Jeśli trafił się jegomość, co deklarował, że przybył nieuzbrojony, wzbudzało to taką sensację, że z marszu zgłaszano go jako kandydata do przeszukania. Zauważyłem też, że odźwierni, odznaczający się wyjątkową pieczołowitością, byli dodatkowo nagradzani, gdy udało im się odkryć broń ukrytą w jakimś nietypowym miejscu w ubraniu.
25-11-2018, 00:36 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-11-2018, 00:38 przez Mental.)






