(13-03-2019, 13:41)f.lamer napisał(a): dom z papieru obejrzałem jeden odcinek, czyli o jeden za dużo. borze liściasty, co za gówno!
Popularność tego czegoś dla mnie też jest niezrozumiała. Wytrzymałem chyba jeden odcinek a może nawet nie cały. Nie sprawdza się nawet jako rozrywkowa bajka tak jest to infantylne i idiotyczne. Wątpię, żeby z czasem zyskiwało.
Cytat:after life jestem w połowie i na pewno obejrzę do końca. jest to jednak mniej zaskakujące niż oczekiwałem i słabiej zrobione niż "kidding". zdecydowanie lepiej operuje wątkami dramatycznymi niż komediowymi. no i myślałem że gervais będzie jednak większym dupkiem
Tutaj zaskoczenie jest jeszcze większe, bo Ricky'ego lubię, rozśmiesza mnie w wywiadach i jako prowadzący Globy a brytyjskie The Office to dla mnie komediowe 10/10. Niestety od czasu debiutu systematycznie stacza się, jednocześnie zyskując coraz większą popularność. After Life jest dla mnie dowodem na ostateczny jego upadek jako scenarzysty/reżysera, ale przede wszystkim totalne zachłyśnięcie się swoim "geniuszem" i kompletny brak krytycznego spojrzenia na własną twórczość.
f'lamer, piszesz, że myślałeś, że jego postać będzie większym dupkiem, bo tak chyba ten serial reklamowano. Oto bohater odreagowuje śmierć żony pozbywając się wszelkich hamulców, staje się dupkiem, który nie mając nic do stracenia może powiedzieć wszystko i zrobić wszystko. I tak jest może przez kilka scen, głównie na początku. Ale nawet na to jakiegoś specjalnego pomysłu Gervais nie ma. Powie dzieciakowi, że jest gruby i brzydki a mijając listonosza (ah jaki zajebisty dowcip z jego imienia, boki zrywać) przed domem, zamiast przejąć od niego listy, każe wrzucić mu je donieść do skrzynki, bo od tego przecież jest.
Poza tym Tony jest zdołowany i chce się zabić, więc 90% jego kwestii to, dosłownie, "jestem zdołowany i chcę się zabić" w różnych parafrazach. Bo żona była jego całym światem. Dzięki temu będziemy mieli okazję usłyszeć, takie subtelne kwestie jak "wolę być nigdzie z nią niż gdzieś bez niej" i tym podobne suchary podane z subtelnością godną telenoweli a nie netflixowego serialu od jednego z najbardziej wyszczekanych i bezkompromisowych komików. Gervais snuje się po ekranie nawet specjalnie nie próbując grać, po prostu recytuje te kwestie. Pozostali bohaterowie, bez wyjątku nijacy, fatalnie napisani i zagrani, uważają, że jest dobry i wartościowy, chcą, żeby był szczęśliwy i żeby się nie zabijał. I wiecie jak wyglądają ich odpowiedzi na jego powyższe banały? Zgadliście. "Proszę, bądź szczęśliwy", "Jesteś dobry i zabawny" to są dosłowne cytaty.
Wątki dramatyczne przeplatane są humorystycznymi. Humor w tym serialu przybiera dwie formy. Pierwsza to historyjki z życia dziennikarza podrzędnej lokalnej gazetki. O plamie na ścianie przypominającej Kennetha Branagh, o dziecku podobnym do Hitlera itd. Jest to tak wtórne i nudne już właściwie za pierwszym razem a dostajemy po jednej takiej historii na odcinek. Druga forma żartu w After Life to okazje, w której Gervais ma okazję wygłosić jakiś "kontrowersyjny" pogląd na jakiś temat. Okazje podsuwa Gervais scenarzysta każąc jakiemuś bohaterowi od niechcenia zagaić, bardzo naturalnie, np. "Tony, jesteś ateistą, prawda?". Na co Gervais wygłasza monolog, który jest po prostu parafrazą typowych jego wypowiedzi/żartów na ten temat. Wszystkie "śmieszne" teksty Tony'ego są po prostu wersją wypowiedzi/twitów/fragmentów stand-upów Gervaisa na dany temat. W dodatku wersją do bólu złagodzoną, banalną, przewidywalną. Gervais wydaje się tu kompletnie niepasujący do postaci małomiasteczkowego dziennikarza w żałobie. Niby nie ma nic złego w daniu postaci, którą się gra własnego głosu, ale tutaj kompletnie się to nie sprawdza, głównie przez fatalny scenariusz i własnie to niedopasowanie. Mam wrażenie, że Gervais "zagrał" tu nawet w swoich ciuchach.
Nie sprawdza się to też zupełnie jako dramat. Zupełnie nie rozumiem osób zachwycających się jakie to życiowe, piękne, wzruszające. Nie, nie, nie. W dodatku After Life jest tak nieporadnie, archaicznie wyreżyserowane, że głowa mała. Ckliwe, nudne, banalne, wtórne gówienko. Nie tylko lata świetlne od takich rzeczy jak Atlanta, BoJack czy mój ulubiony Louie. Fatalna rzecz nie tylko jak na Gervais'a. Po prostu coś na co, gdyby nie jego nazwisko nie tylko nikt by nie spojrzał. To nie miało prawa zostać wyprodukowane. Nawet przez Netflixa. Błagam, niech ktoś obejrzy i da znać, że nie oszalałem, bo internety widzę zachwycone.
15-03-2019, 22:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-03-2019, 23:15 przez PropJoe.)






