Powiem tak...nie ma nic bardziej przerażającego niż ciemność, śnieg/lód, niska temperatura i to na dodatek jeszcze gigantyczna, otwarta przestrzeń. Serial tego nie pokazuje. Ksiażka, oj tak. Już dla samego tego uczucia warto sie zapoznać. Poza tym mamy też retrospekcje z tych nieco bardziej udanych wypraw chociażby sir Franklina. Obstawiam, że ich opis jest wierny faktycznym relacjom.
Simmons opisuje wszystko tak, że nawet bez potwora czychającego na życie członków załogi czytelnik czuje beznadzieje sytuacji. Fajnie też opisuje najciekawszy element takich sytuacji, ludzi, ich zachowania i reakcje na kolejne wydarzenia. Skrajności w jakie mogą popaść. Dobrze obrazuje dylematy przywódców, zarządzanie statkiem, prowiantami, nawigacje, przebijanie sie przez lodowe morze (statek umiał na lata utknąć w niekończącym sie, grubym lodzie). Oczywiscie fikcji tu jest sporo, ale jest ona najwyższego poziomu.
Sporo jest wyjaśniania jak co działa, jak wyglądają kolejne procesy, takie rzeczy które z natury po czasie cieżko cytowac, ale jak ciekawi cie temat to na pewno sporo sie dowiesz.
Generalnie ludzie wybierający sie w tamte rejony na wyprawy byli mocno pieprznięci, zaryzykuje stwierdzeniem, że dowolny himalaista nigdy nie ryzykował tyle co oni.
Nie mam na to za bardzo czasu, ale sam chce kiedyś bardziej zgłębić temat. Simmons rozpalił ciekawośc. Samą książke stawiam na równi z "Drakulą", moim ulubionym przedstawicielem gatunku grozy (bez względu na medium).
Jeszcze w temacie samej jakości historii i jej wyższości nad adaptacją. Ksiażka nie ma linearnej struktury. Z natury nie opuszcza także terenów północnych z wyjątkiem krótkiego fragmentu historii Croziera. Ma to znaczący wpływ na odbiór. Nie ma chwili wytchnienia.
Simmons opisuje wszystko tak, że nawet bez potwora czychającego na życie członków załogi czytelnik czuje beznadzieje sytuacji. Fajnie też opisuje najciekawszy element takich sytuacji, ludzi, ich zachowania i reakcje na kolejne wydarzenia. Skrajności w jakie mogą popaść. Dobrze obrazuje dylematy przywódców, zarządzanie statkiem, prowiantami, nawigacje, przebijanie sie przez lodowe morze (statek umiał na lata utknąć w niekończącym sie, grubym lodzie). Oczywiscie fikcji tu jest sporo, ale jest ona najwyższego poziomu.
Sporo jest wyjaśniania jak co działa, jak wyglądają kolejne procesy, takie rzeczy które z natury po czasie cieżko cytowac, ale jak ciekawi cie temat to na pewno sporo sie dowiesz.
Generalnie ludzie wybierający sie w tamte rejony na wyprawy byli mocno pieprznięci, zaryzykuje stwierdzeniem, że dowolny himalaista nigdy nie ryzykował tyle co oni.
Nie mam na to za bardzo czasu, ale sam chce kiedyś bardziej zgłębić temat. Simmons rozpalił ciekawośc. Samą książke stawiam na równi z "Drakulą", moim ulubionym przedstawicielem gatunku grozy (bez względu na medium).
Jeszcze w temacie samej jakości historii i jej wyższości nad adaptacją. Ksiażka nie ma linearnej struktury. Z natury nie opuszcza także terenów północnych z wyjątkiem krótkiego fragmentu historii Croziera. Ma to znaczący wpływ na odbiór. Nie ma chwili wytchnienia.
25-01-2019, 01:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-01-2019, 01:14 przez Kuba.)






