(23-02-2019, 01:57)Crov napisał(a):(22-02-2019, 12:44)srebrnik napisał(a): Sprzęt gra dużą rolę - zwłaszcza ustawienia czasu naświetlania potrafią zabijać taki filmowy look.Czas naświetlania to raczej coś, co może być problemem amatorów. Jeżeli w filmie jest przestawiony to raczej umyślnie, w konkretnym celu. Tym bardziej, że w kamerach jest "shutter angle", którego nawet nie trzeba zmieniać przy zmianie klatek (o czym np. w przypadku cyfrówek czy bezlusterkowców trzeba pamiętać, bo tam sie zmienia shutter speed w kontekście klatek).
Tak. Dokładnie o tym pisałem - taki, a nie inny wygląd traktuję jako decyzję. Bywają twórcy, którzy kombinują z migawką, przez co uzyskują "dziwne" zdaniem niektórych efekty. O to mi chodziło.
(23-02-2019, 01:57)Crov napisał(a): Enyłej, to całej gadanie o "film look" to takie trochę gadanie o tym czy bóg istnieje. ;) Bo jak interpretujemy "film look"? Pomarańczowo-turkusowe kolorowanie? Dużo dramatycznych cieni? Mocny kontrast? Niska saturacja? "Film look" to coś nieuchwytnego i zmiennego wraz z dekadami filmu, wraz z modą. Pomarańczowo-turkusowa kolorystyka trochę odeszła już do lamusa, wiele filmów nie chce mieć mocnego kontrastu, a kolory powoli wracają, a potem odchodzą.
Chyba jednak istnieje, ale w szerszym znaczeniu, niż teal & orange czy niska saturacja. Moim zdaniem "film look" to więcej elementów. Na niego składa się też np. praca kamery. Zwłaszcza będąc trochę bardziej zorientowanym - jak np. Ty - się to dostrzega. Widząc ujęcia z różnych kranów, sliderów, gimbali i steadicamów od razu inaczej odbiera się obraz. I nie chodzi tutaj o sam fakt, że z tego korzystano oczywiście. Umiejętne, nawet (a może zwłaszcza?) subtelne pracowanie kamerą wprowadza bardzo dużo do obrazu.
Z kolorystyką jest też tak, że czuć, kiedy jest ona zrobiona na wypasie i wypada właśnie filmowo, a kiedy to jakaś partyzantka i 2 presety. We wspomnianym już przeze mnie "Fury Road" mamy grading podkręcony pod sufit, a jednocześnie czuć, że to o wiele więcej niż żółte presety na kolejnych ujęciach, a w sekwencji nocnej niebieskie. Tam maksymalnie widoczna jest wielka praca nad tym aspektem, a efekt jest imponujący. Doskonale wiemy tutaj, że tych samych rezultatów nie uzyska się wrzucając na swój filmik jakiegoś LUTa o nazwie "mad max". Przykładowo ostatnio w kinie miałem takie wrażenie przy filmie "Underdog". On sprawiał wrażenie takiego walniętego kilkoma gotowcami, mimo bardzo intensywnej kolorystyki. Natomiast takie "Civil War", mimo niskiego kontrastu i desaturacji jest dopracowane i jedynym argumentem przeciwko gradingowi w tym filmie jest gust widza. Nie ma tam żadnej wtopy w tym temacie.
Grindhouse nie jest natomiast tym, z czym kojarzy mi się wygląd filmów Zahlera. Oczywiście domyślam się, że mowa jest ewentualnie o tej oryginalnej i naturalnej stylistyce, a nie tym przegiętym i parodystycznym w zasadzie dzisiejszym wyobrażeniem. To co on robi nazwałbym po prostu surowością. Mimo tego, że z tym gradingiem sobie pozwala i mnie akurat tym nie kupuje.
.
23-02-2019, 03:29





