(22-04-2019, 16:32)Proteus napisał(a): Setting jest brutalny i bezkompromisowy, ale ludzie, którzy go zapełniają są na pierwszym miejscu i nikt z nich nie jest karykaturą.
A temu przyklasnę, bo postaci - abstrahując od ich przywar i zalet - niosą ewidentnie ten serial. Zresztą same nazwiska to armia przekozaków (wielka szkoda, że części z nich już z nami nie ma), które samoistnie przykuwają uwagę. Dlatego też nie przeszkadzał mi specjalnie wątek teatralny, bo sprzedaje go bezbłędnie Brian Cox i patrzy się na niego z prawdziwą przyjemnością (co ciekawe, ktoś kiedyś gdzieś napisał, że Deadwood ma teatralną inscenizację właśnie, i tu też jest coś na rzeczy). Dlatego też tak bardzo cenię sobie wątek Richardsona, który zwyczajnie ubarwia ten świat... sobą. I to wystarcza. Niemniej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby całość nieco bardziej doszlifować i trochę zmniejszyć ilość pobocznych, zbędnych pierdół (jak ten synek z Liberii) i dorzucić trochę fabularnego mięsa (nie oszukujmy się, niektóre odcinki kończą się w taki sposób, jakby brakło pomysłów albo więcej czasu ekranowego) to byłby to zdecydowanie lepszy twór.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
22-04-2019, 16:52





