White of the Eye (w Polsce znany jako "Melodia śmierci") - zapomniany film z 1987, kolejna perła, która nie wiedzieć czemu, nie cieszy się dziś kultowym statusem. To pulpowy thriller, dzięki pomysłowej, momentami wręcz ekscentrycznej reżyserii i znakomitej muzyce wyniesiony niemal do rangi sztuki, realizacyjnie mocno kojarzył mi się z "Natural Born Killers" Stone'a, trochę również z Lynchem, fabularnie to coś, co mogłoby wyjść spod ręki Gillian Flynn, gdyby napisała scenariusz do spółki z Dario Argento.
Całość bardzo udanie łączy realizm z kiczem, poetykę snu z przemocą, klimat jest bardzo gęsty i kipiący erotyką, a aktorski duet David Keith - Cathy Moriarty jest świetny, zwłaszcza ten pierwszy daje radę, szczególnie w drugiej części filmu, kiedy dostaje większe pole do popisu. No i akcja dzieje się w Arizonie, za co dodatkowy plus, bo tamtejsze scenerie idealnie pasują do całości.
Całość bardzo udanie łączy realizm z kiczem, poetykę snu z przemocą, klimat jest bardzo gęsty i kipiący erotyką, a aktorski duet David Keith - Cathy Moriarty jest świetny, zwłaszcza ten pierwszy daje radę, szczególnie w drugiej części filmu, kiedy dostaje większe pole do popisu. No i akcja dzieje się w Arizonie, za co dodatkowy plus, bo tamtejsze scenerie idealnie pasują do całości.
https://www.filmweb.pl/user/Nawrocki/activity
https://letterboxd.com/nawrocki/list/best-movies-of-2020s/
https://letterboxd.com/nawrocki/list/2024-movies/
https://letterboxd.com/nawrocki/list/best-movies-of-2020s/
https://letterboxd.com/nawrocki/list/2024-movies/
20-01-2019, 12:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-01-2019, 12:07 przez nawrocki.)





